Najważniejszy dziennik TVP pokazuje świat w bieli i czerni. W „Wiadomościach” nie ma miejsca na odcienie szarości. Na standardy i wyważone dziennikarstwo także.
27 lat temu „Wiadomości” zastąpiły w publicznej telewizji znienawidzony „Dziennik Telewizyjny”. Ale choć 18 listopada na wizji nikt nie świętował rocznicy, to widzowie serwisu coraz głośniej mówią o powrocie do niechlubnej przeszłości i propagandzie rodem z poprzedniej epoki.
Reklama

Reklama
Flagowy dziennik informacyjny publicznej Jedynki zawsze był pierwszy na liście tych programów, na których politycy jak najszybciej kładli łapę. Dlatego od lat słusznie był krytykowany za uleganie politycznym wpływom (tabloidyzację i ślepe podążanie za komercyjną konkurencją). Ręczne sterowanie i naciski zdarzały się nader często. Skandale mają na koncie wszystkie ekipy, które rządziły na Woronicza, a przykłady politycznych ingerencji nieraz wyciekały do opinii publicznej.
Teraz nic nie wycieka, zespół jest monolitem i od stycznia pokazuje widzom nową wizję świata. Propaganda „Wiadomości” nie ogranicza się do telewizyjnych laurek wystawianych politycznym mocodawcom czy pojedynczych ataków na ich wrogów. Dziennik czasów dobrej zmiany tym się różni od serwisów tworzonych za poprzednich ekip, że pokazuje zupełnie inną, spójnie skonstruowaną wizję rzeczywistości, gdzie wszystko jest czarne albo białe. Tu nie ma miejsca na półcienie.
Zwłaszcza jeśli owe półcienie mogłyby być niewygodne dla PiS.
A jak agenda
W „Wiadomościach” można dostrzec niezmienne motywy przewodnie. – To o tyle interesujące, że serwisy informacyjne nie mogą nudzić widza, muszą przedstawiać kolejne etapy relacjonowanych wydarzeń, jak ognia unikając powtórek. A tu świat rządzi się stałymi prawami. UE pozostaje w apogeum kryzysu migracyjnego, rząd niestrudzenie buduje, zaś opozycja jątrzy, zwykle wbrew społecznym potrzebom i oczekiwaniom – ocenia Witold Głowacki, dziennikarz z „Polska the Times”.
– Wizja Polski i świata według „Wiadomości” jest prosta – mówi Łukasz Szurmiński, politolog i medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego, który zajmuje się zagadnieniem propagandy. – Przez ostatnie osiem lat państwo się rozpadało, toczył je rak korupcji, więc zmęczone społeczeństwo zdecydowało o zmianie. I to jest dobra zmiana. Nowe elity naprawiają wszystko, co złe. Tylko co chwilę ktoś im w tym przeszkadza. W polityce zagranicznej wstaliśmy z kolan, a wbrew temu, co mówi opozycja, mamy dobre relacje z innymi krajami i prowadzimy aktywną politykę w Międzymorzu. A w USA mamy nowego prezydenta, który daje szansę na nowe otwarcie. Poza tym na całym świecie dochodzi do zmiany: stare elity się skompromitowały i zostaną odsunięte od koryta – recenzuje Szurmiński.
Zdaniem Michała Gajlewicza, medioznawcy ze Społecznej Akademii Nauk, elementem większego obrazu, jaki kreują „Wiadomości”, są choćby relacje z amerykańskich wyborów. – Tuż po głosowaniu nie pojawił się w „Wiadomościach” żaden materiał krytyczny wobec Donalda Trumpa. Były za to peany o pozytywnych reakcjach giełdy ma jego wybór i o jego biznesowych doświadczeniach, które mają mu rzekomo pomóc skutecznie rządzić krajem. A przecież w Rosji wynik głosowania został przyjęty owacją na stojąco, a Żyrinowski z tej okazji urządził przyjęcie. Ale tego z „Wiadomości” się już nie dowiedzieliśmy.
