60 proc. zatrudnionych w kopalniach jest zdania, że stanowią grupę najbardziej uprawnioną do wsparcia finansowego. Nie chcą żadnej rewolucji, bo nie są przekonani, że znajdą inną pracę – jedynie 3 proc. z nich jest pewnych swoich kwalifikacji poza górnictwem.

Przy tym wizja utraty zatrudnienia powoduje u nich lęk większy niż ryzyko wypadku pod ziemią. Za pogorszenie swojej sytuacji obwiniają przede wszystkim Unię Europejską, a zaraz potem PO, rząd i PiS.

Instytut Jagielloński zlecił pracowni Kantar Public badanie wśród śląskich górników, ich partnerek oraz mieszkańców miejscowości takich jak Ruda Śląska, Brzeszcze, Rybnik, Jastrzębie, Bieruń, Libiąż, Mysłowice i Czechowice-Dziedzice. Wynika z nich m.in., że aż 88 proc. z nich uważa, że odejście Polski od węgla to zły pomysł i aż 43 proc. nie widzi możliwości zatrudnienia w najbliższej okolicy poza sektorem wydobywczym. Co ciekawe, aż 33 proc. górników identyfikuje się z poglądami lewicowymi, choć na Lewicę chce głosować tylko 4 proc.

Reklama

Zazwyczaj górnicy i ich partnerki są zgodni w odpowiedziach, co świadczy o tym, że rodziny górnicze trzymają się blisko. Ale są też pewne zaskakujące różnice w preferencjach politycznych – partnerki górników częściej popierają Prawo i Sprawiedliwość – na tę partie zagłosowałoby 21 proc. górników i aż 31 proc. ich partnerek. Są też jeszcze bardziej sceptyczne co do możliwości znalezienia pracy poza górnictwem przez ich partnerów niż oni sami – aż 52 proc. nie widzi takiej szansy w najbliższej okolicy.

Nieco inaczej myślą niezwiązani z sektorem mieszkańcy górniczych ośrodków – 27 proc. z nich uważa, że dla Śląska korzystniejsza jest transformacja i unijne pieniądze niż sprzeciw wobec Unii i obrona węgla. Podobne zdanie ma tylko 11 proc. górników i 10 proc. ich partnerek.

Reklama

Jeśli już górnicy mieliby zmienić pracę, to najbardziej atrakcyjne byłoby dla nich zatrudnienie w budownictwie, transporcie albo wydobyciu (po ok. 30 proc. wskazań). W swojej pracy najbardziej cenią zarobki (70 proc.), następnie bliskość miejsca zatrudnienia (45 proc.), a także korzystne warunki przejścia na emeryturę (43 proc.). Jest to zrozumiałe, bo 72 proc. górników jest w wieku 30–49 lat, a więc w zależności od tego, jak długo będą działać kopalnie, skorzystają z tych dobrych warunków lub nie – tłumaczą badacze.

Mimo to górnicy zasadniczo nie polecają swojego zajęcia, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo pracy, jej wpływ na zdrowie oraz przyszłość branży – tzw. wskaźnik NPS (mówiący o tym, czy poleciliby swoim znajomym taką pracę) wynosi w tych kategoriach co najmniej minus 70 proc., co zdaniem badaczy jest wynikiem niespotykanie pesymistycznym. Jednak nadal – zapewne ze względu na niską wiarę we własne kwalifikacje poza górnictwem (47 proc. uważa, że nie stwarzają one możliwości innej pracy) – bardziej boją się stracić pracę niż ucierpieć w wypadku pod ziemią. Utrata pracy jest silną obawą, zarówno wśród górników (37 proc.), jak i wśród ich rodzin (33 proc. partnerek), podczas gdy możliwość doznania wypadku w pracy jest wymieniana przez 30 proc. górników oraz 32 proc. partnerek.

– Badania sondażowe przeprowadzone wśród górników miały pomóc w odpowiedzi na pytania o to, czego pracownicy kopalni oczekują od rządzących i jakie mają przekonania, potrzeby i obawy. To może pozwolić na wypracowanie elastyczniejszych rozwiązań prowadzących do realnej transformacji energetycznej na Śląsku. Przedstawione w sondażu obawy, kierowane przez górników, mogą pozwolić na wypracowanie zachęt do przebranżowienia, dając realną perspektywę dobrze płatnej pracy w innych zawodach – mówi DGP Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem z punktu widzenia państwa lepiej dopasowane rozwiązania mogą przyspieszyć transformację i odejście od węgla „z poszanowaniem pracy prawie 80 tys. górników”. – To z kolei istotny argument w negocjacjach Warszawy z Brukselą – podkreśla.

W związku ze swoimi obawami (62 proc. obawia się utraty pracy) górnicy uważają, że są grupą, która jest najbardziej uprawniona do wsparcia. Na siebie wskazuje 60 proc. z nich. Na drugim miejscu wskazano medyków, a na trzecim – drobnych przedsiębiorców. Jako potrzebne wsparcie najczęściej wymieniają propozycję zatrudnienia w innym miejscu (64 proc.), przyspieszone względem obecnych warunków emerytury (43 proc.), tymczasowe dopłaty do pensji pracowników (36 proc.) oraz kursy i szkolenia (31 proc.).

Choć 65 proc. uważa, że górnictwo jest dotowane przez państwo, to górnicy zgodnie twierdzą, że jest ono nadal potrzebne. Wskazują jednak, że najbardziej jest potrzebne samemu Śląskowi (97 proc. badanych) i górnikom (96 proc.). Polska wymieniana jest przez 85 proc. pracowników kopalń, natomiast Unia Europejska – przez niewiele ponad połowę.

Za sytuację branży górnicy winią w kolejności wskazań: Unię Europejską, Platformę Obywatelską, rząd i Prawo i Sprawiedliwość. Natomiast pośród podmiotów, które ich zdaniem poprawiły ich sytuację, wymienili innych górników, społeczności lokalne w miejscowościach górniczych, związki zawodowe, rodzinę oraz samorządy i władze lokalne.

Jednocześnie jednak liderom związkowym ufa tylko ok. 30 proc. badanych górników, a aż 41 proc. z nich przyznaje, że związki kierują się przede wszystkim własnym interesem, a nie całego górnictwa.

Jeszcze gorzej oceniono polityków. Szymonowi Hołowni ufa 21 proc. górników, Mateuszowi Morawieckiemu – 15 proc., Jerzemu Buzkowi i Beacie Szydło – po 14 proc., Jarosławowi Kaczyńskiemu – 13 proc., Grzegorzowi Schetynie – 11 proc. To zdaniem badaczy wyraz tego, że górnicy czują się zdradzeni przez kolejny rząd i skłaniają się ku nowym postaciom na scenie politycznej. Na Polskę 2050 Szymona Hołowni zagłosowałoby jednak 20 proc. górników, mniej niż na PiS (21 proc.). Tylko 11 proc. oddałoby swój głos na Koalicję Obywatelską.

Czy należy odejść od wydobycia węgla na Śląsku?

43 proc. górników nie widzi możliwości zatrudnienia w okolicy poza branżą