Kwestia zawodowych porażek i sukcesów to nieodłączny element praktycznie każdej rozmowy rekrutacyjnej. Jakich odpowiedzi należy udzielać, żeby nasza kandydatura nie została odrzucona?
Reklama

Za pytaniami o porażki i sukcesy zawodowe mogą stać różne intencje. Przeważnie rekruterom chodzi o sprawdzenie, czy kandydat nie powie czegoś, co może doprowadzić do jego kompromitacji lub co najgorsze, okaże się, że kłamie. Przyznanie się do porażek podczas rozmowy rekrutacyjnej może okazać się także dużym plusem. To jednak zależy od formy ich prezentacji. Jeśli z największej porażki zostały wysnute przez kandydata wnioski jak uniknąć jej w przyszłości, jakie działania podjął, aby więcej się nie powtórzyła i czego się dzięki temu nauczył, z pewnością takie postępowanie zostanie zaliczone na jego korzyść.

- W przypadku pytania o niepowodzenie może też chodzić o sprawdzenie, czy kandydat ma refleksję wokół swojego stylu funkcjonowania, czy potrafi przyznać się do błędów, ale przede wszystkim, czy się na tych błędach uczy. W pewnym sensie mniej ważny jest problem sam w sobie, ale jakie wnioski dana osoba z niego wyciągnęła i jak zarządziła sytuacją na przyszłość – wyjaśnia Agnieszka Stegenka, konsultanta kariery Lee Hecht Harrisom DBM.

Niektóre z odpowiedzi zdecydowanie nie przyczynią się do kreowania pozytywnego wizerunku kandydata. Przykładów branży rekrutacyjnej można mnożyć z nieskończoność. Np. jeden z kandydatów na administratora bezpieczeństwa informacji, przyznał się rekruterowi, że udostępnił poufne dane, aby ostrzec swoją dziewczynę przed redukcją zatrudnienia. W tej sytuacji jego szanse na powodzenie w rekrutacji będą raczej marne.

Reklama

Moja wina

Jak wskazuje Agnieszka Stegenka, kandydatów opowiadających o swoich porażkach zawodowych można podzielić na trzy kategorie.

Po pierwsze są to osoby których porażka jest ich udziałem i wynikiem podjętych działań lub zaniedbań.

- W tym przypadku warto być ostrożnym i nie wybierać spraw największego „kalibru”. Oczywiście należy mówić prawdę pamiętając jednocześnie, że zbytnia wylewność i otwartość może być w tym przypadku zgubna – wyjaśnia ekspertka.

Druga kategoria, to kandydaci wskazujący na porażkę projektu, lecz nie obwiniający swojej osoby.

- To uproszczona strategia „ja byłem ok, to firma była nie ok” i zdecydowanie nie warto jej rekomendować. W takiej sytuacji trzeba opowiedzieć o tym projekcie wskazując, jakie działania podjąłem, jaki był efekt na danym etapie i wskazać obiektywne okoliczności, które sprawiły, że projekt został wstrzymany. Pokazujemy wtedy dojrzałość, odpowiedzialność, a jednocześnie rozumienie szerszego kontekstu biznesowego – tłumaczy Stegenka.

Kolejna grupa osób to te, które związane były z firmą posiadającą złą reputację na rynku lub całe przedsięwzięcie biznesowe zakończyło się ogromną porażką.

- Może to rzutować na naszą karierę, ale nie musi. Jednak dobrze przygotowaną i spójną narrację można kreować swój wizerunek. I znowu, dzieląc na dwa przypadki: jeśli firma ma na swoim koncie lub jest podejrzewana np. o nieuczciwą konkurencję, spodziewać się można, że odium dotknie również „niewinnych” – osoby z wysokich pozycji managerskich, potencjalnie niezaangażowane w proceder. Można oczywiście próbować dystansować się od polityki firmy, niemniej zawsze może pojawiać się wątpliwość czy dana osoba rzeczywiście nie miała z tym nic wspólnego. W takich sytuacjach odbudowanie swojego wizerunku może wymagać czasu – wyjaśnia ekspertka.

Problematyczny sukces

Pytania o sukcesy zawodowe pokazują umiejętność autoprezentacji. Będą bardzo skrupulatnie oceniane u kandydatów na stanowiska sprzedażowe czy te, w których ważny jest kontakt klientem. Jednak na pytania o sukces, też trzeba uważać.

- Jeśli kandydat wskaże, że uzyskanie podwyżki było dla niego największym sukcesem, można wysnuć wniosek że największą motywacją do działania są pieniądze. Jeśli stwierdzi natomiast, że było to ukończenie prestiżowych studiów, wniosek jest taki, że motywuje go rozwój osobisty – informuje nas ekspert, który prosi o anonimowość.

Ważny jest również balans pomiędzy chwaleniem się a byciem nad wyraz skromnym.

- Po pierwsze łatwo wpaść w kokieterię i fałszywą skromność. To kwestia naszej kultury i nadal pokutującego przekonania, że mówienie o swoich osiągnięciach to chwalenie się. Z drugiej strony zdarza się, że kandydacie nadużywają formy „my”. Jest to oczywiście słuszne, jeśli chcemy docenić pracę całego zespołu, niemniej na rozmowie kwalifikacyjnej chodzi jednak o pokazanie naszego wkładu, naszych działań w kontekście prac zespołu – tłumaczy Agnieszka Stegenka.

Podobnie jak w przypadku porażek, bardzo ważny jest sam sposób opowiadania o swoich sukcesach i umiejętność odpowiedzi na pytania dodatkowe, konkretyzujące jego zasługi. Większość rekurterów korzysta bowiem z zasady SMART, czyli: Who?, What? Where? How, When? Which? Why?. Po salwie pytań może się okazać, że nie do końca jesteśmy jedynymi autorami wymienionego przez nas sukcesu. Rekruterzy sugerują: Podawajmy konkretne przykłady, doświadczenia i osiągnięcia; unikajmy mowy-trawy.

Co robić jeśli dopiero zaczynamy karierę zawodową i nie mamy większych sukcesów? Musimy pokazać rekruterowi naszą ambicję i determinację.

- Rekruterzy szukają przede wszystkim potencjału, który będzie „obietnicą” efektów i sukcesów w przyszłości. Liczy się zatem postawa, podejście, motywacja, gotowość do uczenia się. W tym kontekście na korzyść kandydata działa wszystko to, co pokazuje aktywność, szukanie doświadczeń, otwartość, pasję. Mogą to być zatem sukcesy w sporcie, zaangażowanie w wolontariat czy np. aktywność w ramach organizacji studenckiej – wyjaśnia Stegenka.