C jak cenzura
Na jakie tematy nie ma miejsca w „Wiadomościach”? Ich szefowa tłumaczyła w tygodniku „W Sieci”, że chodzi przede wszystkim o sprawy kryminalne, dlatego – jak mówiła – jej serwis np. nie zajął się sprawą ze Zgorzelca, gdzie ojciec i dzieci zginęli w wypadku, a matkę znaleziono martwą w mieszkaniu. – Nie chcemy takiego pokazywania zła, że ono staje się jakoś niezdrowo atrakcyjne – uzasadniała Marzena Paczuska (odmówiła DGP wywiadu). Ale nie tylko krwawe kryminałki są pomijane. Na cenzurowanym są te niewygodne dla rządu tematy polityczne. Weźmy choćby wydanie jubileuszowe z 18 listopada. Nie dowiedzieliśmy się ani o 17 zażaleniach, sprzeciwach i wnioskach o uchylenie decyzji w sprawie ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej, jakie wpłynęły do Prokuratury Krajowej, ani o tym, że Komisja Europejska zatwierdziła polskie plany dotyczące udzielenia 7,95 mld zł wsparcia na złagodzenie skutków likwidacji niekonkurencyjnych kopalń węgla. Serwis nie zająknął się na temat burzy, jaką wywołał felieton posłanki PiS, która zasugerowała, że ateistów, prawosławnych czy muzułmanów należałoby deportować z kraju.
– Nie jest tak, że oszczędzamy obecną władzę. Nie chcemy jedynie brać udziału w nagonkach – tak Paczuska odpierała zarzuty, że jej dziennikarze nie patrzą na ręce politykom PiS. Sęk w tym, że materiałów krytycznych dla rządzącego obozu w jej serwisie nie ma. Klasyczne laurki, prezentowanie pełnej rządowej argumentacji przetykane są wątłą krytyką oponentów. Ich wypowiedzi nie układają się w kontrargumentację. Nie ma mowy o balansie racji.
D jak drużyna
Z „Wiadomości” zniknęli niemal wszyscy starzy dziennikarze; nawet ci, którzy w telewizji publicznej pracowali od dekad. Z dawnych gwiazd został jedynie Krzysztof Ziemiec. Redakcyjną ekipę zaczęli zasilać głównie młodzi ludzie. Dużą część ściągnięto z TV Republika: Karola Jałtuszewskiego, Bartłomieja Graczaka, Mateusza Maranowskiego czy Jana Koraba. Korespondentem w Niemczech został Cezary Gmyz, autor tekstu o śladach trotylu na wraku rządowego tupolewa, który rozbił się koło Smoleńska. Na razie największą karierę zrobił w publicznej telewizji Klaudiusz Pobudzin, który został szefem „Teleexpressu” – zanim trafił do TVP, pracował w TV Trwam oraz w lokalnej telewizji kablowej.
Ale pojawiły się też wewnętrzne awanse. „Wiadomości” przywróciły na wizję swoją dawną twarz, Danutę Holecką, która z głównego wydania została odsunięta w 2010 r. i za prezesury Juliusza Brauna spychano ją na boczny tor. Do prowadzenia serwisu powrócił Michał Adamczyk, który w CV ma pracę m.in. korespondenta w Brukseli, wydawcy oraz gospodarza „Wydarzeń” w TV Puls. Z Katowic ściągnięto Marcina Tulickiego, a na ekranie debiutuje też w roli politycznej reporterki Ewa Bugała, dawna researcherka w TVN. To jej materiały są uznawane za jedne z najbardziej zmanipulowanych. Sławomir Matczak oświadczył publicznie, że materiały przygotowują za nią szefowie. – Nagle złapała Pana Boga za nogi. I myśli, że jest redaktorką. A za nią piszą! Biedna, tragiczna postać, która za chwilę się zdziwi – mówił o niej publicznie były dziennikarz „Panoramy”. „Tego typu ataki na młodych, niepokornych dziennikarzy, którzy nie chcą myśleć stadnie, to w III RP standard” – bronił jej portal wPolityce.pl.
To właśnie o zaszczuwaniu dziennikarzy serwisu przez środowisko i ogólnej atmosferze oblężonej twierdzy mówili na spotkaniu z KRRiT Marzena Paczuska, szefowa „Wiadomości”, oraz Jacek Kurski. Witold Kołodziejski, szef rady, wezwał ich tam po skargach, jakie napłynęły na „Wiadomości”.
E jak eksperci
Portal wPolityce.pl, który wstawił się za Bugałą, to część medialnej grupy stworzonej przez braci Karnowskich. Jacek w przeszłości kierował „Wiadomościami”, a ich obecna kierowniczka była wówczas jego prawą ręką. Michał często pojawia się w serwisie w roli komentatora, podobnie jak inni publicyści związani z wydawanym przez nich tygodnikiem „W Sieci”. Konserwatywnych publicystów w „Wiadomościach” jest więcej: możemy posłuchać Stanisława Janeckiego, byłego naczelnego „Wprost”, który w przeszłości miał doradzać Kaczyńskiemu w sprawach wizerunkowych, czy Macieja Lisickiego, redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy”.
– Nie chodzi tylko o to, że wymieniano komentatorów, bo dziennikarze zawsze mają swoje preferencje i kontakty. A o to, że materiały zostały zdominowane przez osąd jedynie prawej strony, a informacja funkcjonuje już niemal tylko w podprowadzeniu. Pokazywani są więc głównie publicyści związani z obozem władzy, którzy albo spijają sobie z dzióbków, albo – gdy mowa o tematach bardziej merytorycznych – eksperci, którzy nie wychodzą poza swoją specjalizację. Kiedy pojawia się druga strona, to na zasadzie chłopca do bicia lub listka figowego – zauważa Szurmiński.
K jak kierowniczka
„Paczka” to pseudonim Marzeny Paczuskiej, szefowej „Wiadomości”. Dla jednych bezkompromisowa antykomunistka, dla innych histeryczka i pracoholiczka. Paczuska pochodzi z Lublina, jako studentka polonistyki na KUL działała w podziemnej Solidarności. Do „Wiadomości” trafiła w latach 90. wraz z grupą konserwatywnych dziennikarzy z zaciągu tzw. pampersów. Już wtedy zajmowała się tematami politycznymi. Gdy wiatr na Woronicza zawiał z innej strony, bo władzę w kraju przejęli dawni komuniści, walczyła o utrzymanie się w telewizji. Poskarżyła się RPO, że próbuje się ją zwolnić nie z powodów merytorycznych, ale za niezależną postawę. Telewizyjne władze cofnęły jej wtedy wymówienie. W tamtych czasach publicznie twierdziła, że nie ma zamiaru robić telewizji „lokajskiej”.
Z czasem przylgnęła do niej łatka protagonistki Kaczyńskich, dziennikarze opowiadali, jak razem z Jackiem Kurskim (wtedy w PiS) montowała orędzie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2006 r. zrobiło się o niej głośno po awanturze z wypowiedzią ministra skarbu, którego zagadnięto na temat wieloletniej znajomości z prezesem PiS. Wojciech Jasiński zapytany, czy w towarzystwie Jarosława Kaczyńskiego spotykał się z dziewczynami, odpowiedział: „To akurat z Jarosławem nie”. Paczuska nie chciała tego puścić, za co została zawieszona.
Wiceszefową serwisu została w 2009 r., gdy wpływ na telewizję miał jeszcze PiS. W tamtym okresie „Wiadomości” były niezwykle krytyczne wobec ówczesnego rządu PO-PSL. Posadę straciła, gdy wspomniana koalicja wsadziła do TVP swoich ludzi, lecz pozostała w telewizji. Pracowała m.in. w redakcji programów dziecięcych, a polityką zajmowała się prywatnie na Twitterze. Jednak śladu po jej aktywności nie ma, bo „Paczka”, gdy została szefową serwisu, usunęła ponad 100 tys. wpisów.
