Żelki, cukierki i batoniki

Jest taki ranking, w którym Polska z roku na rok poprawia swoją pozycję i coraz bardziej zbliża się do Stanów Zjednoczonych. Niestety nie chodzi tu o wzrost poziomu dobrobytu czy też rozwoju naukowego, ale o coraz większą liczbę dzieci dotkniętych problemem nadwagi. Z danych Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że aż 28 proc. chłopców i dziewcząt w ostatnich klasach szkoły podstawowej zmaga się z nadwagą lub otyłością. Równie niepokojący jest fakt, że tempo rozwoju tego problemu w naszym kraju jest dziesięciokrotnie większe niż w przypadku USA, które uznawane były przez lata za „światową stolicę otyłości”.

Pomysłów na walkę z powyższym problemem jest kilka, jak choćby ten posłów koalicyjnego PSL-u, którzy kilka miesięcy temu zaapelowali do marszałek Sejmu Ewy Kopacz o rozpoczęcie prac nad projektem ustawy zakazującej reklamę i sprzedaż „śmieciowego jedzenia” w szkołach i przedszkolach. Projekt Ludowców znalazł już poparcie gabinetu Donalda Tuska. Nie zakłada on jednak stworzenia specjalnej listy „produktów zakazanych” (np. chipsów, żelków czy też batoników). Jego twórcy poszli natomiast w kierunku określenia maksymalnej zawartości cukrów, tłuszczów i innych wartości w produktach, które mogą być dostępne na terenach sklepików szkolnych.

Jak jednak wiadomo dzieci spędzają dużą część swojego czasu nie tylko w szkole, ale i przed telewizorem. A tam w przerwach reklamowych pomiędzy kolejnymi audycjami atakowane są często dość perswazyjnymi przekazami reklamowymi, które zachęcają ich do zakupu „napoju, który daje energię”, „czekoladowego batonika, który krzepi” oraz „żelków, które wywołują uśmiech na twarzy”. Tu do akcji wkracza Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, której przestało się podobać naginanie prawa przez telewizyjnych nadawców.

Nadawcy naruszają prawo

Kilka miesięcy temu KRRiT przeprowadziła szczegółowy monitoring dziecięcych kanałów tematycznych (MiniMini+ TeleTOON+, Nickledeon), jak również najpopularniejszych kanałów uniwersalnych (TVP1, TVP2, TV Polonia, TV4 oraz TV Plus). Wyniki badania były jednoznaczne: wszyscy nadawcy nagminnie okraszają dziecięce audycje reklamami „śmieciowego jedzenia”.

„KRRiT zwraca uwagę na ten problem, gdyż dzieci odbierają przekaz reklamowy bezkrytycznie, a zdaniem wielu ekspertów szczególnie niewskazane jest spożywanie w nadmiernych ilościach reklamowanych produktów przez osoby małoletnie, które po pierwsze są w fazie rozwojowej, a po drugie w tym okresie kształtują swoje nawyki żywieniowe. W ocenie ekspertów spożywanie nadmiernych ilości produktów zawierających dużo tłuszczu, soli i cukru skutkuje niewłaściwą dietą polskich dzieci” - mówi Krzysztof Luft, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Nie mam tu jednak do czynienia jedynie z problemem społecznym, ale i prawnym. KRRiT wskazuje bowiem na fakt, że reklamowanie niezdrowej żywności przez nadawców stanowi naruszenie artykułu 16b ust 3a ustawy o radiofonii i telewizji, z godnie z którym audycjom skierowanym do najmłodszych nie powinny towarzyszyć przekazy reklamowe dotyczące produktów niewskazanych w codziennej diecie. W związku z tym kilka dni temu, przewodniczący KRRiT, Jan Dworak, skierował do TVP, Polsatu, TV Plus, nC+ oraz Viacom International Media Networks żądanie złożenia wyjaśnień w tej sprawie.

Audycjom dla dzieci nie powinny towarzyszyć przekazy handlowe dotyczące artykułów spożywczych lub napojów zawierających składniki, których obecność w nadmiernych ilościach w codziennej diecie jest niewskazana.
Art. 16b ust 3a ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji 

Jednocześnie KRRiT poprosiła o wykonanie specjalistycznej ekspertyzy, która zbadałaby wpływ reklam wybranych produktów spożywczych na zdrowie dzieci. „Zagrożeniem utrudniającym prawidłowe kształtowanie zachowań żywieniowych dzieci i młodzieży jest promowanie żywności typu fast food, napojów energetyzujących, prezentowanych jako produkty niezbędne, aby być „energetycznym” i zdolnym do wszelkich wysiłków, również związanych z nauką, napojów gazowanych, które jako jedyne ugaszą pragnienie, czy batoników, które pozwolą „zdobywać góry” – czytamy w dokumencie przygotowanym przez prof. Małgorzatę Kozłowską-Wojciechowską z Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. Z ekspertyzy wynika również, że reklamy „śmieciowego jedzenia” nie tylko prezentują te produkty jako najlepsze, najsmaczniejsze i najfajniejsze, ale jednocześnie nie informują o tym, że spożywanie takiego jedzenia w nadmiarze może w bezpośredni sposób prowadzić do nadwagi i otyłości.

Zdrowe czy niezdrowe?

Nadawcy staną więc wkrótce przed dwoma problemami. Pierwszym z nich jest groźba kar finansowych ze strony KRRiT, w wypadku, gdy nie zaniechają reklamowania „śmieciowego”. Drugim – oczywistym – byłby znaczny spadek wpływów reklamowych, gdy do nakazu Rady jednak się nie zastosują.

Jest jednak problem trzeci, o którym w rozmowie z serwisem Press mówił wczoraj rzecznik Telewizji Polskiej, Jacek Rakowiecki. Chodzi o brak jednoznacznych uregulowań w kwestii tego, co „śmieciowym jedzeniem jest”, a co nie. Rakowiecki uważa za niezbędne stworzenie określonego katalogu zaleceń i limitów, które doprecyzowałyby niejednoznaczne sformułowanie o „nadmiernych ilościach” z art. 16b ustawy o radiofonii i telewizji.

Wydaje się, że dobrą drogą byłoby przyjęcie rozwiązań ze wspomnianego już poselskiego projektu dotyczącego zakazu sprzedaży „śmieciowego jedzenia” w sklepikach szkolnych. Innym możliwym rozwiązaniem jest samoregulacja środowiska.

Od jakiegoś czasu KRRiT współpracuje z Radą Reklamy i zrzeszonym w niej Związkiem Producentów Żywności w zakresie ograniczenia zjawiska umieszczania reklam niezdrowej żywności w audycjach kierowanych do dzieci. Jednym z efektów tej współpracy jest przygotowywany przez Radę Reklamy Kodeks Dobrych Praktyk, który zakładałby wyeliminowanie „śmieciowego jedzenia” z audycji dedykowanym dzieciom do 12 roku. Wstępnie chęć przyjęcia takich regulacji wyraziła TVP.