Gazprom nie będzie mógł korzystać z pełnej przepustowości gazociągu OPAL. Decyzja Sądu UE utrudnia rosyjskie plany zmonopolizowania europejskiego rynku gazu.
– Mam wrażenie, że po raz pierwszy zasada solidarności energetycznej nabrała materialnego znaczenia, a nie jest tylko pustosłowiem – komentował wyrok prezes PGNiG Piotr Woźniak. Decyzja wzbudziła w Warszawie entuzjazm, bo wcale nie było pewne, czy sąd zdecyduje zgodnie z polskim interesem. Ograniczenie możliwości wykorzystania gazociągu Opal przez Gazprom zostało uzasadnione właśnie zasadami solidarności energetycznej.
Sam Opal to lądowe przedłużenie gazociągu Nord Stream I. Rosyjski gaz wpływa na terytorium Niemiec od strony Bałtyku i płynie wzdłuż granicy z Polską aż do granicy z Czechami, skąd może być dalej rozprowadzany po Europie Środkowo-Wschodniej. Ponieważ Opal znajduje się całkowicie na terytorium UE, to na podstawie unijnych przepisów antymonopolowych Gazprom mógł korzystać tylko z połowy pełnej przepustowości gazociągu, co ograniczało użycie całego Nord Stream. W 2016 r. Bundesnetzagentur, regulator niemieckiego rynku energii, wydał zgodę na wykorzystanie przez Gazprom pełnej przepustowości, a Komisja Europejska zgodziła się w tym przypadku na odstępstwo od obowiązujących w UE reguł. Tę decyzję Komisji Polska przy wsparciu Litwy i Łotwy zaskarżyła do TSUE.
Reklama
Wczorajszy wynik oznacza, że Gazprom będzie musiał natychmiast zmniejszyć ilość przesyłanego przez Opal gazu. – Gazprom powinien zmniejszyć przesył gazu Nord Stream I i OPAL o 12,4 mld m sześc. – mówił wczoraj Piotr Woźniak.
– Polska zwyciężyła spór z rosyjskim Gazpromem – komentuje w rozmowie z DGP Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu Biznes Alert. Ekspert zwraca uwagę, że zasady solidarności energetycznej w końcu wchodzą w życie. – To oznacza, że solidarnie działamy na rzecz wspólnego bezpieczeństwa dostaw gazu, nie patrząc tylko i wyłącznie na indywidualne interesy firm czy poszczególnych państw. Bo rzeczywiście z punktu widzenia Gazpromu większe wykorzystanie Opal było racjonalne – tłumaczy.

Reklama
Jakóbik zwraca uwagę na konsekwencje wczorajszego wyroku dla naszego regionu. – Im więcej rosyjskiego gazu będzie sprowadzanego na terytorium Niemiec, tym trudniej będzie w Europie Środkowo-Wschodniej rozwijać alternatywne dostawy. A przecież polityka dywersyfikacji źródeł dostaw do Europy zakłada właśnie szukanie nowych źródeł – ocenia ekspert.
Na decyzję Sądu UE czekały również władze Ukrainy. Politycy tego kraju wielokrotnie alarmowali, że po przeniesieniu tranzytu gazu z terytorium ich kraju do nitek Nord Stream I i II Rosja będzie mogła jeszcze bardziej destabilizować sytuację nad Dnieprem. – Ten wyrok oznacza, że przez Opal popłynie mniej gazu, a w konsekwencji przesył całego Nord Stream 1 zmniejszy się o kilkanaście mld m sześc. To są takie ilości, że fizyczne wyłączenie tranzytu przez Ukrainę zostało bardzo utrudnione, o ile w ogóle jest jeszcze możliwe – ocenia Jerzy Dudek, prawnik i ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego w zakresie energetyki.
Ekspert zwraca uwagę na dalsze scenariusze postępowania w sprawie gazociągu Opal. Decyzja została uchylona przez sąd pierwszej instancji i można się od niej oczywiście odwołać. W ciągu następnych dwóch miesięcy okaże się, czy Komisja zdecyduje się na taki krok. O tym zdecydują służby prawne, ale czynnik polityczny odegra ważną rolę. Zobaczymy, czy decyzja zostanie pozostawiona nowej estońskiej komisarz i pochodzącej z Niemiec szefowej Komisji. Apelacja może być dla Komisji bardzo niezręczna, a pod nowym, niemieckim przewodnictwem, jeszcze bardziej – komentuje Jerzy Dudek.
Kandydatką do objęcia teki energii jest Estonka Kadri Simson. – Teka energii trafia w ręce przedstawicielki państw bałtyckich, które w kwestii bezpieczeństwa energetycznego mają wrażliwość zbliżoną do polskiej – twierdzi ekspert.
Wczorajsza decyzja Sądu UE może się stać podstawą do kolejnych sporów sądowych, w których będzie można kwestionować naruszenie zasady solidarności. – Również Nord Stream 2 będzie miał odnogę na terytorium Niemiec, gazociąg Eugal. I prawdopodobne jest, że Rosjanie także w tym przypadku będą próbowali wyłączyć gazociąg spod regulacji antymonopolowych – uważa Wojciech Jakóbik z portalu Biznes Alert.

OPINIA

Gazprom nie ma pola manewru

Grzegorz Kuczyński, ekspert Warsaw Institute
Wyrok uderza w koncepcję budowy w Niemczech gazowego hubu, z którego rosyjski surowiec trafiałby do całego regionu. Lądowe magistrale, OPAL i projektowany EUGAL są równie ważne, jak sam Nord Stream 2. Nie wystarczy bowiem dostarczyć łącznie 110 mld m sześc. gazu (Nord Stream 1 i 2) na niemiecki brzeg. Trzeba surowiec jeszcze rozprowadzić. Gazu będzie dużo więcej, niż potrzebują Niemcy, a nadwyżka ma być eksportowana do Czech, Słowacji czy Węgier. Wyrok unijnego sądu poważnie ogranicza te możliwości.
Gazprom nie ma za bardzo pola manewru. Może oczywiście wykorzystać lobbystów w Brukseli, aby KE złożyła odwołanie. Problem w tym, że musi być ono ograniczone do kwestii prawnych. Po drugie zaś w nowej KE będzie Rosjanom trudniej budować wpływy. Jest też drugi aspekt orzeczenia: znacznie osłabiło ono pozycję negocjacyjną Gazpromu ws. tranzytu gazu przez Ukrainę. Obecna umowa wygasa z końcem roku. Teraz Rosjanie nie będą mogli szantażować Kijowa wstrzymaniem tranzytu, bo tracą możliwość przesyłania surowca alternatywnym szlakiem przez Niemcy.