Będziemy pokazywać innym posłom i ministrom z różnych resortów, jakie widzimy zagrożenia, jakie zalety, jak można wykorzystać sztuczną inteligencję w rozwoju – mówi Grzegorz Napieralski, poseł Koalicji Obywatelskiej, wiceprzewodniczący sejmowej komisji cyfryzacji i nowoczesnych technologii.

Dlaczego nie został pan wiceministrem cyfryzacji?
Grzegorz Napieralski, wiceszef sejmowej komisji cyfryzacji / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Wojtek Górski

Każdy ma jakieś ambicje polityczne, natomiast rozumiem też, że ktoś musi zostać w komisji cyfryzacji i przypilnować spraw w Sejmie. Tak naprawdę wszędzie czekają na nas bomby – w cyfryzacji już na samym początku musieliśmy zrobić ustawę, która przełoży wdrożenie e-doręczeń na kolejny rok. Miały ruszać od końca grudnia, ale nie było do tego gotowości. Na już mamy pilnie do wdrożenia dwie ustawy kobyły: krajowy system cyberbezpieczeństwa i prawo komunikacji elektronicznej. Będę miał co robić.

Czyli będzie pan zbrojnym ramieniem wicepremiera i ministra.

Może nie zbrojnym ramieniem, ale merytorycznym zapleczem kierownictwa resortu w Sejmie. Tak się umówiliśmy z Krzysztofem Gawkowskim.

W poprzedniej kadencji raczej pan utrącał projekty Ministerstwa Cyfryzacji.

Skoro były złe i nieprzemyślane… I to nie była nawet polityczna złośliwość. Proszę sobie przypomnieć ustawę o ochronie dzieci przed pornografią, do której dołożono jakieś przepisy z zupełnie innej dziedziny.

Nowelizacje ustaw o sporcie i refundacyjnej.

No właśnie. W dodatku ta ustawa została wprowadzona bez dyskusji z rynkiem. Zostawiała także furtkę do inwigilacji obywateli. Ustawa zakładała, że trzeba było poprosić dostawcę internetu, by włączył blokowanie pornografii. Dzięki temu ministerstwo miało techniczne możliwości dostępu do informacji o tym, kto ma blokadę, a kto nie.

Członkowie kierownictwa MC też zapowiadają walkę z dostępem do pornografii dla najmłodszych. Jaki jest wasz pomysł na to, jak to przeprowadzić technicznie?

To bardzo trudne zadanie – z jednej strony chcemy chronić przede wszystkim młodych przed dostępem do nieodpowiednich dla nich treści, ale z drugiej strony zastanawiamy się, jak uchronić przy tym prywatność użytkowników. Nie możemy przecież żądać od nich legitymowania się dowodem osobistym. Ministerstwo czeka tu dużo pracy.

To znaczy: mieliście osiem lat w opozycji, ale jak już rządzicie, to nie macie gotowych rozwiązań.

Krzysztof Gawkowski zrobił jedną bardzo ważną rzecz – przed świętami zaprosił osoby związane z cyfryzacją na otwarte spotkanie. Zainteresowanie przerosło jego oczekiwania – zgłosiło się na nie więcej ludzi, niż ministerstwo mogło pomieścić. Pokazał, że jest otwarty na rozmowy i wspólne wypracowywanie pomysłów. Jeżeli chcemy tworzyć dobre prawo, to musimy dyskutować z ludźmi. To szczególnie ważne przy projektach w zakresie przejrzystości algorytmów – tak naprawdę tylko ludzie z rynku, także z wielkich firm, jak Google czy Microsoft, są w stanie nam pomóc.

Wicepremier zapowiedział, że ich głos nie będzie najważniejszy.

Nie musimy od razu tworzyć prawa pod ich dyktando, ale warto być z nimi w dialogu.

Stworzył pan zajmującą się algorytmami podkomisję w Sejmie.

Tak, złożyłem wniosek o jej powołanie także w tej kadencji. Zauważyliśmy, że algorytmy wymykają się spod kontroli prawnej. Chodziło głównie o zatrudnianie ludzi i ocenę ich pracy. Nie chcę używać konkretnych nazw firm, ale mieliśmy sygnały, że pracownicy nie znają choćby kryteriów oceny ich pracy – czy efektywność jest mierzona czasem pracy, czy liczbą wykonanych zadań. W odpowiedzi przygotowaliśmy z Adrianem Zandbergiem projekt nowelizacji ustawy o związkach zawodowych, który zakładał, że będą one miały wgląd w algorytmy dotyczące sfery praw pracowniczych. Konsultowaliśmy go w katedrze prawa Uniwersytetu Łódzkiego, mieliśmy wizytę studyjną w Hiszpanii, gdzie takie regulacje obowiązują.