M jak media (i Michnik)
Media i dziennikarze to oddzielny antybohater „Wiadomości” i stały punkt ich programu. Nie tylko jako źródło cytatów czy tematów, lecz jako chłopiec do bicia. W negatywnym kontekście przedstawia się jednak tylko liberalne i lewicowe tytuły. Te z mainstreamu, kreowane na popleczników elit. Manipulacji prawicowych periodyków nikt tu nie recenzuje. I dotyczy to zarówno Polski, jak i zagranicy. To liberalne media wspierały Hillary Clinton, a teraz płaczą po jej porażce, to one stoją za paszkwilami na temat Polski, to w nich o zagrożonej demokracji kłamią ci, których odcięto od państwowych dotacji. Nierzadko media obrywają zupełnie słusznie, jak w przypadku skandalicznej sytuacji w Niemczech, gdzie o napaściach seksualnych na kobiety dokonywanych przez cudzoziemców długo milczały. Ale ciągłe wałkowanie i przypominanie tego faktu przy najmniejszej okazji nie znajduje uzasadnienia.
Na polskim medialnym podwórku chłopcem do bicia jest TVN – rzadziej jednak niż „Gazeta Wyborcza”. „Wiadomości” mają na punkcie redakcji oraz dziennikarzy z Czerskiej obsesję porównywalną tylko z tą na punkcie niemieckich koncernów. Ale wydaje się, że to obsesja obopólna. Między dziennikiem TVP 1 a „GW” de facto toczy się wojna, w której ciosy wymierzane są nie tylko na wizji czy na oficjalnych łamach, lecz też poza nimi. Choćby na Twitterze. Jarosław Olechowski, reporter „Wiadomości”, nie przegapi żadnej okazji, by wbić szpilę gazecie i wytknąć jej spadki sprzedaży. „GW” opisuje przypadki nadużyć redaktora, nazywając go „żołnierzem od polityki”. „Stara się pani zohydzić dziennikarzy TVP” – pisał niedawno Olechowski w liście otwartym do Agnieszki Kublik, i odgrywał się, nazywając ją – niby w ramach cytatu – „cynglem Michnika”.
A skoro o Michniku mowa, to żaden z telewizyjnych serwisów tak często nie pokazuje założyciela „Gazety Wyborczej”. Adam Michnik gości nie tylko z uwagi na opinie, dawne wywiady, ale choćby... urodziny. Ale z materiału z okazji 70. urodzin, jaki sprezentował mu dziennik TVP 1, Michnik z pewnością nie był zadowolony, a sam materiał zaowocował kilkunastoma skargami do KRRiT. Redakcja nie zapomina też o przyrodnim bracie Adama – Stefanie Michniku, sędzi oskarżanym o zbrodnie stalinowskie. I trzeba przyznać, że powody przypominania widzom tej postaci bywają zaskakujące. Zrobiono to np. w materiale, jaki powstał w obronie kibiców drużyny narodowej w czasie Euro – zdjęcie śląskich kibiców protestujących właśnie przed domem Michnika było zwieńczeniem całości, jako dowód godnej naśladowania postawy kibiców.
N jak nagonka
Najdłuższą telenowelą w „Wiadomościach” jest spór o TK, ale takich politycznych minitasiemców jest więcej. I niekoniecznie mają informacyjne uzasadnienie. Częściej przybierają formę prymitywnej nagonki, jak w przypadku cyklu materiałów poświęconych fundacjom, gdzie z faktu, że organizacje pożytku publicznego prowadzą córki prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego oraz byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, uczyniono sensację. – Traf chce, że te cykle zdają się być – często wręcz idealnie – zsynchronizowane z aktualnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii. Nagonka na NGO zdawała się współgrać z atakami na rzecznika praw obywatelskich – zauważa Głowacki.
