Piątych urodzin dożywa u nas tylko jedna trzecia nowo powstałych małych firm, czyli zatrudniających do 49 osób – wynika z najnowszych danych GUS. To zdecydowanie mniej niż w innych krajach Unii Europejskiej, gdzie pół dekady potrafi przetrwać połowa przedsiębiorstw. Przy tym w krajach skandynawskich sukces jest nawet znacznie częstszy od porażki – na przykład w Finlandii aż 64 proc. przedsiębiorstw jest nadal aktywnych po pięciu latach od zarejestrowania.

Ważne jest jednak to, że ostatni kryzys – wbrew pozorom – nie zdziesiątkował młodych firm. Przeciwnie, w okresie spowolnienia gospodarczego wiek dojrzały (czyli taki, w którym zyskuje odporność na różne zagrożenia) udało się osiągnąć nieco większej liczbie firm niż w latach prosperity. Zdaniem ekspertów to m.in. efekt boomu edukacyjnego, który przeżywamy od ponad dekady. W jego wyniku liczba osób z dyplomem uczelni zwiększyła się o niemal 80 proc. A najwięcej nowych firm tworzą osoby z wykształceniem wyższym lub pomaturalnym

Spośród 294,3 tys. małych firm utworzonych w 2008 r., a więc na początku kryzysu gospodarczego, pięć lat przetrwało 33 proc. (97 tys.) – wynika z danych GUS. To o blisko 1,5 pkt proc. więcej niż wśród przedsiębiorstw powstałych w latach 2004–2007, gdy gospodarka rozwijała się w tempie aż 5–7 proc. Co ciekawe, kryzys nie powiększył odsetka firm, które po roku od rejestracji wstrzymały działalność. Bo w czasie jego występowania, a więc w latach 2008–2013, porażkę ponosiło 22–23 proc. nowo powstałych przedsiębiorstw. Znacznie gorzej było w latach prosperity, gdy po roku działalność kończyło 29–33 proc. firm.

Zdaniem ekspertów poprawa nie jest przypadkowa. – Firmy tworzone na początku spowolnienia gospodarczego były bardziej przemyślane niż we wcześniejszym okresie, ponieważ widoczne było pogorszenie koniunktury. Stąd ich nieco większa trwałość – ocenia Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. Ponadto osoby tworzące przedsiębiorstwa są coraz lepiej przygotowane do prowadzenia biznesu. Przede wszystkim dlatego, że przedsiębiorcami zostają najczęściej osoby z wyższym lub pomaturalnym wykształceniem – np. w 2012 r. należało do nich 46,3 proc. nowo powstałych firm, a w 2004 o 9 pkt proc. mniej.

Z danych GUS wynika również, że najbardziej stabilne są młode przedsiębiorstwa zatrudniające pracowników. Wśród nowo powstałych pięć lat przeżyło w okresie kryzysu 43 proc., podczas gdy wśród niezatrudniających tylko 31 proc. Te ostatnie częściej znikają z rynku, ponieważ ci, którzy pracują na zasadzie samozatrudnienia, często gdy znajdą etat, likwidują działalność. Powód? Jednoosobowa firma, tak jak przedsiębiorstwa zatrudniające do dziewięciu osób, wbrew obiegowym opiniom nie przynosi dużych dochodów. Z ostatnich dostępnych danych wynika, że przed dwoma laty średnie wynagrodzenie w firmach osób fizycznych wyniosło zaledwie 1805 zł, czyli było prawie dwukrotnie mniejsze od przeciętnej pensji w całej gospodarce.

– Firmy zatrudniające pracowników są bardziej trwałe, bo są mocniejsze finansowo, o czym świadczy choćby to, że stać je na tworzenie etatów – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millenium. Dodaje, że z tego powodu ich właściciele mogli wcześniej zbadać rynek i ocenić ryzyko podejmowanej działalności. Ewentualne niepowodzenie wiązałoby się z poniesieniem dużych kosztów – np. w postaci odpraw dla pracowników. – Ponadto ci, którzy zatrudniają, już na starcie firmy mają często doświadczenie biznesowe, które zmniejsza możliwość porażki – podkreśla Maliszewski.

Najwięcej nowo powstałych biznesów przeżywa pięć lat w ochronie zdrowia oraz obsłudze nieruchomości i firm (46–60proc.), a najmniej w gastronomii i hotelarstwie (24 proc.). – Wysoka trwałość przedsiębiorstw w ochronie zdrowia nie dziwi, ponieważ jest to dość stabilny i przewidywalny biznes. Wprawdzie rośnie w tej branży konkurencja, ale na razie nie jest zbyt silna – twierdzi Piotr Bujak, szef zespołu prognoz makroekonomicznych PKO BP. A popyt na usługi medyczne się zwiększa, ponieważ przybywa starszych osób. Chętnie korzystają z prywatnych gabinetów, ponieważ nie we wszystkich muszą płacić z własnej kieszeni, gdyż dużo z nich funkcjonuje na podstawie kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Inaczej jest w hotelarstwie i gastronomii. Nie dość, że w tej branży występuje ogromna konkurencja, to jeszcze dla wielu przedsiębiorców nie starcza pracy na cały rok, ponieważ prowadzą działalność tylko w sezonie turystycznym. Gdy urlopowicze wyjadą, zawieszają biznes do następnego sezonu albo go likwidują, gdy uzyskali zarobek mniejszy od oczekiwań lub ponieśli stratę.

O losach nowo powstałych firm decydują też inne czynniki. Ich trwałości sprzyjało również to, że wielu przedsiębiorców korzystało ze środków unijnych i pieniędzy z urzędów pracy przy tworzeniu firm. Musieli tworzyć biznesplany, które oceniali eksperci. W rezultacie już na starcie eliminowane były te przedsięwzięcia, które nie rokowały powodzenia. Ale choć publiczne wsparcie w powstawaniu firm było duże, większość z nich (82 proc.) stworzona została ze środków własnych przedsiębiorców.

Ponadto z danych GUS można wyciągnąć wniosek, że najlepiej zostać biznesmenem mając 30–44 lata. Bo aż 45 proc. firm, których właściciele byli w tym wieku, przetrwało pięć lat – to najwięcej wśród różnych grup wiekowych.