Reklama
Do takiego wniosku doszedł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, przy okazji zauważając, że inaczej jest w przypadku sędziego, który został wybrany do KRS i który musiał w tym celu uzyskać poparcie określonych sił politycznych. Jego zdaniem obecny sposób wyłaniania członków KRS powoduje, że każdy z nich reprezentuje w radzie to ugrupowanie, które desygnowało go do organu.
Przewrót konstytucyjny
Poznański WSA rozpatrywał wniosek o wyłączenie sędzi, która zdaniem wnioskującej strony miała naruszać poczucie niezawisłości sędziów sądów administracyjnych, a także bezstronności. Sędzia podczas pierwszych dokonanych przez Sejm wyborów do KRS podpisała listę poparcia jednej z kandydatek. Zdaniem wnioskującej tym samym naruszyła zasady etyki sędziowskiej „poprzez uczestniczenie w swego rodzaju przewrocie konstytucyjnym, który się dokonuje w naszym kraju”.
Strona podnosiła również, że jednym z elementów niezawisłości sędziego jest odcięcie się od wszelkiego rodzaju wpływów władzy wykonawczej. Tymczasem, co miałoby świadczyć o takim wpływie, lista poparcia kandydatów do KRS była dystrybuowana przez ówczesnego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. Zdaniem wnioskującej okoliczność ta jest szczególnie istotna, gdyż spór, jaki miała rozstrzygnąć sędzia, toczony jest z administracją skarbową, która jest częścią władzy wykonawczej.

Reklama
Nietrafione argumenty
Wniosek został jednak oddalony. WSA zauważył m.in., że „instytucja wyłączenia sędziego nie może zmierzać do generalnego wyeliminowania danego sędziego od orzekania we wszelkich sprawach, ze względu na podjęcie przez niego działań, bądź zachowań, które strona uznaje za nieetyczne”. A do tego, zdaniem sądu, sprowadzała się argumentacja zawarta we wniosku.
WSA stwierdził również, że podpisanie przez sędziego listy poparcia kandydatów do KRS, niezależnie od oceny etycznej tego czynu, nie stanowi okoliczności wywołującej uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie. „Tego rodzaju poparcie dokonywane jest bowiem niepublicznie i, co szczególnie istotne, nie wymaga jakiegokolwiek uzasadnienia, przez co nie jest związane z ujawnieniem przez sędziego udzielającego poparcia swoich poglądów politycznych” - podkreślił sąd. Jak dodał, na tak wczesnym etapie procedury wyborczej nie wiadomo nawet, czy kandydat, któremu udzielono poparcia, uzyska później poparcie którejś z partii politycznych.
- Rzeczywiście twierdzenie, że sędzia może nie być bezstronny w sprawie, w której jedną ze stron sporu jest organ władzy publicznej, tylko dlatego że udzielił poparcia kandydatowi do nawet tak upolitycznionego organu, jakim jest obecnie KRS, wydaje się twierdzeniem zbyt daleko idącym - komentuje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Jego zdaniem podnoszenie takich argumentów przez strony pokazuje jednak konsekwencje uwikłania sędziów w różne procesy polityczne.
- Przy poprzednim systemie wyboru członków KRS ten problem nie istniał, bo sędziowie nie musieli zabiegać o poparcie określonych sił politycznych - podkreśla Markiewicz.
Polityczna deklaracja
Także WSA w uzasadnieniu swojego postanowienia negatywnie ocenił obecny sposób wyłaniania sędziowskiej części KRS. Przypomniał, że decyzja o obsadzie aż 21 spośród 25 stanowisk w radzie należy do obu izb parlamentu (oprócz 15 sędziów Sejm wskazuje także czterech posłów, a Senat dwóch senatorów, którzy zasiadają w KRS). „W ten sposób zdeformowano wynikający z art. 10 Konstytucji RP podział i równowagę między władzą ustawodawczą, władzą wykonawczą i władzą sądowniczą, co stanowi podłoże modelu demokratycznego państwa prawa” - pisze WSA. I dodaje, że obecny model wyboru sędziów do KRS powoduje, że w stosunku do każdej z tych osób mogą zachodzić potencjalne wątpliwości co do jej bezstronności. Jak podkreślił WSA, takie wątpliwości mogą się rodzić w przypadku spraw dotyczących kwestii światopoglądowych, względnie interesów sił politycznych, głosami których dany sędzia został wybrany do KRS. Każda z takich osób musiała uzyskać poparcie ściśle określonych sił politycznych, co, zdaniem sądu, niejako określa te osoby politycznie i może być oceniane jako „publiczne zademonstrowanie sympatii i poglądów politycznych”.
- Idąc tym tokiem rozumowania, sędziowie, którzy zostali wybrani do KRS głosami Solidarnej Polski, nie powinni orzekać w sprawach karnych. Na czele prokuratury stoi bowiem nie kto, inny jak szef tego właśnie ugrupowania politycznego - stwierdza sędzia Markiewicz.
Z takimi poglądami polemizuje natomiast Paweł Styrna, przewodniczący KRS.
- Zarówno ja, jak i pozostali sędziowie zasiadający w KRS, według mojej wiedzy, nigdy nie zabiegaliśmy u żadnego z polityków o poparcie dla naszych kandydatur. Zabiegałem za to bardzo usilnie o poparcie w środowisku sędziowskim - zapewnia Styrna. Jak zauważa, w Polsce istnieją także inne organy, które są wybierane przez Sejm, a którym nikt nie zarzuca, że są zależne od polityków i realizują program tej partii, której głosami zostały wybrane.
- Tak jest przecież z sędziami Trybunału Konstytucyjnego, a także z rzecznikiem praw obywatelskich. Mimo to nie przypominam sobie, aby ktoś odważył się powiedzieć, że prof. Andrzej Zoll, były prezes TK, czy prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes TK, byli politycznymi nominatami - mówi sędzia Styrna. I dodaje, że zupełnie nie rozumie, dlaczego inaczej traktuje się KRS.
- Z tych też powodów twierdzenia, że „tryb wyboru członków KRS przez Sejm (…) może być oceniany jako publiczne zademonstrowanie sympatii i poglądów politycznych” są kolejną odsłoną walki z konstytucyjnym organem, jakim jest KRS i próbą zdyskredytowania jej członków - kwituje przewodniczący rady.
KRS w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

orzecznictwo

Postanowienie WSA w Poznaniu z 25 kwietnia 2022 r., sygn. akt I SA/Po 257/21 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia