Ministerstwo Środowiska zapowiada karanie przedsiębiorców, którzy obchodzą nowe regulacje dotyczące wycinki drzew i krzewów. Tymczasem eksperci twierdzą, że bez zmiany prawa resort nic nie wskóra.
Reklama
Agata Legat radca prawny, partner w Dr Krystian Ziemski & Partners Kancelaria Prawna / Dziennik Gazeta Prawna
Edward Trojanowski Związek Gmin Wiejskich RP / Dziennik Gazeta Prawna
Marek Szolc prawnik z Fundacji ClientEarth / Dziennik Gazeta Prawna
Nowelizacja z 16 grudnia 2016 r. ustawy o ochronie przyrody (t.j. Dz.U. z 2016, poz. 2134 ze zm.) wprowadziła regulację, zgodnie z którą drzewa lub krzewy rosnące na nieruchomościach stanowiących własność osób fizycznych można wyciąć bez pytania o zgodę gminnych urzędników. Pod warunkiem jednak, że wycinka nie jest związana z prowadzeniem działalności gospodarczej. Przepis ten miał ułatwić życie Polakom, którzy do 31 grudnia 2016 r. musieli ubiegać się o pozwolenie, jeżeli chcieli z własnych działek usunąć drzewo. Ministerstwo Środowiska wyliczyło, że 90-95 proc. takich wniosków i tak otrzymywało zgodę, więc procedura była tylko niepotrzebną, dotkliwą w konsekwencjach przeszkodą biurokratyczną.
Omijanie prawa
– Jednak w praktyce okazuje się, że dzięki nowej regulacji nagle powstał mechanizm, z którego mogą z powodzeniem korzystać też przedsiębiorcy, by uniknąć płacenia za wyrąb – mówi Marek Szolc, prawnik z Fundacji ClientEarth. Od przedsiębiorców ustawa nadal wymaga, aby pytali w gminie, czy mogą wyciąć drzewo (z pewnymi wyjątkami [ramka]). Powinni też za wycinkę zapłacić i to niemałe pieniądze. Zgodnie z ustawą za jeden centymetr obwodu drzewa nawet 500 zł, a za metr kwadratowy krzewu nie więcej niż 200 zł.
– Aby uniknąć tego niemiłego obowiązku, przedsiębiorca jeszcze przed zakupem gruntu może uzgodnić z jego dotychczasowym właścicielem – osobą fizyczną, że ten oczyści teren z roślin. Natomiast, jeżeli deweloper już jest w posiadaniu działki z drzewami i krzewami, może jej własność przenieść na krótki czas na osobę fizyczną, która wytnie niepotrzebne rośliny bez zgody, a potem zwróci ją deweloperowi – wyjaśnia Marek Szolc. W ten sposób przedsiębiorcy mogą zaoszczędzić ogromne pieniądze.
Ministerstwo Środowiska przestrzega, że taka praktyka to próba obejścia prawa i osoby, które korzystają z tej furtki, nie unikną konsekwencji. – W praktyce jednak kto będzie w stanie to weryfikować? Wymagałoby to ogromnego samozaparcia ze strony gmin – dodaje Marek Szolc. Problem polega na tym, że zanim sprawy trafią do sądu i ukształtuje się linia orzecznicza, wiele drzew zostanie wyciętych, a im żadna kara życia już nie przywróci.
Zdaniem ekspertów podobnie fikcyjny jest wymóg, który wskazuje, że wycinka nie wymaga zezwolenia, o ile nie jest związana z prowadzeniem działalności gospodarczej. – Właściciel nieruchomości jeszcze w poniedziałek może wyciąć drzewa bez pozwolenia, bo chce na działce rozbudować dom, ale we wtorek stwierdzi jednak, że w tym miejscu postawi sklep. W przepisach są luki, które wymagają natychmiastowej poprawy – stwierdza Marek Szolc.
Deweloperzy też stracili
W ocenie ekspertów nowelizacja nie tylko utrudniła, ale także ułatwiła życie deweloperom, którzy chcieliby wyciąć większe drzewa bez korzystania z luk w przepisach. To gminy w uchwałach ustalają wysokość opłat za wycinkę. Jeżeli tego nie zrobią, obowiązują najwyższe stawki wskazane w ustawie (500 zł za cm obwodu drzewa, 200 zł za mkw. krzewów). Takich uchwał nie podjęto w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. W efekcie za usuniecie niektórych rośin przedsiębiorcy muszą płacić wielokrotnie więcej niż przed nowelizacją. Przykład? Opłata za klon zwyczajny o obwodzie 161 cm przed nowelizacją to 9 tys. zł, a po – ponad 80 tys. zł, a za jesion wyniosły wzrosła z 7 tys. do 53 tys. zł. Na razie korzystne dla przedsiębiorców uchwały podejmują mniejsze samorządy, o czym pisaliśmy w tygodniku Firma i Prawo nr 31.
