Poszkodowany likwidujący szkodę komunikacyjną z polisy OC ma prawo sam wybrać zakład naprawczy – orzekł Sąd Rejonowy w Dzierżoniowie. Dlatego ubezpieczyciel nie może wypłacać odszkodowania według uśrednionej stawki rynkowej. Swoim orzeczeniem sąd nakazał przedsiębiorcy wypłatę różnicy między kwotą wypłaconą a rzeczywiście poniesionymi przez powódkę kosztami.
Sprawę wytoczyła spółka prowadząca zakład naprawczy, która nabyła od poszkodowanej wierzytelność względem ubezpieczyciela. Z wskazanych na fakturach ponad 4,5 tys. zł kosztów naprawy ubezpieczyciel wypłacił jednak zaledwie 2,6 tys. zł. Dlatego też spółka wniosła o zasądzenie na jej rzecz różnicy. Podkreśliła, że przekazała pozwanemu faktury potwierdzające poniesione koszty.
Reklama

Reklama
Ubezpieczyciel przekonywał natomiast, że roszczenie jest niezasadne. Wyjaśnił, że w wycenie zaniżył wartość części zamiennych o 50 proc., ponieważ w dokumentach brakowało faktur potwierdzających wykorzystanie w naprawie części oryginalnych. Dodatkowo uznał, że stawki godzinowe pracy blacharza i lakiernika są zbyt wysokie w porównaniu do średnich rynkowych, a okres najmu pojazdu zastępczego był zbyt długi.
Z taką argumentacją nie zgodził się sąd. „(...) Przy szkodach rozliczanych w ramach OC brak jest podstaw prawnych, aby wysokość odszkodowania ustalana była w oparciu o uśrednione stawki, albowiem prowadziłoby to w efekcie do oceny danej sytuacji w ujęciu abstrakcyjnym, a nie w odniesieniu do konkretnej naprawy” – wskazał. I przypomniał o zasadzie wypłaty pełnego odszkodowania, zawartej w art. 361 par. 2 kodeksu cywilnego.
Wyjątkową sytuacją jest wykorzystanie stawek zbyt wygórowanych, ale to każdorazowo ocenia się na podstawie opinii biegłego. W takich przypadkach można nawet przedstawić poszkodowanemu zarzut przyczynienia się do zwiększenia rozmiarów szkody. W tym przypadku sąd uznał jednak, że stawki wskazane na fakturach są odpowiednie. Ze względu na wyposażenie zakładu i zakres świadczonych usług cena wyższa o ok. 30 zł od średnich w pobliskich zakładach nie jest znaczna.
W odniesieniu do części zamiennych nietrafionym było też powoływanie się na brak dokumentów potwierdzających ich oryginalność. Z opinii biegłego wynikało bowiem, że na rynku dostępne są wyłącznie markowe części do naprawianego modelu auta.
W zakresie okresu najmu pojazdu zastępczego ubezpieczyciel wskazywał z kolei, że szkoda wymagała 4 dni naprawy, a nie 10. W jego ocenie technologiczny czas naprawy wynosił 2 dni, a kolejne dwa powinny być przeznaczone na kwestie organizacyjne. Opierając się na opinii biegłego, sąd wskazał jednak, że na naprawę należało przeznaczyć 3 dni. Kolejne były konieczne ze względu na opieszałość ubezpieczyciela, który zbyt długo zwlekał z odpowiedzią na e-maila z kosztorysami przedstawionymi przez spółkę. Należało też wziąć pod uwagę dni wolne od pracy.
Dochodzoną przez warsztat kwotę sąd pomniejszył więc jedynie o nieco zawyżoną wycenę części i kazał ubezpieczycielowi dopłacić 1,6 tys. zł.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Rejonowego w Dzierżoniowie, sygn. akt V GC 1007/13. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia