Sprzedaż garnków, kołder czy ostatnio nawet ściereczek podczas specjalnych prezentacji od lat wzbudza kontrowersje – głównie ze względu na wykorzystywane podczas nich metody. Jak wynika z niedawnego wyroku Sądu Rejonowego we Włocławku, rzetelne informowanie klientów o przysługujących im uprawnieniach leży w interesie nie tylko samych sprzedawców, lecz także pośredniczących w transakcjach banków. Jeśli bowiem sprzedający nie powiadomi klienta o prawie do odstąpienia od umowy, to ten może zerwać umowę kredytową zawartą na okoliczność zakupu towaru. Ma na to wówczas nie 14 dni, ale aż 12 miesięcy.

Wyższy kredyt

Pewien mężczyzna podczas prezentacji zgodził się kupić wełniany materac. Jak twierdzi, miał on kosztować 690 zł, a dodatkowo powinien otrzymać też zestaw naczyń kuchennych (jako wygraną w konkursie). Przyznał, że po prezentacji podpisał umowę kredytu ratalnego na zakup materaca. Był jednak przekonany, że chodzi o 690 zł. Nie otrzymał żadnych dokumentów i dopiero po 10 dniach otrzymał z banku pismo, z którego wynikało, że ma w sumie do spłacenia ok. 4,5 tys. zł.

Sprzedaż bezpośrednia

Sprzedaż bezpośrednia

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choć podstawowy termin na zwrot towaru już upłynął (w ówczesnym stanie prawnym było to 10 dni, dzisiaj już 14), to od rzecznika konsumentów dowiedział się, że jest on wydłużony do trzech miesięcy, gdy sprzedawca nie powiadomi o prawie do odstąpienia od umowy (w obecnym stanie prawnym termin ten wydłuża się do 12 miesięcy). Mężczyzna skorzystał z tej możliwości i odesłał towar, ale ten nie został przyjęty. Nie było też kontaktu ze sprzedawcą.

Za radą rzecznika konsumentów kupujący złożył do sądu pozew przeciwko bankowi o nieistnienie stosunku prawnego. W przypadku odstąpienia od umowy sprzedaży zawartej poza lokalem przedsiębiorcy wygasają też inne umowy z nią związane, w tym kredytowa.

Umowa wiązana

Stroną w tym postępowaniu był bank, a nie sprzedawca. I to bank dowodził, że odstąpienie od umowy było bezskuteczne, gdyż informował klienta o prawie do odstąpienia od umowy i przekazał mu wzór takiego odstąpienia. Na dowód przedstawił umowę kredytową, w której treści znalazło się oświadczenie potwierdzające przekazanie wzoru odstąpienia. Klient zaś utrzymywał, że nigdy takiego wzoru nie otrzymał, a to, co podpisywał, miało być jedynie dokumentem wydania towaru.

Dla sądu okazało się to bez znaczenia. Uznał on bowiem, że to sprzedawca winien poinformować o prawie do odstąpienia od umowy, gdyż to z nim zawarta była umowa sprzedaży.

„Z przeprowadzonego w sprawie postępowania dowodowego (zeznań powoda, świadków, dokumentów) wynika, iż powód nie otrzymał w ogóle od sprzedawcy towaru ani umowy kupna-sprzedaży, ani wzoru oświadczenia o odstąpieniu od tej umowy. Nie został również o takim prawie poinformowany ustnie. Nie ma znaczenia, czy otrzymał on kopię umowy kredytu i wzór oświadczenia o odstąpieniu od umowy kredytu, albowiem umowa kredytu była umową wiązaną z umową kupna-sprzedaży” – napisano w uzasadnieniu rozstrzygnięcia.

Nawet więc gdyby bank udowodnił, że dopełnił swych obowiązków informacyjnych, to i tak klient mógłby odstąpić od umowy sprzedaży, a tym samym wygasłaby umowa kredytowa. Innymi słowy, bank ponosi odpowiedzialność za nierzetelność sprzedawcy. Te same zasady dotyczą telesprzedaży oraz handlu w internecie.

– Firma udzielająca kredytu za pośrednictwem upoważnionego do zawarcia umowy sprzedawcy może ponosić negatywne konsekwencje jego zaniechań. Powinna więc dobierać partnera na tyle starannie, by mieć pewność, że dopełni on obowiązków i poinformuje prawidłowo o prawie do odstąpienia od umowy – komentuje Krzysztof Lehmann, autor bloga KonsumentwSieci.pl.

Jednocześnie sąd zauważył, że dla skuteczności odstąpienia od umowy nie ma znaczenia, czy sprzedawca przyjął zwracany towar. Konsument dopełnił swego obowiązku i odesłał materac, a przedsiębiorca może go w każdej chwili odebrać.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Rejonowego we Włocławku z 1 kwietnia 2016 r., sygn. akt I C 2456/14.