Do podziału zostało już niespełna 13 proc. środków z tej perspektywy finansowej. Kolejne pieniądze popłyną najwcześniej w 2015 r. A to oznacza przerwę we wspieraniu naszej gospodarki unijnym kapitałem.
Do końca czerwca w ramach programów krajowych i regionalnych zakontraktowane zostało 87 proc. środków z tej perspektywy finansowej – wynika z danych resortu rozwoju regionalnego. Lekką przewagę nad województwami uzyskali dystrybutorzy programów krajowych – m.in. samo ministerstwo, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które przyznały więcej środków. Za to regiony są zdecydowanie lepsze, jeśli chodzi o nacisk na kończenie zaplanowanych inwestycji – 62 proc., o 10 pkt proc. więcej niż w programach krajowych.
Reklama

Reklama
Zarówno MRR, jak i marszałkowie województw mówią jednym głosem, że pozostałe jeszcze 13 proc. środków ma już w większości określone przeznaczenie. Trwa ich podział w zakończonych lub kończących się właśnie konkursach. Nowe są planowane już tylko na niewielkie kwoty. A to oznacza przerwę w dopływie pieniędzy, bo nadal trwają dyskusje o podziale środków z nowej perspektywy finansowej na lata 2014–2020. Naszą propozycję musi jeszcze zaakceptować Komisja Europejska. Przedstawiciele MRR przyznają, że pierwszych konkursów można się spodziewać w drugiej połowie przyszłego roku. Biorąc pod uwagę długość procedur – oceny wniosków, podpisywania umów, w końcu przygotowania inwestycji zaakceptowanych projektów – realne pieniądze popłyną do gospodarki, w tym konkretnie przedsiębiorców, najwcześniej w 2015 r.

Problem firm...

– To, że wysycha nam źródło, wyraźnie widać po inwestycjach, których tempo hamuje. I to nie tylko publicznych, ale i prywatnych. Gdy sektor przedsiębiorstw angażował do niedawna po 160 mld zł rocznie, to teraz o około 20 mld zł mniej – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka Konfederacji Lewiatan.
W efekcie inwestycje, które wspierały wzrost gospodarczy, teraz nie dokładają do niego niemal nic. – W tym i przyszłym roku wpływ kroplówki z Unii na rozwój gospodarczy będzie dużo słabszy. Gdy w najlepszych latach dodawał nam 0,7–1,3 pkt proc. do wzrostu PKB, to teraz możemy liczyć co najwyżej na 0,2–0,3 pkt proc. – uważa Jerzy Kwieciński, minister rozwoju regionalnego w Gospodarczym Gabinecie Cieni BCC, były wiceminister MRR. – Pamiętajmy, że do niedawna inwestycje dodawały nieco poniżej 20 proc. do PKB, z czego 8 pkt proc. stanowiło samo budownictwo – dodaje.
To budownictwo jest branżą, która cierpi najbardziej. – Nie tylko dlatego, że wyhamowały inwestycje drogowe i infrastrukturalne. W znacznej części trafiały do nich także środki z projektów energetycznych czy inwestycje w ochronę środowiska. W końcu zaangażowania tej branży wymaga choćby budowa każdej oczyszczalni ścieków – tłumaczy Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.
Jak wynika z danych GUS, tylko w czerwcu produkcja budowlano-montażowa skurczyła się w porównaniu z czerwcem 2012 r. o ponad 18 proc. Przy czym w przedsiębiorstwach wyspecjalizowanych we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej o 20,8 proc. W całym pierwszym półroczu, w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, produkcja budowlano-montażowa zmalała o 21,5 proc. Ale kurczy się również pozostała produkcja przemysłowa z przetwórstwem na czele – średnio o 0,4 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2012 r.
Eksperci są zdania, że inwestycje przedsiębiorstw można by pobudzić nawet w obecnej sytuacji. Jednak wymagałoby to rozszerzenia udzielanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego gwarancji de minimis na kredyty inwestycyjne albo wprowadzenia kolejnego podobnego mechanizmu. Od wiosny tego roku gwarancje przyznawane są wyłącznie do kredytów obrotowych. Zabezpieczają do 60 proc. finansowania udzielanego przez banki. Do tej pory BGK dał ich na 2,7 mld zł, co zaowocowało kredytami na 4,5 mld zł. Skorzystało z nich 12,8 tys. przedsiębiorców. Gwarancje dla kredytów inwestycyjnych pozwoliłyby przetrwać firmom okres braku dostępu do pomocy bezzwrotnej i wpłynęłyby na pobudzenie wzrostu gospodarczego.
Przez wyczerpywanie się środków z UE coraz mniej zyskuje także branża leasingowa, która w ostatnich latach udzielała pożyczek m.in. rolnikom. W sumie w ten sposób w ubiegłym roku sfinansowała aktywa za 4,3 mld zł, o 26,4 proc. więcej niż w 2011 r. To tylko dzięki tej ofercie, w ramach której można brać środki z UE, w ubiegłym roku branża nie zaliczyła spadku aktywów ogółem. W pierwszym półroczu tego roku dynamika wzrostu pożyczek wyhamowała do 20 proc., a zainteresowani obawiają się, że z braku funduszy unijnych w przejściowym okresie wyhamuje do zera.

...i problem budżetu

Z danych MRR wynika, że od początku tej perspektywy do połowy 2013 r. wypłacono w sumie nieco ponad 151 mld zł z zakontraktowanych 243 mld zł. – Biorąc pod uwagę jeszcze niepodzielone środki, oznacza to, że do wypłaty jest jeszcze ponad 100 mld zł do końca 2015 r. To może być problem dla budżetu – uważa Jerzy Kwieciński.
Na wypłaty składają się środki z UE oraz krajowe. Kwieciński szacuje, że na każdy 1 mld zł, który trafia do beneficjentów, 300–400 mln zł pochodzi ze środków państwa. – A tylko 30 proc. wydatków budżetu stanowią wydatki miękkie. To z nich trzeba będzie wyasygnować potrzebną kwotę. Tymczasem resort finansów nie zająknął się nawet, jak duże będzie to stanowiło obciążenie dla znowelizowanego budżetu. A że będzie stanowiło obciążenie, jest niemal pewne, skoro ponad 40 proc. wypłat przypadnie na ledwie 2,5 roku – podkreśla Starczewska-Krzysztoszek.

Inwestycje, które wspierały wzrost gospodarczy, teraz nie dokładają do niego niemal nic