PROBLEM: Chociaż rząd dość szybko zareagował na sierpniowe nawałnice i uruchomił program dla najbardziej poszkodowanych gmin i ich mieszkańców, to pomoc ta nie dość szybko trafia do poszkodowanych. Na przeszkodzie stanęły luki w systemie prawnym, zwłaszcza biurokracja i braki odpowiedniej liczby urzędników zajmujących się wypłatami zasiłków celowych i szacowaniem szkód. Na te bolączki zwracają uwagę niemal wszyscy samorządowcy w kraju, a zwłaszcza z gmin woj. pomorskiego, kujawsko-pomorskiego i wielkopolskiego, które w tym roku najbardziej ucierpiały wskutek anomalii pogodowych. Problemy skrzętnie notuje Związek Gmin Wiejskich RP. Pod koniec września przedstawi on rządowi postulaty zmierzające do zmiany przepisów w tym zakresie.
Grzegorz Kubik burmistrz gminy Rawicz / Dziennik Gazeta Prawna
– Brakuje twardych rozwiązań systemowych i proceduralnych, które samorządy mogłyby stosować natychmiast i szybko pomagać w przypadku kataklizmu, zarówno w zakresie pomocy społecznej, jak i pomocy przy usuwaniu szkód w domostwach i budynkach gospodarczych. Nie ma np. dyspozycji, która umożliwiałaby wydatkowanie środków, a dopiero później uzupełnianie dokumentacji – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny ZGW RP RP. – Rząd chce efektów w postaci szybkich wypłat, ale nie zdaje sobie sprawy z naszych braków kadrowych, urzędniczej papierologii i niedofinansowania – dodaje.
Reklama
Za wolno, za mało

Reklama
Gminy, nauczone już wcześniejszymi doświadczeniami, wiedzą, że po każdym fatalnym zdarzeniu prędzej czy później zostaną rozliczone ze swoich działań przez regionalne izby obrachunkowe w zakresie staranności czy też dopełnienia obowiązków finansowych. Dlatego też przed wypłatami obiecywanych zasiłków celowych, najpierw szczegółowo przeprowadzają wywiady środowiskowe, a następnie skrzętnie przygotowują dokumentację. To wszystko, zdaniem ekspertów, zabiera niestety za dużo czasu, co potem ma decydujące znaczenie dla tempa wspierania poszkodowanych rodzin. Zwracają oni też uwagę, że oferowane obecnie przez rząd zasiłki celowe w wysokości 6 tys. zł na gospodarstwo domowe to kropla w morzu potrzeb.
– Taka kwota została przyjęta pod koniec lat 90. Teraz zasiłki powinny być w wysokości przynajmniej 9 tys. zł. Poza tym przepisy należałoby zmienić w taki sposób, by przy szacowaniu szkód mogli też pracować inni urzędnicy samorządowi, nie tylko ci z MOPS-ów. Wtedy moglibyśmy szybciej wypłacać pieniądze poszkodowanym – zauważa burmistrz Jaraczewa Dariusz Strugała, którego gmina ucierpiała niedawno w nawałnicach. – U mnie jest np. taka sytuacja, że mam tylko trzech pracowników socjalnych, a zniszczonych budynków ponad 250! Przepisy nakazują, by najpierw zrobić wywiad, następnie wydać decyzję, a dopiero potem zrobić przelew. Przy tym jest sporo biurokracji – mówi burmistrz.
Procedura wymaga bowiem wypełnienia od 7 do 20 stron dokumentacji. – Jeżeli w gminie jest średnio dwóch pracowników socjalnych, którzy mają odpowiednie przygotowanie merytoryczne, to jakby ci ludzie nie byli sprawni, i tak cała procedura musi potrwać kilka dni – podkreślają samorządowcy.
– Zasady muszą być stałe, a nie ustalane po zdarzeniu. Powinny być też jak najbardziej uproszczone. Dla samorządu ważne jest to, jakiego rzędu otrzyma pomoc finansową. Wtedy może szybko uruchomić odpowiednie mechanizmy rozliczeń i rozdysponowania pieniędzy pośród mieszkańców – mówi wójt gminy Cekcyn Jacek Brygman, który w ZGW RP koordynuje akcję zbierania postulatów zmian systemowych.
