Kancelaria Prezesa Rady Ministrów w mediach społecznościowych zachęca, aby zaprenumerować newsletter z informacjami na temat prac rządu. „Chcesz być na bieżąco z pracą Rady Ministrów? Wejdź na stronę www.mateuszmorawiecki.gov.pl, podaj swój adres e-mail oraz imię, otrzymuj cotygodniowy newsletter od premiera” - takie komunikaty można przeczytać m.in. na Twitterze. Zdziwienie może wywoływać wykorzystanie imienia i nazwiska w nazwie domeny .gov.pl zarezerwowanej, wydawać by się mogło, dla administracji publicznej.
W regulaminie nazw w domenie .gov.pl zaznaczono, że jej abonentem może być jedynie organ władzy publicznej. Jak jednak wyjaśnia instytut badawczy NASK, który utrzymuje te domeny, regulamin nie definiuje nazw domen, ale określa podmioty uprawnione do rejestracji. Wniosek złożył organ uprawniony, czyli KPRM, dlatego domenę z tą nazwą zarejestrowano.
Dlaczego polityka informacyjna Rady Ministrów jest prowadzona za pośrednictwem adresu z imieniem i nazwiskiem premiera, a nie oficjalnej strony premiera? Zapytaliśmy o to Centrum Informacyjne Rządu.
Reklama
„Polityka informacyjna Kancelarii Prezesa Rady Ministrów prowadzona jest przez stronę www.gov.pl/premier. Strona www.mateuszmorawiecki.gov.pl służy wyłącznie możliwości zapisania się do bazy adresowej w celu otrzymywania cotygodniowego listu od prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego” - otrzymaliśmy odpowiedź.

Reklama

Zacieranie granic

Choć problem jednej strony internetowej może się wydawać banalny, to doskonale obrazuje szersze zagadnienie zacierania się granic między tym, co publiczne, a tym, co prywatne.
- Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie zmierzamy do swoistego zawłaszczania przestrzeni publicznej, gdzie osoby pełniące funkcję piastuna organu stają się marką samą w sobie i zachowują się tak, jakby pełniony przez nich organ był swoistą „własnością” czy „prywatną posiadłością” jego piastuna - komentuje dr hab. Robert Suwaj, wykładowca na Politechnice Warszawskiej i adwokat w kancelarii Suwaj Zachariasz.
- Nie ma to nic wspólnego ze służbą publiczną i mam wrażenie, że służy wyłącznie wykreowaniu wizerunku piastuna w miejsce organu. Pamiętajmy jednak o tym, że to nie osoba ma ustawowe kompetencje do działania, a organ. Więc to nie Mateusz Morawiecki ma jakąś realną władzę, lecz kompetencje te ma prezes Rady Ministrów, którego obowiązki pełni dziś Mateusz Morawiecki - zaznacza prawnik.
Przede wszystkim nie wiadomo, komu i czemu ma służyć strona aktywna pod adresem: www.mateuszmorawiecki.gov.pl. Z zachęt do wejścia na nią i rejestracji do newslettera wynika, że umożliwia ona otrzymywanie informacji na temat prac Rady Ministrów. Zarządza nią KPRM i ona też opłaca domenę z publicznych pieniędzy. Jej nazwa nie nawiązuje jednak do pełnionej funkcji, tylko do imienia i nazwiska osoby, która ją sprawuje. Nadawcą newslettera, cokolwiek to znaczy, jest zaś prezes Rady Ministrów.
- Choć trudno byłoby tu postawić zarzut naruszenia prawa, oczywiste jest dla mnie, że interes polityka Mateusza Morawieckiego powinien być oddzielony od interesu organu, jakim jest prezes Rady Ministrów. To trochę podobnie jak z głośnymi alertami RCB zachęcającymi do zagłosowania w wyborach. Prawa nie złamano, ale jednocześnie było oczywiste, że RCB wyszło ze swej roli - ocenia Krzysztof Izdebski, ekspert Fundacji Batorego.
- Dla mnie jest oczywiste, że domena .gov.pl powinna być zarezerwowana wyłącznie dla organów władzy publicznej. Używanie w niej nazwiska premiera, czyli osoby, która jedynie czasowo sprawuje daną funkcję, trudno odbierać inaczej niż promowanie konkretnego polityka - dodaje.

Czyj ten newsletter

Choć adres z imieniem i nazwiskiem premiera w domenie .gov.pl jest ewenementem, to jednak fakt jego rejestracji pokazuje furtkę, z której mogliby też skorzystać inni ministrowie. Skoro NASK nie weryfikuje nazwy, tylko organ, to co stoi na przeszkodzie, żeby minister sprawiedliwości zarejestrował domenę zbigniewziobro.gov.pl, a minister klimatu i środowiska domenę annamoskwa.gov.pl? Problem w tym, że końcówka .gov.pl miała z założenia służyć administracji.
- Kluczem zdaje się odpowiedź na pytanie, jakie zadania realizuje w ten sposób władza: publiczne, partyjne czy może prywatne. W tym drugim i trzecim wypadku oczywiście powinna zostać stworzona domena partyjna lub prywatna, jej obsługą zaś powinni zajmować się funkcjonariusze partyjni bądź osoby wynajęte prywatnie przez Mateusza Morawieckiego. Wykorzystywanie struktur, narzędzi oraz działalności urzędu do celów innych niż publiczne jest zwykłym nadużyciem - zauważa dr hab. Robert Suwaj.
Jest też inny problem - co będzie, gdy Mateusz Morawiecki przestanie być premierem? Gdy przestała nim być Beata Szydło, domenę: www.beataszydlo.gov.pl zlikwidowano. Pytanie, czy po likwidacji domeny osoby, które zapisały się do newslettera, nadal mają go otrzymywać.
- Klauzula informacyjna nie spełnia wymogów RODO dotyczących przejrzystości. Przede wszystkim nie wiem, czy wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera od konkretnej osoby, czyli Mateusza Morawieckiego, czy też od organu, jakim jest prezes Rady Ministrów. Wiele wskazuje, że chodzi o konkretną osobę - nazwa domeny, zamieszczone zdjęcia, życiorys. To zaś oznaczałoby, że wykorzystanie danych do przesyłania newslettera innego premiera mogłoby być problematyczne. Z drugiej strony w treści polityki prywatności nie ma już nic o konkretnej osobie, jaką jest Mateusz Morawiecki, tylko o administrowaniu danymi przez KPRM - komentuje dr Paweł Litwiński, adwokat z Kancelarii Barta Litwiński.