W grudniu 2017 r. policja opublikowała w sieci komunikat o poszukiwaniach mężczyzny, który z autobusu miejskiego wyniósł znaleziony w nim portfel wraz z pieniędzmi, dokumentami oraz kartami płatniczymi. Zamieściła również zdjęcie z monitoringu. Na tej podstawie lokalna gazeta opublikowała na swej stronie internetowej krótki artykuł o poszukiwaniach wspomnianego mężczyzny. Link do tekstu (wraz ze zdjęciem z monitoringu) ukazał się również na facebookowym profilu gazety. Towarzyszył mu dopisek „Uwaga, złodziej!”. W treści informowano o poszukiwaniach osoby, która „ukradła” portfel w autobusie.
Dość szybko na zdjęciu rozpoznano przedstawiciela handlowego współpracującego z kilkunastoma sprzedawcami materiałów budowlanych. Znajomi i kontrahenci przesłali mu link do artykułu. Dopiero wówczas, cztery miesiące po znalezieniu zguby, mężczyzna zgłosił się do komisariatu policji i oddał ją wraz z zawartością.
Reklama
Na żądanie mężczyzny wydawca internetowej gazety usunął artykuł ze strony, później publikując jeszcze sprostowanie. Odmówił natomiast zamieszczenia przeprosin na Facebooku. Negatywny bohater artykułu złożył pozew, w którym zażądał takich przeprosin, jednocześnie domagając się 50 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Argumentował, że w wyniku publikacji stracił część kontrahentów i źródło utrzymania.
Podczas procesu przekonywał, że zwłoka w odniesieniu portfela nie wynikała z jego winy. Sąd uznał jednak, że nie ma to znaczenia dla oceny zasadności roszczeń. W niedawnym wyroku uznał, że wydawca rzeczywiście powinien opublikować przeprosiny (zarówno na swej stronie internetowej, jak i Facebooku), choć w węższym niż tego się domagano zakresie. Oddalił natomiast całkowicie żądanie zapłaty.
Zdaniem sądu wydawca gazety internetowej naruszył dobra osobiste znalazcy portfela, używając w artykule i komentarzu na Facebooku słów takich jak „złodziej” i „ukradł”.
„Co do zasady powielenie informacji policji przez pozwanego nie jest działaniem bezprawnym. W niniejszej sprawie chodzi jednak o to, w jaki sposób to nastąpiło, jakimi środkami przekazu posłużył się pozwany. Działania pozwanego nie ograniczały się do «przedrukowania» informacji policji. W oparciu o te informacje zredagował własne twierdzenia, z których wyprowadził konkretne wnioski” – uzasadnił wyrok sąd.
Sądu nie przekonały argumenty wydawcy, że działał w interesie społecznym, a słów takich jak „złodziej” i „ukradł” użył w znaczeniu potocznym, a nie kwalifikacji prawnej. Zdaniem składu orzekającego wyrażenia te są jednoznaczne, kategoryczne i wskazują na popełnienie przestępstwa. Tymczasem zgodnie z art. 13 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 1914 ze zm.) nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji. Zakaz ten ma bezwzględny charakter, dotyczy wszystkich postępowań przygotowawczych i sądowych i nie uchyla go działanie w obronie interesu społecznego. Czym innym byłoby użycie w tekście sformułowania, że komuś zarzuca się popełnienie określonego czynu czy też poszukuje go w związku z prowadzonym postępowaniem.
Oddalając roszczenia finansowe, sąd podkreślił, że krzywda, jaka spotkała powoda, nie była spowodowana zamieszeniem artykułu, nawet z użyciem słów, które naruszały dobra osobiste.
„Główną i bezpośrednią przyczyną obniżenia wiarygodności i przykrości, które spotkały powoda, (…) był fakt przywłaszczenia przez powoda cudzej własności” – napisano w uzasadnieniu wyroku.

orzecznictwo

Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 19 stycznia 2022 r., sygn. akt XXV C 1727/19 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia