Reklama
Gdy byłem w szkole podstawowej, a nawet jeszcze w średniej, zawsze bardzo irytowało mnie podwyższanie ocen „za starania”. Największy głąb mógł prześliznąć się do następnej klasy, jeśli tylko chodził pilnie na zajęcia. Drugi natomiast, który umiał tyle samo, a może i trochę więcej, nie mógł liczyć na fory, jeśli w szkole gościem był rzadkim. A przecież, obiektywnie patrząc, ich poziom wiedzy był ten sam. Dopiero na studiach okazało się, że w dorosłym świecie ostatecznie liczy się wynik. Pamiętam autentyczne zdumienie części moich koleżanek, że argumenty w rodzaju „ale ja się tyle uczyłam” nie działają.
Tak samo w dorosłym życiu, jeśli wjedziemy w kogoś na parkingu czy zepsujemy coś w pracy, nie możemy się tłumaczyć jak dzieci, że to „niechcący”. Przepraszam, że zanudzam Państwa takimi banałami, ale okazuje się, że przy ul. Chałubińskiego w Ministerstwie Infrastruktury pracują dorośli, wydawać by się mogło, ludzie, którzy kompletnie tego nie rozumieją.
W ubiegłym tygodniu napisaliśmy w DGP o skutkach zaproponowanego przez MI przepisu, który podwyższa do 30 tys. zł. maksymalne kary za wszystkie wykroczenia z rozdziału XI kodeksu wykroczeń. Otóż w efekcie najsurowsza sankcja będzie grozić zarówno za wymienione tam wykroczenie przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, jak i za te porządkowe. Czyli zarówno za przekroczenie prędkości czy jazdę w stanie po użyciu alkoholu, jak i nieodśnieżenie drogi.
Ministerstwo się obruszyło i „zdementowało” nasze informacje, twierdząc, że maksymalne kary będą dotyczyć tylko najbardziej drastycznych wykroczeń, które wpływają na ryzyko utraty życia i zdrowia uczestników ruchu drogowego. Jest to oczywista nieprawda, bo w projektowanych przepisach nie ma takiego ograniczenia. Być może taka była intencja projektodawców, ale koniec końców jak na egzaminie – liczy się to, co jest na kartce, a nie to, co ktoś chciał, by się na niej znalazło.
Skądinąd wiem, że MI obruszyło się bardzo na naszą uwagę o chęci karania grzywną w wysokości 30 tys. zł za błahostki, skoro rząd wcale tego nie chce. No bo jak można twierdzić, że ktoś, kto daje przedszkolakom noże, pragnie żeby się pochlastali, walcząc o klocki, skoro on przecież liczył, że będą sobie kroili chlebek i grzecznie smarowali masełkiem. Po co dawać małpie brzytwę?
Ja wiem, że te przepisy będą stosować nie policjanci, lecz sądy, ale i wśród sędziów zdarzają się różni ludzie. Zakładanie, że nikt nigdy nie skorzysta z przyznanej – być może przez nieuwagę – możliwości jest głupotą powiązaną z naiwnością. Jednym z dość błahych przewinień, za które według projektu ma grozić grzywna w wysokości 30 tys. zł jest tamowanie ruchu. To wykrocznie można popełnić, nawet będąc pieszym. Tak się składa, że obecnie trwają blokady dróg organizowane przez AGROunię. Gdyby teraz obowiązywały przepisy w zaproponowanym przez MI kształcie, bardzo szybko można by je „rozgonić” kierując do sądu wnioski o ukaranie rolników grzywną w wysokości 30 tys. zł. Sędzia nie przyklepie takiego wniosku? Pięciu nie, a szósty, kto wie? A efekt mrożący, jak się patrzy. Kto mi zagwarantuje, że ta czy inna władza nie będzie w przyszłości chciała wykorzystać tych regulacji w sposób instrumentalny do gnębienia protestujących czy ludzi, którzy w jakiś sposób zaleźli jej za skórę.
To wszystko byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było straszne. Nie po raz pierwszy bowiem Ministerstwo Infrastruktury nie potrafi tak napisać przepisów, by osiągnąć deklarowane cele. Co z tego, że urzędnicy chcieli, by jazda hulajnogą po jezdni była możliwa tylko tam, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h, skoro nie wprowadzili zakazu poruszania się po pozostałych drogach. Na przyszłość mam dla państwa z Ministerstwo Infrastruktury taką propozycję. Jak następnym razem będziecie chcieli w jakimś kierunku zmienić prawo, to opowiedzcie swój pomysł komuś dorosłemu i poproście, żeby was wyręczył. Zwłaszcza że jak się bliżej przyjrzeć pozostałym przepisom nowelizacji, to bubli tam nie brakuje.