Zgodnie z art. 36 ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi (Dz.U. z 2013 r. poz. 1304 ze zm. – u.m.d.m.) maksymalny limit środków, do których wysokości może być wypłacone w całym kraju wsparcie w ramach programu (gdzie rząd dopłaca do wkładu własnego), nie może w 2014 r. przekroczyć 600 mln zł.

Problem w tym, że liczba gotowych mieszkań na rynku, które mogłyby zostać kupione przez potencjalnych beneficjentów programu – w wersji optymistycznej zakładającej, że co drugie z nich spełnia parametry MdM – nie przekracza 14 tys. To zaś – przy uwzględnieniu średniej kwoty dopłat, która jest przyznawana (ok. 22 tys. zł) – daje możliwość wykorzystania do 308 mln zł – z puli 600 mln zł przeznaczonych na ten rok.

Stąd też pomysł PZFD, by w 2014 r. zwiększyć jeden ze współczynników wykorzystywanych przy kwalifikowaniu nieruchomości do rządowego wsparcia. I wyjątkowo dopuścić do programu droższe mieszkania. Dzięki temu, w opinii PZFD, udałoby się wykorzystać tegoroczną pulę w około 80 proc.

Deweloperskie zakusy hamuje jednak ministerstwo.

– Nie można zakładać, że jedynym i podstawowym celem programu MdM jest po prostu wydatkowanie w 2014 r. pełnej kwoty 600 mln zł. Głównym celem programu MdM jest bowiem pomoc gospodarstwom domowym w zakupie pierwszego własnego mieszkania w segmencie popularnym – mówi Piotr Popa, rzecznik prasowy resortu infrastruktury i rozwoju.

Dodaje, że ponieważ chodzi o środki publiczne, MdM z założenia adresuje wsparcie do segmentu mieszkań o ograniczonych ustawowo cenach i ograniczonym standardzie.

– Strona publiczna będzie dążyła do tego, aby limit na 2014 r. został wykorzystany w maksymalny możliwy sposób, uważa jednak, że metodą na rozwiązanie tej kwestii nie jest włączenie do oferty w programie MdM drogich, ponadstandardowych mieszkań – akcentuje Popa.

Co na to PZFD?

– Skoro głównym celem MdM jest pomoc gospodarstwom domowym w zakupie pierwszego własnego mieszkania w segmencie popularnym, to czy to, że w Krak0wie i Lublinie właściwie nie ma mieszkań kwalifikujących się do programu, nie oznacza, że błędnie zdefiniowano standard popularny? – pyta radca prawny Konrad Płochocki, dyrektor generalny PZFD.

Podkreśla, że na największym rynku – w Warszawie – oferta mieszkań w MdM jest właściwie jedynie na Białołęce, w Ursusie, Wawrze i Wesołej. Śladowo występuje zaś na Bemowie i w Wilanowie.

– Łącznie mieszkania w MdM nie stanowią więcej niż 15 proc. warszawskiej oferty. Czy każde mieszkanie na Pradze, Woli, Ochocie, Mokotowie, Żoliborzu jest ponadstandardowe? Nie proponujemy niekontrolowanego podwyższenia limitów, ale ich urealnienie, tak aby w każdym mieście przynajmniej ok. 25 proc. mieszkań kwalifikowało się do wsparcia – dodaje.