I gdzie jest ta ustawa?

W szufladzie. Blokowały ją pani poseł Urszula Rusecka z PiS, która kierowała komisją polityki społecznej, oraz Ministerstwo Pracy. Chcemy to teraz jak najszybciej procedować jeszcze raz.

Mamy też w komisji dużo pracy z implementowaniem prawa uchwalanego na poziomie UE. To Akt o usługach cyfrowych, Akt o rynkach cyfrowych czy niedługo Akt o sztucznej inteligencji, który na razie jest jeszcze negocjowany, ale ma zostać przyjęty w przyszłym roku.

Rozwój technologii trzeba ograniczać?

To złe słowo. Musimy mieć ją pod kontrolą. Kiedy zakładałem podkomisję, cytowałem wypowiedź sekretarza obrony USA z czasów Obamy. Na konferencji dobroczynnej w Kalifornii mówił on, że człowiek ma ostatni przycisk, jeśli chodzi o broń jądrową, i tak samo musi go mieć, jeżeli chodzi o algorytmy.

Równocześnie nie możemy udawać, że sztuczna inteligencja nie zmienia naszego świata. Nauczycielki z mojej rodziny rozmawiały w czasie świąt o tym, że uczniowie piszą prace z pomocą ChatGPT i co z tym zrobić. Musimy ustalić jakieś reguły gry.

Jakie?

Jeśli chodzi o takie poważne cywilizacyjne zmiany, jestem zwolennikiem czekania na przepisy przyjmowane przez UE. Musimy adaptować je do naszych warunków.

Ale w Radzie Europejskiej rząd ma głos, który wpływa na kształt przepisów. I musimy opowiedzieć się np., czy jesteśmy za tym, by AI Act dawał zgodę na biometryczne rozpoznawanie twarzy w czasie rzeczywistym w miejscach publicznych.

To zagadnienie z pogranicza filozofii – ile bezpieczeństwa czy wygody, a ile kontroli. Szczerze mówiąc, nie umiem rozstrzygnąć dziś tego dylematu.

Ale poniekąd to przecież pańskie osobiste doświadczenie – był pan inwigilowany Pegasusem.

I było to bardzo bolesne przeżycie. Jak człowiek sobie uświadomi, że tacy ludzie jak Zbigniew Ziobro wiedzą, czy kłóci się z żoną, jak rozmawia z córką, co robi w toalecie czy sypialni, jakie robi badania medyczne…

Będzie pan zasiadał w komisji ds. Pegasusa?

Nie, unikam komisji śledczych. Myślę zresztą, że zostanę wezwany jako świadek.

Jakie jeszcze tematy cyfryzacyjne będą w tej kadencji na tapecie?

Czeka nas dyskusja, co zrobić z laptopami, które poprzedni rząd zaczął kupować czwartoklasistom. Jestem zwolennikiem wyposażania dzieci w sprzęt, ale nie w sposób, w jaki zrobił to PiS. Komputery rozdawano w kampanii, nie mają one żadnego oprogramowania od państwa. Wyzwaniem dla nas będzie uzupełnienie tych braków.

Narodowa platforma edukacyjna?

Czemu nie – moim zdaniem powinno być tak, że dzieciaki mają online dostęp do materiałów, które pozwalają opanować podstawę programową. Chciałbym też sprawdzić, czy te komputery nie trafiły do drugiego obiegu, czy zabezpieczenia przed sprzedażą były wystarczające.

A dla pana osobiście co jest najważniejsze?

Dyskusja o sztucznej inteligencji. Mamy dziś niewielu ekspertów w tej dziedzinie, tylko garstka polityków rozumie jej znaczenie. Widzę więc także edukacyjną rolę komisji cyfryzacji – będziemy pokazywać innym posłom i ministrom z różnych resortów, jakie widzimy zagrożenia, jakie zalety, jak można wykorzystać AI w rozwoju. Liczę na dobrą współpracę z resortami. Zresztą świetnie się stało, że wicepremier jest też ministrem cyfryzacji.

Będzie miał polityczną siłę przebicia.

Czasami po prostu trzeba podejmować szybkie decyzje, sprawnie przyjmować regulacje odpowiadające na zmieniające się warunki. I gdy ktoś ma pozycję polityczną, to – kolokwialnie rzecz ujmując – szybko ogarnia. ©℗

Rozmawiała Anna Wittenberg