W dużej mierze tak. Przede wszystkim nowela wyrównała rolę stron procesowych oraz usunęła przepisy pozwalające prokuratorowi decydować np. w sprawach aresztu czy kaucji, w których nie powinien mieć aż tak szerokich kompetencji. Zrobiono nawet trochę więcej. Nowela wdraża dyrektywy obrończe. Wprowadza rozwiązania, które mają lepiej chronić podejrzanego. Dziś bywa tak, że policjanci przesłuchują kogoś nieformalnie i zbierają informacje, dowody, które potem są wykorzystywane w procesie. Nie zawsze są to dowody wiarygodne, bo np. ktoś przyznał się pod presją.
Przed wymuszaniem wyjaśnień i tym, że podejrzany nieświadomie sam się obciąży, chroni obecność obrońcy. To on mówi: „Pańska sytuacja jest taka, jaka jest, musimy ustalić, co pan powie, nie ma pan obowiązku przyznawać się do winy”. I nie chodzi o to, że obrońca utrudnia postępowanie, tylko o to, żeby proces był rzetelny i uczciwy. Prawo do milczenia i do nieprzyznawania się do winy to standard – nie tylko w amerykańskich filmach. W Polsce tak nie jest. W tym zakresie to naprawdę duża zmiana.
Co więcej, w zeszłym roku Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Polsce o niewykonanie związanych z tym dyrektyw. A przecież chodzi o zupełnie podstawową rzecz: jeśli jesteś o coś podejrzany, to masz prawo do obrońcy. Możesz z tego prawa zrezygnować, jasne, ale to musi być twoja świadoma decyzja. U nas standard realnego dostępu do obrońcy po prostu nie był wdrożony. Nowela przewiduje więc, że jeżeli podejrzany w związku z pierwszym przesłuchaniem oświadczy, że chce skorzystać z pomocy obrońcy, umożliwia mu się jego ustanowienie, odraczając przystąpienie do przesłuchania do czasu stawienia się obrońcy. Podejrzanemu udostępnia się listę obrońców pełniących dyżur. Po stawieniu się obrońcy organ procesowy umożliwia podejrzanemu rozmowę z nim, zakreślając jednocześnie odpowiedni czas, nie krótszy niż godzina. Pojawił się też przepis, zgodnie z którym również w wezwaniu do stawiennictwa na przesłuchanie należy pouczyć podejrzanego o prawie do ustanowienia obrońcy.
Ten sam standard dotyczy osób zatrzymanych. Dla rzeczywistego umożliwienia korzystania z pomocy obrońcy ustanawia się obowiązek pełnienia przez adwokatów i radców prawnych dyżurów. W celu umożliwienia realizacji tego prawa zatrzymanemu udostępnia się listę obrońców pełniących dyżur. W razie złożenia przez zatrzymanego wniosku o wyznaczenie obrońcy z urzędu organ prowadzący postępowanie wyznacza obrońcę z urzędu z listy obrońców pełniących dyżur. Koszty pomocy prawnej świadczonej przez obrońcę pełniącego dyżur wykłada tymczasowo Skarb Państwa. Co więcej, przewidziana została zasada, że wyjaśnienia uzyskane z naruszeniem prawa do obrony nie mogą stanowić dowodu, chyba że oskarżony o to wnosi.
Nie. Dziś podejrzanym jest osoba, której formalnie postawiono zarzuty, czyli wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów, albo której bez wydania takiego postanowienia postawiono zarzut w związku z rozpoczęciem przesłuchania w charakterze podejrzanego. W praktyce jednak zdarzało się, że zarzutów formalnie nie stawiano, tylko przesłuchiwano kogoś w nie do końca jasnym trybie, czasem nawet jako świadka, a uzyskane w ten sposób dowody później wykorzystywano.
