Ostatnie dni grudnia to dla urzędników szansa na finansowe bonusy. Wszystko za sprawą niewykorzystywanych funduszy wynagrodzeń. Kiedy część pracowników przebywa na zwolnieniach, korzysta z bezpłatnych urlopów lub świadczeń związanych z urlopem macierzyńskim lub rodzicielskim, środki na ich płace pozostają w urzędzie, bo pieniądze za ten okres wypłaca ZUS.

Zaoszczędzone w ten sposób środki szefowie urzędów mogą wykorzystać lub zwrócić do budżetu. Najczęściej wybierają to pierwsze rozwiązanie i tuż przed końcem roku decydują się na wypłacenie nagród. Robią to głównie z obawy przed obniżeniem funduszu wynagrodzeń w kolejnym roku.

3 proc. to za mało

Zgodnie z art. 93 ustawy z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1559 ze zm.) członkom korpusu za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej można przyznać nagrodę ze specjalnie utworzonego w tym celu funduszu nagród. Jego wysokość powinna być na poziomie co najmniej 3 proc. planowanych wynagrodzeń osobowych; pozostaje on w dyspozycji dyrektorów generalnych urzędów. Może też być przez nich podwyższany – w ramach posiadanych środków na wynagrodzenia. W praktyce w wielu urzędach rośnie on nawet do 10 proc.

Administracja rządowa stara się wypłacać bonusy co kwartał, ostatnio przy okazji 11 listopada (w tym dniu poza Narodowym Świętem Niepodległości jest też Dzień Służby Cywilnej). Dla przykładu w pomorskim urzędzie wojewódzkim ostatnie takie gratyfikacje były pod koniec października i wyniosły od 600 zł do 5 tys. zł. W tym samym okresie wojewoda dolnośląski wypłacił nagrody od 350 zł do 9,5 tys. zł. A w resorcie edukacji kwoty nagród wahały się od 700 zł do 6,5 tys. zł. Niektóre nagrody za III kwartał były wypłacane wcześniej z uwagi na to, że 13 października br. były wybory parlamentarne. Tak było w Świętokrzyskim Urzędzie Wojewódzkim, gdzie nagrody wypłacano 4 października. Najniższa wyniosła 350 zł, a najwyższa 8 tys. zł.

Czas na karpiówki

Kolejna okazja do finansowej gratyfikacji pracowników to koniec roku. Z naszych danych wynika, że dyrektorzy generalni jeszcze w grudniu dwoją się i troją, aby środków pozostałych z funduszu wynagrodzeń nie zwracać do budżetu, ale przeznaczyć na bonusy określane przez urzędników karpiówkami.

– Nagrody planujemy wypłacić jutro, czyli 13 grudnia. Szacujemy, że najniższa będzie na poziomie 350 zł, a najwyższa 2,5 tys. zł – zapowiada Adrian Mól, rzecznik prasowy wojewody kujawsko-pomorskiego. – W ubiegłym roku było podobnie. Wszystkie środki, które pozostały w 2018 r., zostały wypłacone 10 grudnia – dodaje. Podobne ruchy są planowane w innych urzędach.

– Przed zakończeniem roku planowana jest wypłata nagród za IV kwartał, ale na obecną chwilę nie jest możliwe określenie ich średniej wysokości – mówi Jacek Korczyński ze Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego. – W 2018 r. średnia wysokość grudniowej nagrody wynosiła 1730 zł, najniższa wynosiła 200 zł, a najwyższa 6 tys. zł – wylicza.

W ubiegłym roku w grudniu średnio po 800 zł z tytułu karpiówki trafiło do osób zatrudnionych w pomorskim urzędzie wojewódzkim. – Przed zakończeniem tego roku jest planowana wypłata nagród, których wysokość zostanie oszacowana po wypłacie zobowiązań z tytułu wypłat etatowych. Na dziś nie jesteśmy w stanie podać ich średniej wysokości, niemniej jednak można przyjąć, że średnia kwota nie będzie niższa od tych wypłaconych w październiku, czyli ok. 2,6 tys. zł – informują pracownicy biura prasowego wojewody dolnośląskiego.

Nagradzać zamiast zwracać

Jeśli urzędy zwracałyby do budżetu część środków przeznaczanych na fundusz wynagrodzeń, to w kolejnym roku resort finansów miałby podstawy do jego zmniejszenia – skoro w poprzednim okresie odnotowywały nadwyżkę.

– Takie działania dyrektorów generalnych nie są podyktowane tylko tym, że chcą za wszelką cenę premiować najlepszych urzędników. Ich zachowanie jest wymuszone idiotycznym systemem prawa finansowego. Jeśli urząd nie wyda wszystkich pieniędzy na pensje czy też wydatki rzeczowe, to w przyszłym roku musi się liczyć z automatycznym obniżeniem środków na ten cel o zwróconą kwotę – mówi prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, była członkini Rady Służby Cywilnej.

Dlatego pod koniec roku poza nagradzaniem pracowników w urzędach robi się różnego rodzaju zakupy – które nie zawsze są konieczne. Swego czasu w jednym z urzędów tuż przed zakończeniem roku zakupiono nagrywarki do komputerów. Urzędnicy z nich jednak nie korzystali.

– Nikt rozsądny nie zwraca pieniędzy do budżetu na koniec roku. Osobiście znałam jednego wojewodę z poprzedniej ekipy rządowej, który chciał się wykazać i tak właśnie robił. W efekcie doprowadził do tak znacznego okrojenia budżetu, że brakowało na pensje urzędników – twierdzi Anna Plewka, była dyrektor generalna opolskiego urzędu wojewódzkiego i była zastępczyni skarbnika Urzędu Miasta Opola.

Praktyka wydawania wszystkich pieniędzy do ostatniego grosza stosowane przez dyrektorów generalnych podoba się związkowcom. – To są bardziej tzw. resztówki niż karpiówki. U nas będzie podobnie przy zamknięciu roku – cały budżet jest wyzerowany, a oszczędności ze zwolnień chorobowych lub urlopów macierzyńskich trafiają na nagrody – zapewnia Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w łódzkim urzędzie wojewódzkim.

– Takie działania są zasadne, bo przecież w czasie nieobecności naszych kolegów i koleżanek, którzy są na długotrwałych zwolnieniach, ktoś musi za nich wykonać robotę – dodaje.