Co ciekawe, już dziś najwięcej zwolenników reformy jest wśród osób, które zarabiają powyżej 2,5 tys. zł netto. W tej grupie ponad 33 proc. nie widzi nic złego w obowiązku pracy do 67. roku życia. Natomiast wśród tych, którzy dostają 500 – 1000 zł netto, przeciwnikami reformy jest aż 82 proc. – Trudno im się dziwić, bo wielu młodych zarabia dziś równowartość płacy minimalnej i pracuje na tzw. umowach śmieciowych – mówi prof. Marek Góra, ekspert ds. emerytalnych. Dodaje, że dla tych osób argumenty typu „dłużej będziesz pracować, to dostaniesz wyższe świadczenia” to czysta abstrakcja. – Nie płacą składek emerytalnych, więc nie oszczędzają na starość – zauważa prof. Góra.

Potwierdzają to badania StudentSwatch, z których wynika, że tylko 16,4 proc. Polaków pomiędzy 18. a 30. rokiem życia ma indywidualne konto emerytalne, a 35,7 proc. odkłada nie więcej niż 500 zł miesięcznie.

Jednocześnie, jak przekonują eksperci, to właśnie młodzi będą największymi beneficjentami podwyższenia wieku emerytalnego.

– W miarę jak zmniejszać się będą wydatki na świadczenia emerytalne i rentowe, więcej pieniędzy będzie przeznaczane na młodych – przekonuje prof. Góra. Z analiz rządowych wynika, że w 2014 r. na podwyższeniu wieku emerytalnego budżet zaoszczędzi 100 mln zł, w 2016 r. – 4,3 mld zł, a w 2020 r. oszczędności wyniosą już 13 mld zł. Część z tych środków powinna trafić do młodych np. w postaci dodatków prorodzinnych czy dopłat do mieszkań.

Na razie jednak młodym podniesienie wieku emerytalnego kojarzy się głównie z większą konkurencją na rynku pracy – prawie 55 proc. z badanych uważa, że późniejszy czas przechodzenia na emeryturę dzisiejszych 40- czy 50-latków dla tych młodszych oznacza większe problemy ze znalezieniem pracy.

2020 rok do tego czasu ma zakończyć się wydłużanie wieku emerytalnego dla mężczyzn do 67 lat

2040 rok wówczas ma przejść na emeryturę w wieku 67 lat pierwszy rocznik kobiet