Przeciwko manipulacjom „Wiadomości” solidarnie zaprotestowało środowisko organizacji pozarządowych. O „Telewizji Białoruskiej Oddział w Warszawie” mówiła nieukrywająca swoich sympatii dla prawej strony sceny politycznej Kataryna, znana blogerka i prezeska fundacji, którą także zaatakowano. Igor Zalewski, który owego określenia dla TVP używa w swojej prześmiewczej rubryce, jaką prowadzi wraz z Robertem Mazurkiem „W Sieci”, nie chciał komentować tego, co obecna ekipa serwuje na ekranie. Powiedział, podobnie jak wielu dziennikarzy, których poprosiłam o recenzję „Wiadomości”, że nie ogląda telewizji.
„Wiadomościom” felieton poświęcił za to Piotr Zaremba, wiceszef „W Sieci”. Uznał, że nadawane obecnie materiały przebijają chwilami to, co widzieliśmy za czasów poprzednich prezesów TVP: Roberta Kwiatkowskiego (SLD) i Juliusza Brauna (PO). „Oni przede wszystkim chwalili swoich. Ci – piętnują i demaskują przeciwnika z wdziękiem znanym z innych szerokości geograficznych” – czytamy na portalu wPolityce.pl. Jako przykład podaje nagonkę na fundacje, gdzie nie sposób było dociec, jakie konkretnie zarzuty stawia się bohaterom materiału. „Rozpisywano to na skomplikowanych schematach niczym plan funkcjonowania mafii, ale coraz trudniej było wyłowić zarzut. Że pozyskują publiczne pieniądze? A czym się fundacje mają zajmować?” – pytał Zaremba.
Mechanizm wyjaśnia Szurmiński: – W propagandzie funkcjonuje technika tasowania kart: obok informacji sprawdzonych ustawia się przekazy dorozumiane, na zasadzie puszczania oka do widza. Wtedy nie wszystko trzeba powiedzieć wprost, można pozwolić widzowi, by sobie dopowiedział. Aby pokazać coś, co jest niezwykle interesujące, najlepiej zrobić to w formie grafiki. Widz nie będzie wnikał w szczegóły, a słupki i rysunki pozostaną mu w pamięci. Powiązania między córką prezesa TK a córką Komorowskiego w „Wiadomościach” wskazano za pomocą strzałek, całość wieńczyła animacja z monetami. Nic nie zostało powiedziane wprost, ale dorozumiany przekaz jest taki: tam musi być wałek – mówi medioznawca.
O jak oglądalność
Widzów jest mniej, lecz „Wiadomościom” udało się odzyskać palmę pierwszeństwa. Z październikowych danych Nielsena, jedynego ośrodka badań telemetrycznych, wynika, że w ciągu roku serwis stracił ponad 440 tys. widzów. Ale mimo to drugi miesiąc z rzędu udało mu się obronić pozycję lidera, zostawiając w tyle konkurencyjne „Fakty”.
Wcześniejszy triumf serwisu TVN był wielokrotnie podnoszony w mediach jako dowód nieudolności obecnej ekipy „Wiadomości”. Szefostwo TVP od dawna czyniło jednak zabiegi, by wyniki „Wiadomości” i pozostałych programów – bo spadki dotyczyły głównych anten TVP – poprawić. Obserwowaliśmy wielotygodniową wojnę z podważaniem wiarygodności badań, atakami na Nielsena, a nawet na jego szefową – z materiałem na temat Elżbiety Gorajewskiej w samych „Wiadomościach”, w którym dziennikarze szukali na prezeskę haków w jej życiorysie. Były też zmiany w ramówce – tuż przed „Wiadomościami” zaczęto pokazywać bardzo popularny turecki serial. Wraz z ostatnim manewrem, z wydłużeniem „Wiadomości” o kilka minut, co pozwoliło wliczyć widzów przełączających się zwyczajowo w tym czasie na sport i pogodę, starania przyniosły rezultaty.