Po zmianach art. 71 k.p.k. będzie przewidywał, że podejrzanym jest osoba, wobec której zebrane dowody w dostateczny sposób uzasadniają podejrzenie popełnienia przestępstwa i wobec której podjęto czynność procesową ukierunkowaną na jej ściganie. Oznacza to, że uprawnienia nie będą już zależały wyłącznie od formalnego wydania postanowienia, lecz będą przysługiwać także osobie, wobec której faktycznie prowadzi się postępowanie. To ma sens, bo nie chodzi o to, czy ktoś formalnie nada mi status podejrzanego, czy zrobi to dopiero później, po przesłuchaniu. Jeżeli faktycznie postępowanie jest prowadzone przeciwko mnie, to powinienem mieć wszystkie prawa podejrzanego już na tym etapie, a nie dopiero wtedy, gdy organ zdecyduje się wydać formalne postanowienie. Chodzi o to, żeby obrona była realna od momentu, kiedy faktycznie toczy się przeciwko mnie postępowanie, a nie dopiero od chwili, gdy prokurator uzna, że teraz już można postawić zarzuty.
Nie mam więc zasadniczych zastrzeżeń do samej idei tej regulacji. Czy dałoby się ją sformułować lepiej? Nie jestem co do tego przekonany. Zmiana ta na pewno utrudnia pracę organów ścigania i prokuratorzy właśnie na to zwracają uwagę.
Dla mnie jest to też kwestia cywilizacyjnego standardu, element naszej kultury prawnej i zasady równości broni w procesie. Jeżeli przeciwko człowiekowi faktycznie prowadzi się postępowanie, to od tego momentu powinien mieć prawo do obrońcy i do realnej obrony, a nie dopiero wtedy, gdy prokurator formalnie postawi mu zarzuty.
Jeżeli ktoś mówi, że chce mieć obrońcę, to musi mieć realną możliwość skorzystania z tego prawa. Stąd te dyżury adwokackie i radcowskie. Nie może to być puste prawo. Sama informacja „masz prawo” nic nie znaczy, jeśli w praktyce nie da się go zrealizować.
Dziś bywa tak, że ktoś mówi: „Chcę skorzystać z pomocy obrońcy”, ale nie zna żadnego adwokata ani radcy prawnego i nie dysponuje kontaktem do żadnego z nich. Podczas protestów ulicznych, np. po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, osoby świadome ryzyka zatrzymania często miały zapisany numer do obrońcy i wiedziały, kogo poprosić o pomoc. W takiej sytuacji policjant znajdował się w trudniejszym położeniu, bo zatrzymany wiedział, czego chce, i wskazywał konkretną osobę do powiadomienia. Jednak w większości przypadków ludzie nie spodziewają się zatrzymania. Jeśli idę na demonstrację antyrządową, to mogę zakładać, że coś takiego się wydarzy. Ale jeśli zatrzymują mnie policjanci, a ja nie zrobiłem nic złego i nie znam żadnego adwokata ani radcy prawnego, to jestem bezradny. Mówię: chcę obrońcy. Słyszę pytanie: znasz jakiegoś? Nie znam. Dlatego potrzebne jest odpowiednie „oprzyrządowanie” systemu.
To prawda. Nowela zmienia art. 168a k.p.k., który reguluje tę kwestię. Mówiąc najprościej, chodzi o to, że nie można korzystać z dowodów zdobytych nielegalnie. Jeśli źródło jest „skażone”, nie można „spożywać jego owoców”, czyli wykorzystywać takich dowodów przeciwko obywatelowi.
Już w 2010 r. Sąd Najwyższy wskazał, że używanie dowodów zdobytych w sposób sprzeczny z prawem jest niezgodne z konstytucją. Później, m.in. w sprawie posłanki Sawickiej, sąd apelacyjny również uznał – powołując się na konstytucję, w szczególności art. 7, który mówi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa – że z nielegalnych działań państwa nie można wyciągać negatywnych konsekwencji wobec obywatela. Jeżeli mamy do czynienia z nielegalnym podsłuchem, prowokacją czy zakupem kontrolowanym przeprowadzonym poza granicami prawa, nie powinno to rodzić skutków procesowych na niekorzyść osoby, przeciwko której taki dowód został zebrany. W 2015 r. do kodeksu postępowania karnego wprowadzono regulację ograniczającą możliwość korzystania z takich dowodów, ale już w 2016 r. zmieniono ją w ten sposób, że w praktyce dopuszczano wykorzystywanie dowodów zdobytych nielegalnie. Mamy więc wyraźną sprzeczność między konstytucją a przepisami kodeksu. Niektórzy sędziowie odmawiają stosowania takich dowodów, powołując się bezpośrednio na konstytucję, ale generalnie k.p.k. dopuszcza ich użycie.
Nowelizacja przywraca w tym zakresie standard konstytucyjny oraz standard przyjęty w krajach naszej kultury prawnej. Państwo nie może nielegalnie wytwarzać dowodów, a następnie legalnie wykorzystywać ich przeciwko obywatelowi. Oczywiście można dyskutować, czy nie należało wprowadzić wyjątków. Komisja Kodyfikacyjna proponowała pewne ograniczenia, ale obawiano się, że w polskich realiach wyjątki szybko stałyby się regułą. Dlatego zdecydowano się na rozwiązanie jednoznaczne.
Ograniczono też możliwość wykorzystywania efektów kontroli operacyjnej wyłącznie do tych przestępstw, w których taka kontrola jest dopuszczalna. Obecnie bywa tak, że prowadzi się podsłuch w związku z jednym przestępstwem, a „przy okazji” ujawnia się inne czyny i na tej podstawie wszczyna się kolejne postępowania. Nowe przepisy mają temu zapobiec. Jeżeli kontrola była zarządzona w określonym zakresie, to nie można dowolnie rozszerzać jej skutków na inne sprawy. W pewnym sensie jest to także konsekwencja doświadczeń związanych z Pegasusem.
Wiemy, że sądy w praktyce prawie zawsze zatwierdzały wnioski o kontrolę operacyjną. Jeżeli jednak w wyniku takiej kontroli nie potwierdziły się pierwotne podejrzenia, a ujawniono coś innego, pojawiała się pokusa, by wykorzystać to procesowo. Nowe regulacje mają temu zapobiec. To są istotne zmiany w kodeksie postępowania karnego, które przywracają wyraźną zasadę: nie można budować odpowiedzialności karnej na dowodach zdobytych nielegalnie.
Zmiany idą w dobrym kierunku, ale są zbyt łagodne. W praktyce mogą niewiele poprawić. Ograniczono trochę przesłankę ucieczki lub ukrywania się z art. 258 par. 1. Dziś podstawą aresztu może być obawa, że oskarżony ucieknie lub się ukryje, zwłaszcza gdy nie ma stałego miejsca pobytu w kraju. Teraz doprecyzowano, że chodzi też o brak stałego miejsca pobytu w innym państwie członkowskim UE. Innymi słowy, jeśli ktoś mieszka w państwie UE i możliwe jest jego skuteczne ściganie w ramach współpracy europejskiej, to samo przebywanie za granicą nie powinno automatycznie uzasadniać aresztu. To krok w dobrą stronę, ale nie jest to zmiana fundamentalna.
Niestety, nie zdecydowano się na usunięcie art. 258 par. 2, czyli przesłanki surowej kary jako samodzielnej podstawy do tymczasowego aresztowania. Przepis ten mówi, że wobec oskarżonego, któremu zarzucono popełnienie zbrodni lub występku zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 8 lat – a po zmianie będzie to 10 lat – można stosować areszt tymczasowy. W praktyce oznacza to, że sama wysokość grożącej kary staje się bardzo wygodną podstawą do zastosowania aresztu. Problem w tym, że w ostatnich latach podniesiono zagrożenia karne w wielu przepisach. W ogromnej liczbie typów przestępstw górna granica kary wynosi 8, a często nawet 10 lat lub więcej. W efekcie przesłanka surowej kary stała się bardzo szeroka i łatwa do zastosowania.
Nie chcę przesądzać, czy sądy stosują ją słusznie czy niesłusznie w konkretnych sprawach. Faktem jest jednak, że często wystarczy samo stwierdzenie, że grozi wysoka kara, żeby uzasadnić areszt. Na etapie postępowania przygotowawczego nikt nie jest w stanie wykazać, że ostatecznie taka kara nie zapadnie. W praktyce później okazuje się, że wyrok jest łagodniejszy, ale areszt już został zastosowany i bywa wykonywany przez wiele miesięcy, a czasami przez lata.
Dlatego fundacja i część środowiska naukowego, w tym przedstawiciele krakowskiej szkoły prawa karnego na czele z prof. Małeckim, postulowały, aby ten paragraf uchylić. Podniesienie progu do 10 lat moim zdaniem niewiele zmieni. Owszem, pewna liczba przestępstw wypadnie z tego zakresu, ale zasadniczo przesłanka pozostaje i nadal będzie mogła być stosowana. Tyle że z uwagi na grożącą surową karę areszt można stosować tylko przez rok. Po upływie tego czasu konieczne będą inne, dodatkowe przesłanki. To pokazuje też, jaka jest obecna praktyka: skoro ustawodawca mówi wprost, że na tej podstawie można izolować człowieka przez rok, traktuje to jako coś normalnego.