Bezdyskusyjnie natomiast na nowych przepisach zyskali rolnicy. Pod reżimem starej ustawy na wycięcie każdego drzewa musieliby uzyskać zezwolenia, teraz mogą np. wyciąć 10 tys. topoli nie pytając nikogo o zdanie. Z noweli wynika bowiem, że zwolnione z obowiązku występowania o pozwolenie jest usuwanie drzew lub krzewów wycinanych w celu przywrócenia gruntów nieużytkowanych do użytkowania rolniczego.
Zdaniem specjalistów znowelizowanym przepisom można postawić zarzut premiowania interesów kosztem dobra społecznego. Po protestach społecznych posłowie PiS zapowiedzieli, że znowelizują ustawę o ochronie przyrody. Nie podają jednak terminu w jakim przedstawią projekt. – Pośpiech jest wskazany jedynie przy łapaniu pcheł, a nie przy pisaniu prawa – powiedziała w ubiegłym tygodniu posłanka Anna Palch.ⒸⓅ
Przedsiębiorcy też skorzystają ze zwolnień
W przypadku jakich roślin nie trzeba pytać o zgodę na wycinkę?
1. Drzew, których obwód pnia na wysokości 130 cm nie przekracza:
– 100 cm – w przypadku topoli, wierzb, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego,
– 50 cm – w przypadku pozostałych gatunków drzew;
2. Krzewów rosnących w skupisku o powierzchni do 25 mkw.
Które rośliny są zwolnione z opłat?
1. Drzewa, których obwód pnia mierzony na wysokości 130 cm nie przekracza:
a) 120 cm – w przypadku topoli, wierzb, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platana klonolistnego,
b) 80 cm – w przypadku pozostałych gatunków,
2. Krzewów rosnących w skupisku o powierzchni do 25 mkw.
OPINIA EKSPERTA
Zgłoszenia mogą zastąpić zezwolenia
Przed nowelizacją z 16 grudnia 2016 r. usunięcie drzew i krzewów z nieruchomości stanowiących własność osób fizycznych na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej podlegało obowiązkowi uzyskania zezwolenia, natomiast było zwolnione z opłat. Takie rozwiązanie pozwalało ocenić zasadność planowanych wycinek, skonfrontować interes właściciela nieruchomości z wartością, jaką konkretne drzewa i krzewy przedstawiają dla środowiska, a jednocześnie nie wiązało się dla właściciela z obciążeniami finansowymi.
Wydaje się, że była to udana próba pogodzenia interesu prywatnego z publicznym, chociaż nie do końca wolna od wad, wśród których można wymienić oparcie rozstrzygnięcia o zezwoleniu na uznaniu administracyjnym czy drakońskie kary w przypadku wycinki bez zezwolenia (chociaż wycinka na podstawie zezwolenia nie podlegała opłatom). W świetle negatywnych doświadczeń, jakie przyniosło wejście w życie nowel, racjonalnym posunięciem byłby powrót do dotychczasowych regulacji z ewentualnymi modyfikacjami, takimi jak na przykład uproszczenie procedur i ustalenie czytelnych przesłanek uzyskania zezwolenia przez osoby fizyczne. Można by nawet rozważyć zasadność zastąpienia obowiązku uzyskania zezwolenia przez osoby fizyczne obowiązkiem zgłoszenia z możliwością przystąpienia do wycinki pod warunkiem niewyrażenia przez właściwy organ sprzeciwu w określonym terminie – czyli zastosowania odformalizowanej procedury zgłoszenia podobnej do tej, którą prawo budowlane przewiduje dla mniejszych inwestycji (takie rozwiązanie odciążyłoby również organy administracji).
Wreszcie prawodawca winien rozważyć, czy na pewno liberalizacja zasad wycinki na nieruchomościach osób fizycznych dotyczyć powinna wszystkich drzew i krzewów, czy też na przykład należałoby tu wprowadzić pewne dodatkowe obostrzenia.
