Janusz Palikot zapewnia, że połączenie ZUS z KRUS przyniesie budżetowi oszczędności w wysokości miliarda, a może nawet dwóch. Jak to policzył? Nie wiadomo. W szczegóły bowiem nie wnika, a szkoda. Pomysł wydaje się racjonalny. Tym bardziej że jeszcze 21 lat temu ubezpieczeniami rolników zajmował się właśnie jeden z departamentów ZUS.
Kasa Rolniczych Ubezpieczeń Społecznych jako zupełnie oddzielna instytucja powstała dopiero w 1991 r., w czasach, w co dziś trudno uwierzyć, gdy za budżet odpowiadał wicepremier Leszek Balcerowicz. Pod hasłem, że rolnicy stali się największymi ofiarami transformacji, zaczęto budować system coraz większych przywilejów.
Najpierw więc bez żadnych argumentów merytorycznych nadzór nad KRUS przekazano ministrowi rolnictwa. ZUS, co logiczne, kontroluje minister pracy. Oba systemy ubezpieczeniowe zaczęły się coraz bardziej rozjeżdżać. Nie tylko dlatego że do emerytur rolniczych państwo dopłaca ponad 90 proc., czyli około 16 mld zł rocznie. Także dlatego że oba systemy, dotyczące obywateli jednego kraju, zaczęły się kierować odmienną logiką. ZUS zaczęto reformować, KRUS – coraz bardziej psuć. Zawsze wtedy gdy PSL był członkiem koalicji rządzącej.