Kwestie ekologiczne często wskazywane są jako priorytetowe w sondażach. Ale czy mogą przełożyć się na decyzje przy urnie?
Niedzielne wybory lokalne w Hamburgu, których efektem będą najprawdopodobniej rządy „czerwono-zielonej” koalicji, raczej nie są zapowiedzią przyszłego układu politycznego na poziomie federalnym. Ale potwierdziły znaczenie Zielonych jako drugiej siły politycznej w Niemczech (poparcie dla Zielonych w całym kraju, podobnie jak w Hamburgu, sięga dwudziestu kilku procent), z potężną bazą zwłaszcza wśród młodych wyborców. Zieloni coraz częściej uważani są przy tym przez wyborców za ugrupowanie kompetentne nie tylko w odniesieniu do kwestii związanych z ochroną środowiska, lecz także gospodarki. Ich dobre wyniki są też sygnałem rosnącego znaczenia kwestii klimatycznych dla niemieckich wyborców.
Wskazują na to m.in. wyniki sondażu exit poll z Hamburga. Prawie 80 proc. badanych określiło w nim politykę klimatyczną jako bardzo istotny (35 proc) lub istotny (44 proc.) czynnik dla decyzji wyborczej. Rządząca Hamburgiem koalicja Zielonych i socjaldemokratów przed wyborami przyjęła cel neutralności klimatycznej miasta do 2050 r., a do 2030 r. – redukcji emisji CO2 o 55 proc. (względem 1990 r.). Jeszcze trzy lata temu udział węgla w lokalnym miksie energetycznym wynosił 85 proc. Wyrazem znaczenia kwestii ekologicznych była 10-tysięczna manifestacja młodzieżowego ruchu klimatycznego z udziałem Grety Thunberg, która odbyła się w Hamburgu w przedwyborczy piątek.
Reklama
Na rosnące znaczenie kwestii klimatycznych dla europejskich wyborców wskazują wyniki sondażu Europejskiego Banku Inwestycyjnego i pracowni BVA. Do trzech najważniejszych wyzwań zaliczyła je prawie połowa badanych Europejczyków, w tym 60 proc. Duńczyków, 59 proc. Niemców, 53 proc. Francuzów, 51 proc. Polaków, 44 proc. Brytyjczyków i 42 proc. Czechów.

Reklama
Na coraz większą rangę kwestii klimatycznych dla decyzji podejmowanych przy urnie wskazują badania nie tylko w Europie. Na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi trend widoczny jest w coraz większym stopniu także w Stanach Zjednoczonych.
Według ostatniego sondażu Pew Research większość Amerykanów uważa, że ochrona klimatu powinna być priorytetem dla prezydenta i Kongresu – od 2016 r. odsetek ten wzrósł o 14 pkt proc.
W badaniu przeprowadzonym przez pracownię Climate Nexus w dwudziestu kilku stanach, w których w najbliższych tygodniach odbędą się prawybory Partii Demokratycznej, do obaw związanych ze zmianami klimatycznymi przyznaje się dwie trzecie respondentów, 70 proc. uważa, że rząd federalny powinien robić więcej niż obecnie w tej sprawie (w tym, zdaniem 45 proc., „znacznie więcej”), a prawie jedna piąta z nich wymienia klimat jako jedną z dwóch kwestii, które w największym stopniu zdeterminują ich decyzję wyborczą.
Problematyka klimatyczna może być kluczowa dla wyłonienia kandydata demokratów – za swój wyborczy priorytet uważa ją prawie jedna trzecia zwolenników tej partii (częściej wskazywali tylko służbę zdrowia). Ale do najistotniejszych z punktu widzenia swojej decyzji wyborczej kwestii zaliczała go również znaczna część wyborców niezależnych (19 proc.). Wyraźnie rzadziej za swój priorytet uznają sprawy klimatyczne republikanie – odpowiedzi takiej udzielił tylko jeden na 20 badanych zwolenników partii urzędującego prezydenta USA – czyniąc z klimatu jedną z najsilniej, obok imigracji, polaryzujących kwestii w amerykańskiej polityce.
W opublikowanym w zeszły czwartek sondażu Brunswick sytuację klimatyczną określiło jako kryzys 36 proc. Amerykanów, w tym 51 proc. demokratów i 19 proc. republikanów. Tylko zdaniem 14 proc. zmiany klimatyczne nie stanowią problemu (w tym 14 proc. Demokratów i 27 proc. republikanów).
Czy tendencja ta może odbić się także na nadchodzących wyborach w Polsce? Na początku lutego w sondażu dla DGP 64 proc. badanych wyraziło przekonanie, że powinniśmy zrezygnować z energetyki opartej na węglu, aby zmniejszyć nasze emisje gazów cieplarnianych, a 59 proc. byłoby gotowych płacić więcej za prąd dla realizacji tego celu.
Jak ocenia dr Adam Ostolski z Instytutu Socjologii UW, były współprzewodniczący polskich Zielonych (obecnie poza partią), rosnąca świadomość ekologiczna nie musi automatycznie przełożyć się na decyzję przy urnie. – Po pierwsze, cały czas na pierwszym planie jest spór tożsamościowy, spór o demokrację. Po drugie, w ostatnich wyborach wszystkie komitety werbalnie wsparły przynajmniej część postulatów ruchów klimatycznych. Po trzecie, w ofercie politycznej nie ma ugrupowania, które może pochwalić się wiarygodnością w tej dziedzinie – mówi Ostolski.