Komisje też kuleją
Do tego wszystkiego dochodzą też problemy z komisjami ds. szacowania szkód w nieruchomościach. Te jednak działają inaczej niż organy socjalne. Ich tryb powoływania i zakres obowiązków jest zbliżony do komisji ds. szacowania szkód w rolnictwie. I tak jak w ich przypadku komisje nieruchomościowe mają problemy ze zwrotem kosztów działania, bo gminy niejednokrotnie biorą je na siebie (mimo powszechnych opinii, że nie powinny tego robić, bo działają w ramach zadania zleconego). Poza tym ich powoływanie nie jest określone stałymi przepisami materialnymi.
Potwierdza to Dorota Podemska z MOPS w Chojnicach: – Problem może się pojawić przy wypłacie świadczeń w większych wysokościach, kiedy potrzebne jest powołanie komisji do szacowania szkód. Z opracowanych zasad nie wynika, kto powołuje taką komisję, kto powinien wchodzić w jej skład i decydować o wysokości powstałych szkód – mówi Podemska.
A taki stan rzeczy z kolei powoduje niemały chaos. Bo w praktyce w większości przypadków wojewodowie powołują zespoły ds. szacowania szkód, ale w pozostałych reagują już same gminy. Te nierzadko z urzędu powołują własne zespoły lub o ich wyznaczenie wnioskują do wojewody. Są też sytuacje, gdy gmina co prawda sama ustanawia zespół, jednak robi to dopiero na wyraźny wniosek wojewody.
Gdy już zespół zostanie zebrany, kolejnym krokiem jest wyznaczenie przez wójta zakresu jego działania oraz określenie zasad informowania wojewody o skutkach prac.Włodarz ustala też zapotrzebowanie na środki. Jeśli zaś wpłynęły one wcześniej, wójt musi sam ustalić sposób rozliczenia.
Według ZGW RP zasady działania w takich właśnie sytuacjach powinny być jasno określone. Dlatego związek chce, żeby i w tym zakresie, działał jednolity system.
Ma też inne pomysły. – W przypadku klęski samorządy narzekają też na braki rzeczoznawców i likwidatorów – mówi Leszek Świętalski. – Obecnie rząd i tak wyszedł naprzeciw zapotrzebowaniu i ustanowił, że szacunków dokonuje urzędnik (inspektor nadzoru budowlanego). Jednak nie ma on przecież kwalifikacji rzeczoznawcy. Zatem jeżeli się pomyli, to co najwyżej można mu wybaczyć. Nie weźmie on na siebie odpowiedzialności, tak jak to robi rzeczoznawca – zauważa Świętalski. Odpowiedzialność bierze na siebie gmina. Innym alternatywnym rozwiązaniem zabezpieczającym jej interesy mogłoby być zdaniem eksperta przeznaczenie np. części środków na delegowanie osób z uprawnieniami budowlanymi z sektora prywatnego. Ci co prawda nie mogliby wydawać decyzji, ale z ich uprawnieniami na pewno szacunki byłyby rzeczowe i honorowane (chodzi o osoby mające uprawnienia zarówno w zakresie projektowania jak i szacowania wartości technicznej, np. inżynierów budowlanych) – Mamy też przecież likwidatorów w zakładach ubezpieczeniowych – mówi sekretarz.
Kto wyda gorący posiłek
Poza wcześniej wymienionymi bolączkami należy też pamiętać, że samorządy ponoszą inne ciężary, które nie są brane pod uwagę przy rządowych dotacjach. Mowa tu np. o kosztach związanych z wydawaniem ciepłych posiłków, które serwowane są od początku akcji pomocowych. To przecież koszty personelu, prądu oraz żywności. – Tego nikt im nie zwraca, a powinien przynajmniej część. – Dotknięty nieszczęściem samorząd nie może sam w tym partycypować – stwierdza Jacek Brygman. ⒸⓅ
WAŻNE
Samorządy narzekały na brak rzeczoznawców i likwidatorów. Rząd wyszedł naprzeciw temu i ustalił, że szacunków dokona też inspekrot nadzoru budowlanego. Jednak nie ma on kwalifikacji rzeczoznawcy. Zatem jeżeli się pomyli, nie weźmie za to odpowiedzialności.
