statystyki

Polska potrzebuje lokalnej rewolucji

autor: Andrzej Andrysiak07.10.2018, 19:00
wybory

Mieliśmy już fasadową wersję samorządności za czasów słusznie minionych i jeśli ktoś pragnie jej powrotu, to albo jest młody i niedouczony, albo nosi w sobie wielką wiarę w szlachetnych wodzów, co jednym skinieniem rozwiązują największe bolączki świata, o węzłach gordyjskich nie wspominając. Jednak zbyt wiele części samorządowego systemu się zdegenerowało, by udawać, że stan obecny jest docelowy i najlepszy.źródło: ShutterStock

Wyjdźmy poza duże miasta i rozejrzyjmy się. Potem zabierzmy radnym diety i wprowadźmy zakaz pracy w instytucjach samorządowych dla nich i ich rodzin. Wprowadźmy ograniczenie do dwóch kadencji. Jesteście na to gotowi?

N a początek mały dysonans poznawczy. Oto z lekka liberalny przedstawiciel prowincjonalnej klasy średniej, powiedzmy drobny przedsiębiorca bądź nauczyciel. Wykształcony, jako tako zamożny, zainteresowany swoim otoczeniem i małą ojczyzną. Trochę ciekawy świata, niby stroni od polityki, ale trzyma rękę na pulsie, wie co, kto, z kim i dlaczego. Ogląda, słucha, czyta, od czasu do czasu nawet szeruje coś w internecie. Wie, kto jest burmistrzem, chodzi na wybory, radnych może nie zna, ale wie, że są i coś robią. Nie patrzy przychylnie na partię rządzącą, nawet od czasu do czasu rzuci w jej kierunku przekleństwo, ale nie jest na tyle zaangażowany, by maszerować po ulicach Warszawy w obronie konstytucji czy innej demokracji.

I cóż ten wyborca potencjalny słyszy od swoich przedstawicieli politycznych, gdy w sprawie samorządności ucho nadstawi? Ano jedno: bronić trzeba, samorządy udały się po przełomie 1989 r. jak mało co, wszelkie zmiany są jedynie zamachem na nie, a nie chęcią naprawy, bo wiadomo, że ci, co się zamachują, w swoim interesie zamach biorą, a nie ku pożytkowi ogólnemu.

Potakuje głową z aprobatą ów z lekka liberalny przedstawiciel prowincjonalnej klasy średniej, bo trudno racji nie przyznać, w końcu o demokrację tu idzie, ustrój i przyszłość, gdy nagle z tyłu głowy diabełek jakiś mu w potylicę puka i szepce: a nie pamiętasz, jak to ostatnio konkurs był w urzędzie i wszyscy z góry wiedzieli, że wygra Zenek? A zapomniałeś, jak znajoma Magdalena aż do burmistrza chodziła po prośbie, by ją do szkoły na skrawek choćby etatu wcisnąć? A wyleciało ci zupełnie, że przetarg na sprzątanie to jedna jedyna firma od lat wygrywa i zupełnie nie przypadkiem jest, że to znajoma bliska sekretarza?

Bije ten diabeł w potylicę coraz mocniej, bo po to pamięć i doświadczenie, by jej w odpowiednim momencie użyć, i śmieje się coraz głośniej, bo co w telewizorze i innych mediach ogólnopolskich widać, nijak nie przystaje do tego, co za oknem.

Prowincją rządzi się inaczej

Nie, nie jest tylko źle. Decentralizacja zarządzania państwem to jeden z najlepszych pomysłów demokracji, samorządność różnych szczebli ułatwia rozwiązywanie problemów mieszkańców, a zarządzanie na poziomie gminy często jest o niebo skuteczniejsze niż ministerialne dyrektywy płynące z Warszawy. Zresztą trudno wyobrazić sobie kraj bez samorządności, mieliśmy już jej fasadową wersję za czasów słusznie minionych i jeśli ktoś pragnie jej powrotu, to albo młody i niedouczony, albo nosi w sobie wielką wiarę w szlachetnych wodzów, co jednym skinieniem rozwiązują największe bolączki świata, o węzłach gordyjskich nie wspominając. Jednak zbyt wiele części samorządowego systemu się zdegenerowało, by udawać, że stan obecny jest docelowy i najlepszy.

Tak, rację ma PiS, gdy mówi o samorządowych klikach, ustawianych konkursach, nepotyzmie i zblatowaniu przedsiębiorców z władzą. I choć na każdym szczeblu – od najmniejszej gminy po rząd – partia robi dokładnie to samo, nijak to trafności PiS-owskiej diagnozy nie podważa. Jeśli chcemy zastanowić się, co i jak w samorządności zmienić, musimy przyjąć stan faktyczny do wiadomości, odsuwając na potrzeby tej refleksji polsko-polską wojnę o to, czyje na wierzchu. Dopiero zgadzając się z diagnozą, możemy wdrożyć leczenie. A to, z powodu zaawansowania choroby, musi być radykalne.


Pozostało jeszcze 64% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Alek(2018-10-08 08:39) Zgłoś naruszenie 10

    "zabierzmy radnym diety i wprowadźmy zakaz pracy w instytucjach samorządowych dla nich i ich rodzin. Wprowadźmy ograniczenie do dwóch kadencji." I nagle sie okaze ze w malych gminach nie ma kto robic jako radny/wojt/burmistrz...itd. Juz teraz na 1 woj. przypada kilkadziesiat gmin, gdize jest JEDEN kandydat na wojta czy 1 KANDYDAT na miejsce radnego !!! Kogo wybrac jak jest tylko ten JEDEN???

    Odpowiedz
  • Ja(2018-10-08 15:55) Zgłoś naruszenie 00

    Po co właściwie te całe władze samorządowe? Byłem niedawno na spotkaniu z v-ce burmistrzem Mińska Maz. (burmistrz jakoś nie zaszczycił nas) dot. można powiedzieć, rozpasania deweloperów, którzy swoimi inwestycjami dezorganizują życie mieszkańców budynków istniejących. I co? Jedyne co można było usłyszeć od tego człowieka to to, że burmistrz nic nie może. Nie pomogło nawet wskazanie wręcz aktualnych przepisów pozwalających na podejmowanie stosownych uchwał. Totalny impotent decyzyjny. Po co właściwie ich wybierać, żeby przeżerali nasze podatki?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane