Susane Wojcicki, obecna szefowa serwisu YouTube, w jednym z ostatnich wydań "Financial Timesa" mówi, że gdy spotyka starsze osoby chwalą się one, że dzięki YouTube'owi same naprawiły samochód albo nauczyły się rzeczy, których nigdy wcześniej w domu nie robiły (bo robił je np. zmarły współmałżonek). Pani prezes Wojcicki (jej ojciec pochodził z Polski, stąd swojskie brzmienie nazwiska) sama przyznaje, że niedawno korzystała z pomocy YouTube'a, gdy wysiadła jej bateria w kluczykach i musiała się szybko dowiedzieć, jak w tej sytuacji otworzyć swoją toyotę.

YouTube zatem to nie tylko miliardy odtworzeń muzyki i filmików rozrywkowych, który w grupie wiekowej 18-49 lat ma w USA większą oglądalność niż jakakolwiek tamtejsza sieć kablowa, ale też coraz częstszy doradca i nauczyciel w codziennych potrzebach i tarapatach. Kiedy trzeba coś naprawić albo czegoś się nauczyć - instruktor YouTube coraz rzadziej nie wie i coraz częściej zastępuje telefon do znajomego hydraulika czy mechanika albo kursy i szkolenia w murowanych salach. A niejednej instruktorce fitness YouTube'owe filmiki służą do przygotowywania układów na zajęcia (przykład z życia).

W przepastnych zasobach wideo w internecie znaleźć można pełnokrwiste kursy programowania i nauki angielskiego, poradniki pielęgnacji ogrodu, tutoriale robienia makijażu, miksowania dźwięku czy wreszcie 100 sposobów na danie z ziemniaka i inne kulinarne przeboje.

A przecież serwisy wideo to nie najpopularniejszy wirtualny ekspert. Palmę pierwszeństwa dzierży bowiem wyszukiwarka Google, która każdego dni doradza w setkach milionów spraw i pytań kierowanych doń przez internautów w potrzebie wiedzy i umiejętności.

Internet wytyczył nowe szlaki uczenia się, zdobywania informacji i szukania porad. Przykłady można mnożyć i z każdym rokiem lista wirtualnych "szkół" się wydłuża. W nauczaniu podstaw języków obcych sporą popularność zdobył serwis duolingo.com, który za darmo umożliwia interaktywne ćwiczenie słownictwa i gramatyki. Z kolei polski pomysł tutlo.com pozwala na rozmowy on-line w języku angielskim z native speakerami. W sieci znaleźć można także dokładny tutorial z filmikami krok po kroku tłumaczącymi jak tanio zbudować mały zakład recyklingu plastiku (preciousplastic.com). W razie awarii smartfona, tabletu czy innej popularnej elektroniki - też nie powinno być problemu z odnalezieniem filmiku i instruktażu zaczynającego się od "how to fix ..." (zobacz np. ifixit.com).

Skoro była już mowa o wujku Google, nie można też zapomnieć o poczciwej już (jak na warunki internetowe) cioci Wikipedii, od której opinia niewiarygodności coraz bardziej się odkleja wraz z dorośleniem pokoleń, które zawdzięczają jej przejście przez kolejne stopnie oświatowego wtajemniczenia. 

Dzielenie się wiedzą (za darmo) to nie tylko zaspokajanie swoich altruistycznych potrzeb. Może być to także świadoma droga budowania swojej pozycji jako eksperta w danej dziedzinie, co w konsekwencji może prowadzić do spieniężenia osiągniętej reputacji. Przykładowo zapalony rolkarz udzielający się na popularnym forum dla fanów tego sportu z czasem - już jako ekspert - zaczyna doradzać początkującym rolkarzom, jakie modele łyżworolek warto kupić i staje się pośrednikiem-fachowcem, który ma istotny wpływ na sprzedaż i czerpie z tego zyski. 

Wymienione tutaj przykłady dostępu do wiedzy i know-how w internecie to oczywiście tylko cząstka wszystkich zasobów "wirtualnej szkoły". Z pewnością też nikt tutaj nie powiedział ostatniego słowa, a przyszłość rysuje się w tej dziedzinie bardzo ciekawie.