Łatwiej o szkody niż o klęskę
Trąba powietrzna w Pomorskiem to niejedyna klęska żywiołowa, która dotknęła Polskę ostatnimi laty. W 2015 roku, jak i latem 2006 roku, borykaliśmy się z dotkliwymi suszami. Z kolei w 2007 roku rolnicy stracili swe uprawy, gdy nawiedziły nas wyjątkowo późne przymrozki. Najsilniejsza od kilkudziesięciu lat seria trąb powietrznych przeszła w Polsce 15–16 sierpnia 2008 r. Z kolei w 2010 roku przetoczyły się fale powodziowe. Choć ustawa o stanie klęski żywiołowej (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 333 ze zm., dalej u.s.k.ż.) została uchwalona już 2002 r., to niestety do tej pory ani razu jej nie zastosowano. Przypomnijmy, że stan ten może zostać ogłoszony na obszarze, na którym wystąpiła klęska żywiołowa, a także tam, gdzie wystąpiły lub mogą wystąpić jej skutki. Wprowadza się go na czas oznaczony niezbędny dla zapobieżenia skutkom klęski żywiołowej lub ich usunięcia, nie dłuższy niż 30 dni (art. 4 u.s.k.ż.). Decyzje w tym zakresie podejmuje Rada Ministrów, w drodze rozporządzenia, z własnej inicjatywy lub na wniosek właściwego wojewody (art. 5 ust. 1 u.s.k.ż.).
Ale poszkodowani nie zostawali bez pomocy. Podstawę do wsparcia zawiera art. 2 ustawy z 11 sierpnia 2001 r. o szczególnych zasadach odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych zniszczonych lub uszkodzonych w wyniku działania żywiołu (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1067). Prezes Rady Ministrów na podstawie danych przekazywanych przez właściwych wojewodów, uwzględniając rodzaj żywiołu oraz szkody przez niego wyrządzone, na okres nie dłuższy niż 24 miesiące określa, w drodze rozporządzenia, gminy lub miejscowości, w których stosuje się szczególne zasady odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych, a także szczególne zasady zagospodarowania terenów oraz zasady i tryb nabywania nieruchomości w związku z osunięciem ziemi. Taki jednorazowy akt premier wydała 24 sierpnia 2017 r. (Dz.U. z 2017 r. poz. 1583). Zawiera on wykaz gmin poszkodowanych w wyniku działania silnych wiatrów, intensywnych opadów lub wyładowań atmosferycznych, które miały miejsce w sierpniu 2017 r. Wykaz jest określony w załączniku do rozporządzenia.
Co więcej, minister rozwoju i finansów 23 sierpnia 2017 r. wydał rozporządzenie w sprawie zaniechania poboru podatku od spadków i darowizn od niektórych podatników (Dz.U. z 2017 r. poz. 1574). Zwolnienie to dotyczy nie tylko ww. poszkodowanych, ale też małżonków, zstępnych i wstępnych osób, które zginęły w wyniku działania żywiołu.
OPINIA EKSPERTA
Pieniądze powinny być wypłacane zaraz po zdarzeniu
Komisje szacujące szkody, szczególnie budowlane, powinny zacząć pracę w momencie ustania przyczyn zniszczeń. Musi to być taka liczba osób, żeby poradzić sobie z tym w dzień, dwa, najwyżej trzy. Właściciele nieruchomości od razu przystępują przecież do zabezpieczania i remontu, nie czekając na komisję. Boją się, że znów przyjdzie wichura czy deszcz i zniszczy resztę. Ponadto przy dużych zniszczeniach strażacy się nie wyrabiają, zresztą oni nie są od napraw, lecz głównie od zabezpieczeń. Dlatego przepisy powinny określać zasady, na jakich prywatne firmy w razie kataklizmu użyczałyby specjalistycznego sprzętu i oddelegowywały do działań swoich pracowników. Po kataklizmach trudno jest bowiem szybko znaleźć specjalistów. Osoby, które mogłyby pomagać poszkodowanym, mają bowiem swoje zadania i kontrakty. Ponadto podobnie jak przy oddelegowaniu transportu przy mobilizacji wojskowej, wojewoda powinien wytypować po kilka lub kilkanaście osób do składów komisji szacujących szkody. Można by je podzielić na grupy, a listy z nimi powinni mieć burmistrzowie i w kilka godzin po kataklizmie z tych list powoływać zespoły, które ruszą w teren. Tego typu wykazy powinny być weryfikowane np. co roku, a pracodawca danej osoby powinien być zobowiązany powiadomić wojewodę o ustaniu stosunku pracy z podwładnym, którego nazwisko widnieje na liście.
Czas jest decydujący, dlatego konieczna jest też zmiana przepisów o zasiłkach celowych. Pomoc w wysokości 6 tys. zł przyznają dziś samorządy, tymczasem obsługa z tym związana nie powinna generować po ich stronie dodatkowych kosztów.