To gminy powinny decydować
Popieraliśmy znowelizowanie przepisów o ochronie przyrody, ale nie w tej wersji, którą ostatecznie uchwalił parlament. W naszej ocenie to gminy powinny decydować, czy mieszkaniec musi wystąpić o zezwolenie na wycinkę drzewa. Takie rozwiązanie znajdowało się w nowelizacji o ochronie przyrody, nad którą pracowało Ministerstwo Środowiska. Jednak prace nad tym projektem po przeprowadzeniu konsultacji społecznych zostały wstrzymane. Posłowie PiS, którzy zapowiadają pracę nad nowelizacją obecnych przepisów, powinni do tego pomysłu wrócić. Z kolei gminy powinny przeprowadzić na swoich terenach inwentaryzacje najcenniejszych okazów i na tej podstawie ocenić, w przypadku których drzew obowiązywałby wymóg uzyskania zgody na wycinkę. Nie popieram natomiast powrotu do przepisów, które obowiązywały do 31 grudnia 2016 r. Wywoływały one zbyt duże poczucie niesprawiedliwości społecznej, zwłaszcza gdy na osobę, która dostaje 700 zł miesięcznie emerytury, była nakładana kara w wysokości kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy złotych za wyrąb bez zezwolenia. Gminy nie miały żadnej możliwości wpływania na wysokość tych kar czy ich nieegzekwowania.
Powrót do poprzednich przepisów możliwy, ale z modyfikacjami
Uchylone 1 stycznia przepisy były restrykcyjne i obciążały zarówno właścicieli gruntów, jak i administrację. Jednak obecnie obowiązująca ustawa jest bardzo szkodliwa dla przyrody, łatwa do obejścia przez inwestorów, a także trudna do egzekwowania przez samorządy. To efekt braku konsultacji poselskiego projektu, który przeszedł całą procedurę ustawodawczą w dziewięć dni. Obowiązujące przepisy powinny więc zostać jak najszybciej zmienione, ale muszą w rozsądny sposób równoważyć interesy właścicieli gruntów i dobro publiczne, jakim jest ochrona zieleni oraz związana z nią jakość powietrza, krajobrazu i środowiska.
Sejm może wziąć pod uwagę kilka rozwiązań. Po pierwsze, możliwy jest powrót do poprzednich przepisów, ale przy zwiększeniu rozmiarów drzew, jakie można wyciąć bez uzyskiwania pozwolenia i konieczności ponoszenia opłat. Uchroniłoby to wartościowe, starsze drzewa, a jednocześnie zmniejszyło ciężar administracyjny procedur dla obywateli i urzędów.
Innym wyjściem z sytuacji byłoby zastąpienie obowiązku uzyskania zgody na wycinkę obowiązkiem zgłoszenia zamiaru wycinki, wobec której odpowiedni urząd w określonym czasie miałby prawo wnieść sprzeciw. W ten sposób władze mogłyby zapobiec nadmiernej wycince tam, gdzie to konieczne, i wiedziałyby, ile drzew faktycznie znika. Właściciele gruntów mieliby natomiast pewność, po jakim czasie mogą przystąpić do legalnego usuwania zieleni.
Kolejnym, wartym rozważenia kierunkiem, byłoby zwiększenie roli samorządów, które są najbliżej problemu zieleni i odpowiadają za kontrolę wykonywania chroniących ją przepisów. Obecnie, przy znaczącym osłabieniu prawnej ochrony zieleni, mogą one tylko dalej rozszerzyć zakres przypadków, w których wycinka drzew jest zwolniona z uzyskania zezwolenia i opłat. To powinno się zmienić. Nowe przepisy mogą na poziomie ustawowym wyznaczyć ogólny, wystarczająco wysoki poziom ochrony zieleni i przewidywać klarowne kryteria, według których samorządy decydowałyby o jej uszczegółowieniu. Mogłyby one w określonych ustawą granicach, zależnie od lokalnych warunków, wprowadzać ułatwienia proceduralne czy zwolnienia podmiotowe i przedmiotowe. Takie uchwały rad gmin byłyby też dyskutowane na poziomie lokalnym i dawałyby mieszkańcom większy wpływ na decydowanie o otoczeniu, w którym żyją.
Niezależnie od jakich założeń wyjdzie ustawodawca, powinno się podwyższyć ogólny poziom ochrony drzew i krzewów na prywatnych gruntach w porównaniu do obecnego. Zieleń jest dobrem wspólnym, wpływa na jakość przestrzeni publicznej, czystość powietrza i różnorodność biologiczną. Ustawodawca nie powinien też stosować niejasnych kryteriów, takich jak chociażby obowiązujące obecnie zwolnienie od zezwolenia i opłat, gdy wycinka jest realizowana na cele niezwiązane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Takie przepisy są prostą drogą do długich procesów sądowych, w których władze w celu egzekwowania przepisów muszą przed sądami prowadzić skomplikowane dowody. A tymczasem padać będą kolejne drzewa.