To szef resortu przedsiębiorczości i technologii może zająć się drugą nowelizacją dokumentu zamrażającego ceny energii – ustalił DGP. Bruksela z przepisów wciąż nie jest zadowolona.
ikona lupy />
DGP
Maj – taki termin na domknięcie negocjacji z Komisją Europejską i pełne wdrożenie ustawy uchwalonej 28 grudnia 2018 r. zapowiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski. Nasze źródła w DG Energy (Dyrekcja Generalna ds. Energii Komisji Europejskiej) przekonują jednak, że na razie nie ma żadnego kompromisu, a stanowiska obu stron od ostatniej nowelizacji ustawy w lutym wcale się nie zbliżyły.
– Problemem jest ustalona sztywno cena energii na poziomie z 30 czerwca 2018 r. nie tylko dla wrażliwych odbiorców, a dla wszystkich bez wyjątku. To nieakceptowalne – słyszymy w Brukseli.
Dlatego, jak ustaliliśmy, do akcji ma wkroczyć Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii. Dotychczas zajmowała się ona inną ustawą dotyczącą rekompensat za prąd – dla przedsiębiorstw energochłonnych. Tu kontrowersji nie ma: UE dała zielone światło na takie działania wszystkim krajom członkowskim. Jeśli nic się nie zmieni, to dziś projektem przepisów ma się zająć Stały Komitet Rady Ministrów.
Nie ma jednak ostatecznej decyzji o tym, że „ustawa Emilewicz” zostanie połączona z „ustawą Tchórzewskiego”. Oznaczałoby to, że niebudzące zastrzeżeń zapisy o rekompensatach dla podmiotów energochłonnych znalazłyby się w jednym akcie z wyrównaniami dla pozostałych odbiorców, które wciąż są nieakceptowalne w Brukseli. Efekt: kolejne oddalenie w czasie dopłat do wysokich rachunków (wyjątkiem są odbiorcy indywidualni, którzy płacą nawet mniej niż w 2018 r.).
A zegar tyka – rząd chce zrobić wszystko, by zamknąć sprawy prądowe przed euro wyborami. Jeśli to się nie uda, sprawa odwlecze się do momentu wyłonienia nowej Komisji Europejskiej. To może sprawić, że decyzje, czy przepisy zostaną notyfikowane przez Brukselę, mogą się zbiec z polskimi wyborami parlamentarnymi.
– A tego chcemy uniknąć jak ognia – twierdzą nasi rozmówcy z Prawa i Sprawiedliwości.
Jak ustalił DGP, Jadwiga Emilewicz ma na swoje działania zielone światło od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Ma także gotowy plan uporządkowania „ustawy Tchórzewskiego”.
„MPiT przygotowało projekt ustawy o systemie rekompensat dla sektorów i podsektorów energochłonnych. W najnowszej wersji projektu ustawy przewidziana została regulacja, dostosowująca ją do zmian z 28 grudnia 2018 r. (ustawa prądowa). W efekcie o przyznanie rekompensat dla energochłonnych będą mogły ubiegać się wyłącznie podmioty, które nie skorzystały z mechanizmów przewidzianych w ustawie z 28 grudnia 2018 r.” – czytamy w odpowiedzi na pytania DGP.
Resort przekonuje, że obydwa systemy wsparcia będą mogły funkcjonować autonomicznie, jednak według naszych rozmówców ustawy de facto zostaną scalone.
Ministerstwo Energii uspokaja, że jest w stałym kontakcie z KE w sprawie ustawy „o cenach prądu”.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jest prawie pewne, iż zgodnie z tym, co zauważył minister Tchórzewski, rekompensaty energetyczne dla małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) mogą być uznane przez KE za niedozwoloną pomoc publiczną. Dlatego właśnie najprawdopodobniej w nowelizacji zamrożona cena z ubiegłego roku obejmie gospodarstwa domowe i samorządy, a MSP już nie – dzięki temu zniknie zapis sztywnej ceny dla wszystkich.
Sytuację MSP komplikują jeszcze opłaty za rynek mocy. Ta grupa zapłaci bowiem najwięcej. Opłata mocowa wejdzie w życie od 2021 r.
Rynek mocy to mechanizm pozwalający państwu płacić producentom energii nie tylko za realne wytwarzanie, lecz także gotowość do niego w szczycie, czyli nowe moce.
– Wobec płynących z Brukseli sygnałów o możliwym sprzeciwie wobec rozwiązań z ustawy prądowej trzeba powiedzieć, że rząd znalazł się w sytuacji nie do poza zdroszczenia. Minister Tchórzewski sam już przyznaje, że w kontekście gwarancji ceny dla przedsiębiorców mamy do czynienia z pomocą publiczną, a co za tym idzie również z ryzykiem jej zwrotu, jeżeli mechanizm ustawowy zostanie przez Komisję zakwestionowany – mówi DGP Jan Sakławski, radca prawny, partner w kancelarii Brysiewicz & Wspólnicy. – Z drugiej strony oczekiwania odbiorców końcowych, w szczególności przemysłu, rozbudzone są na tyle, że nie zadowoli ich już jakiekolwiek rozwiązanie, które będzie stanowiło krok w tył – zauważa.
10 grudnia, gdy minister Tchórzewski prezentował pierwszy projekt ustawy prądowej, zapewniał, że nie ma zagrożenia niedozwolonej pomocy publicznej, bo nie jest to pomoc dla spółek energetycznych, a dla odbiorców indywidualnych oraz małych i średnich firm. – Ponad 90 proc. tych ostatnich nie wyczerpało limitów pomocy publicznej na 2017 i 2018 r. – mówił wówczas Tchórzewski.
Dodatkowy problem związany z ustawą prądową polega na tym, że wciąż nie ma do niej aktów wykonawczych. Czy w związku z pogłębiającym się chaosem najpierw doczekamy się rozporządzeń, czy jednak drugiej nowelizacji ustawy prądowej? To drugie rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne.
– Wydanie rozporządzenia skonkretyzuje oczekiwania odbiorców, a to oznacza ryzyko pozwów i wniosków o stwierdzenie sprzeczności z konstytucją, jeżeli rządzący próbowaliby się potem ze swoich obietnic wycofywać. Być może dobrym rozwiązaniem byłby powrót do ograniczenia podmiotowego gwarancji ceny, ale wydaje się, że byłoby to wątpliwie z perspektywy konstytucyjnej ochrony praw nabytych – tłumaczy Sakławski. – Każda nowelizacja ustawy będzie się wiązała z koniecznością zaktualizowania rozporządzenia i w tej sytuacji rząd będzie musiał zmierzyć się z oczekiwaniami tych, dla których wsparcie może ulec zmniejszeniu. Z tego wniosek, że rząd świadomie gra na zwłokę z rozporządzeniem, skoro już wiemy, że KE oczekuje nowelizacji – dodaje.
Prawnik przyznaje także, że w likwidacji zamieszania nie pomagają różnice zdań pomiędzy Ministerstwem Energii a resortem przedsiębiorczości. Jest on efektem niespójności rozwiązań ustawy cenowej z projektem ustawy o rekompensatach dla przedsiębiorstw energo chłonnych. Ten ostatni powstawał od kilku lat pod patronatem Emilewicz.
Jak ustalił DGP, kolejna nowelizacja ustawy prądowej mogłaby przejść ścieżkę legislacyjną jako projekt poselski. To szybsze rozwiązanie. Nie wymaga opiniowania ani konsultacji.
PiS chce sprawy prądowe zamknąć przed eurowyborami