W europejskim prawie trzeba zapisać neutralność klimatyczną jako cel do osiągnięcia w połowie wieku.
To jedno z założeń zaprezentowanego przez Brukselę projektu prawa klimatycznego. Na razie ma on charakter zobowiązania politycznego podjętego przez wszystkie kraje członkowskie z wyjątkiem Polski. Prawo o klimacie wytycza drogę do zrealizowania ambicji związanych z dbaniem o środowisko. W projekcie zapisano m.in., że Bruksela będzie co pięć lat dokonywać przeglądu i jeśli działania jakiegoś kraju będą niezgodne z zielonymi celami, Komisja Europejska będzie mogła wydać zalecenia, do których dana stolica będzie zobowiązana się dostosować.
Co projekt mówi o Polsce? Określono w nim, że neutralność klimatyczna będzie liczona dla całej Wspólnoty, a nie dla każdego kraju członkowskiego z osobna. Warszawa nie będzie więc zobowiązana do zrównania w połowie wieku ilości gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery z ilością tych pochłanianych, bo liczyć się będzie wynik na poziomie ogólnounijnym. Jak ocenia kierownik programu „Klimat i energia” w fundacji WiseEuropa Aleksander Śniegocki, tego można się było spodziewać.
Reklama
To nie oznacza jednak, że Polska ucieknie od neutralności klimatycznej. – Prawo klimatyczne dla Polski oznacza, że w 2050 r. będziemy musieli być już blisko neutralności klimatycznej, ale bez konkretnego, odgórnego celu. Musimy mieć jednak świadomość, że i tak do połowy wieku będziemy musieli stosować technologie zeroemisyjne równie powszechnie jak kraje Europy Zachodniej – podkreśla ekspert. – Z perspektywy polskich firm i obywateli brak wiążącego celu krajowego nie ma większego znaczenia. Konkretne regulacje unijne takie jak system handlu emisjami czy standardy emisyjne będą wymuszały porzucanie wysokoemisyjnych technologii na rzecz zeroemisyjnych. Ewentualne opóźnienie w ich wdrażaniu będzie liczone w latach, nie dekadach – dodaje.
Projekt prawa klimatycznego rozczarował Ministerstwo Klimatu. W ocenie polskiego resortu nacisk położono po raz kolejny na wysokość celów redukcyjnych z pominięciem tego, jak je osiągnąć. Jak czytamy w stanowisku, lepsze byłoby uwzględnienie w projekcie m.in. mechanizmów finansowych, które pomogą państwom członkowskim zrealizować neutralność klimatyczną.
Także ekolodzy mają zastrzeżenia. Wczoraj projekt skrytykowała m.in. szwedzka aktywistka Greta Thunberg. Zwolennikom radykalnych działań na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu zabrakło w projekcie bardziej ambitnych celów redukcyjnych na 2030 r. Zgodnie z obecnymi zobowiązaniami za 10 lat Unia Europejska ma zredukować swoje emisje o 40 proc. Nowa Komisja Europejska pod kierownictwem Ursuli von der Leyen zapowiadała już możliwość zwiększenia pułapu do 50 lub 55 proc. Taka decyzja ma jednak zgodnie z przyjętym już wcześniej harmonogramem zapaść dopiero we wrześniu tego roku. To za późno także dla 12 krajów członkowskich, które w liście skierowanym do KE zaapelowały o trzymiesięczne przyspieszenie. Wówczas nowy cel mógłby posłużyć jako karta przetargowa w rozmowach o podwyższeniu celów emisyjnych z innymi globalnymi emitentami przed szczytem klimatycznym COP26, który odbędzie się w listopadzie w Glasgow. Bez tego pozycja negocjacyjna UE będzie o wiele słabsza.
Niezależnie jednak od tego, kiedy decyzja zapadnie, zaostrzenie celu na 2030 r. jest raczej przesądzone. Pytanie tylko o ile. Źródło w UE wskazuje, że cel wyznaczony przez KE może jeszcze wyśrubować Parlament Europejski. Mowa jest nawet o 60 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r.