Dotychczas nie można było go stosować przy przestępstwach zagrożonych karą do roku więzienia, teraz granicę podniesiono do dwóch lat. To też krok w dobrym kierunku, ale raczej dla przypadków marginalnych – przy tak niskim zagrożeniu areszt i tak był rzadki.
Ustawodawca wprowadził przepis, który ma przeciwdziałać takiemu automatyzmowi. Sąd, oceniając wniosek o przedłużenie aresztu, ma badać sprawność postępowania przygotowawczego, w szczególności to, czy prokurator rzeczywiście realizował zapowiedziane czynności i dlaczego nie zostały one zakończone. W praktyce często wystarczało, że prokurator mówił o konieczności wykonania kolejnych czynności, to już było powodem do przedłużenia izolacji. Teraz sąd ma wprost oceniać, czy przyczyny zwłoki są przekonujące. To dobrze, że taki przepis się pojawił, bo pokazuje, że Komisja Kodyfikacyjna i MS dostrzegają problem. Obawiam się jednak, że może to mieć charakter bardziej deklaratywny. Sądy już wcześniej powinny były badać sprawność postępowania. Ostatecznie wszystko zależy od tego, czy sądy nie ograniczą się do formalnego stwierdzenia, że przyczyny zostały zweryfikowane i uznane za wystarczające.
Artykuł 276 k.p.k. pozwala już na etapie postępowania przygotowawczego zawiesić podejrzanego w wykonywaniu określonego zawodu, jeśli dalsze jego wykonywanie mogłoby zagrażać istotnym dobrom, w tym prowadzić do kolejnych przestępstw. Co do zasady ma to sens. Jeśli ktoś wykonuje np. zawód kierowcy i prowadzi pojazd w stanie nietrzeźwości, to można sobie wyobrazić sytuację, w której dalsze dopuszczanie go do pracy stwarza realne zagrożenie. Podobnie w innych zawodach, gdzie wykonywanie obowiązków wiąże się z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo innych osób.
Problem pojawia się, gdy ten środek stosuje prokurator na etapie postępowania przygotowawczego, czyli przed rozstrzygnięciem sprawy przez sąd. W praktyce zdarzały się sytuacje, w których prokurator zawieszał adwokata lub radcę prawnego będących obrońcami w toczących się postępowaniach. To wywołuje poważne wątpliwości, bo uderza nie tylko w daną osobę zawodowo i finansowo, ale też w prawo jej klientów do obrony. Oczywiście decyzja podlegała kontroli sądowej, można wnieść zażalenie, a sądy czasem uchylały takie decyzje. Tyle że przez pewien czas – do momentu rozpoznania zażalenia – środek jest skuteczny. W tym okresie prawnik nie może wykonywać zawodu, a klient faktycznie jest pozbawiony wybranego obrońcy.
Moim zdaniem należy bardzo ostrożnie podchodzić do stosowania tego środka przez prokuratora i rozważyć silniejsze gwarancje sądowej kontroli, być może uprzedniej, a nie tylko następczej. A może trzeba pójść krok dalej i wprost przekazać decyzję o zawieszeniu w wykonywaniu zawodu wyłącznie sądowi, zwłaszcza jeśli chodzi o zawody zaufania publicznego? Chodzi o to, aby środek ten był od początku pod kontrolą organu niezależnego i niezawisłego.
Jeżeli cała nowelizacja zostanie zawetowana, to pozostaniemy przy obecnym stanie prawnym. To oznacza utrzymanie nadmiernej przewagi prokuratora w postępowaniu przygotowawczym, brak pełnej realizacji dyrektyw obrończych i dalsze narażenie Polski na odpowiedzialność za ich niewykonanie. Można dyskutować, czy projekt idzie wystarczająco daleko, sam mam zastrzeżenia, ale kierunek zmian wzmacnia prawa jednostki i przybliża nas do standardów państw naszej kultury prawnej. ©℗