P jak propaganda
Dużo chwytów wzięto z PRL – zauważa Michał Gajlewicz. – Mamy więc informacje wyjęte z kontekstu, tylko prorządowych ekspertów, ironiczne komentarze i granie obrazem. Gdy serwis chce pokazać, że marsz jest liczny, to pokazuje ludzi z lotu ptaka, w odwrotnej sytuacji stosuje zbliżenia.
Przykład relacjonowania marszów i manifestacji podaje również Szurmiński. – Zazwyczaj towarzyszy temu sonda uliczna. Tak się dziwnie składa, że duża część wypowiedzi, czy to uczestników marszu KOD, czy czarnego marszu brzmiała – delikatnie mówiąc – mało rozsądnie. A przecież różni ludzie chodzą na marsze, zarówno ci bardzo sensowni, jak i mniej. Można wyłapać jedną lub dwie najgłupsze wypowiedzi, jak w show „Matura to bzdura” na YouTube. Tylko to już nie jest dziennikarstwo – dodaje.
Obaj eksperci mówią wprost o propagandzie. Szurmiński tłumaczy, że twórcy programu poszli w kierunku manicheizmu, co jest klasyką propagandy. – Jest dobro i zło, my i oni. Większość materiałów jest zbudowana na tej zasadzie, że rząd, któryś z ministrów czy prezydent próbują coś zrobić, przeforsować, naprawić, a druga strona, jacyś oni, w tym przeszkadzają – mówi. – Są też chwile, w których w „Wiadomościach” zdaje się działać magia. Tak było na przykład wtedy, gdy na ekranach TVP masowy, ogólnopolski czarny protest przeciwko zmianom w ustawie aborcyjnej został całkowicie zrównany z niszowym białym kontrprotestem, który zaistniał w śladowej skali i tylko w mediach społecznościowych – mówi Głowacki.
W jak wróg
To może być opozycja, KOD, fundacje czy nieprzychylni artyści. Często pokazuje się, że robią to na użytek zewnętrzny – skarżą się do instytucji zagranicznych, donoszą. A już nie daj Boże robią to za cudze pieniądze. To klasyka propagandy. Takim językiem operował Gomułka, mówiąc o wrogach – mówi Szurmiński. I wylicza: w propagandzie PRL było reakcyjne podziemie, zapluty karzeł reakcji, niemieccy rewizjoniści, amerykański imperializm, potem doszedł wątek syjonistów, a w końcu opozycja. Zmieniali się przeciwnicy, a narracja była taka sama. My walczymy o pokój, próbujemy budować nowy, piękny, demokratyczny świat, ale wciąż ktoś nam tutaj przeszkadza.
Na pytanie, czy starania „Wiadomości” i telewizji publicznej przynoszą efekty, eksperci mają różne zdanie. Po pierwsze, że publiczna telewizja nie funkcjonuje w próżni, tematy przez nią pomijane ochoczo relacjonuje konkurencja. I nierzadko staje na drugim biegunie, szukając najmniejszej okazji, by uderzyć w rząd.
Jacek Wasilewski twierdzi, że dowodem na propagandowy sukces PiS wspieranego przez publiczne media są sondaże poparcia, w których niezmiennie prowadzi ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego. Szurmiński uważa zaś, że efekt może być tymczasowy i nie przesądzi o utrzymaniu społecznego poparcia, w momencie gdy rządowi podwinie się noga. – Zastanawiam się, do kogo kierowane są „Wiadomości”. Wyborców PiS nie trzeba utwierdzać w przekonaniach, bo oni się od rządu nie odwracają. Ale jest cała rzesza osób niezdecydowanych i to do nich przekaz powinien być adresowany. Nie wydaje mi się jednak, żeby udało się pozyskać tę grupę czarno-białym przekazem. Została też grupa wariatów jak ja, którzy oglądają serwis, bo uznają, że to ciekawe z socjologicznego punktu widzenia, albo traktują „Wiadomości” jak program rozrywkowy.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej