Oznacza to, że samorządy, które do tej pory skarżyły się na przerzucanie na nie kolejnych obowiązków bez wsparcia finansowego, mogą chętnie sięgać po pozwy zbiorowe przeciwko rządowi.

W tym konkretnym przypadku walka toczy się o pieniądze, jakie powiaty muszą zwracać właścicielom pojazdów, od których pobrały zbyt wysokie opłaty za wydanie karty pojazdu. W sumie może chodzić nawet o 1 mld zł.

W czym, zdaniem samorządów, zawinił Skarb Państwa? W 2003 r. Ministerstwo Infrastruktury (obecnie Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej) wydało rozporządzenie niezgodne z prawem Unii Europejskiej, a jak uznał w 2006 r. Trybunał Konstytucyjny – również z polską konstytucją. Zgodnie z nim powiaty przez lata pobierały opłatę w wysokości 500 zł za wydanie karty pojazdu. Tymczasem aktualna wysokość tej opłaty wynosi zaledwie 75 zł, co stanowi de facto koszt wydania dokumentu.

Właściciele pojazdów domagają się teraz od samorządów zwrotu nadpłaconych 425 zł wraz z odsetkami. – Prowadzimy kilka tysięcy tego typu spraw rocznie. Do tej pory wszystkie wygraliśmy, niezależnie od tego, czy urząd się odwoływał od wyroku, czy nie – mówi Piotr Grochulski, prezes Jurajskiej Agencji Finansowej z Częstochowy. Kancelaria opracowała projekt Karta Pojazdu, w ramach którego powołała zespół specjalizujący się w odzyskiwaniu nadpłaconych kwot.

Teraz powiaty próbują odzyskać utracone pieniądze od Skarbu Państwa, a także zabezpieczyć się przed kolejnymi pozwami, przerzucając finansową odpowiedzialność na centralny budżet.

8 lutego 2012 r. sąd niższej instancji odrzucił pozew zbiorowy samorządów, uznając, że każdy przypadek jest inny, głównie ze względu na kwotę roszczeń. Oznaczało to, że każdy powiat, chcąc odzyskać pieniądze od państwa, będzie musiał wnosić indywidualny pozew.

Sąd Apelacyjny uznał jednak, że powiaty, mimo różnej wysokości roszczeń, dążą w pozwie zbiorowym do ustalenia jedynie odpowiedzialności odszkodowawczej państwa. Chodzi więc nie o zasądzenie konkretnych kwot, lecz o stwierdzenie, czy co do zasady powiaty mają rację w sporze.

Dlatego decyzję sądu apelacyjnego powiaty uważają za swój sukces. – Otwiera się nowa furtka w relacjach z rządem – mówi sekretarz Związku Powiatów Polskich Rudolf Borusiewicz. Dodaje, że indywidualne zaskarżanie trwa bardzo długo i często pojawia się problem z ustaleniem kwoty roszczenia.

Pozew zbiorowy znacznie skróci dalsze procedury.

– Teraz chodzi o to, by każdy samorząd uczestniczący w pozwie zbiorowym miał potem podkładkę w postaci wyroku zasądzającego odpowiedzialność państwa. Na tej podstawie będzie mógł już indywidualnie dochodzić swoich roszczeń, bez konieczności ponownego ustalania odpowiedzialności Skarbu Państwa – mówi Borusiewicz.

Sąd apelacyjny odrzucił możliwość uczestnictwa w pozwie zbiorowym dwóm powiatom: bielskiemu i ostrowskiemu. Ale tylko dlatego, że te samorządy już wcześniej wystąpiły z indywidualnym powództwem przeciwko państwu w tej samej sprawie.

ZPP zapowiada, że będzie namawiał do uczestnictwa w pozwie kolejne powiaty i miasta na prawach powiatu, które jeszcze do niego nie przystąpiły. Ogłoszenie w tej sprawie zostanie zamieszczone m.in. w prasie ogólnopolskiej, gdy sąd oficjalnie poinformuje o wszczęciu postępowania grupowego.