Najwyższy czas wykorzystać sztuczną inteligencję w walce o czyste powietrze. Do takich wniosków doszły Ministerstwo Rozwoju i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urzędnicy pochwalili się, że powstało już oprogramowanie, które pozwoli inspekcji handlowej na automatyczną weryfikację ofert sprzedaży kotłów na paliwo w internecie. Dzięki temu uda się szybko znaleźć produkty, których sprzedawać nie wolno, tzw. kopciuchy.
Reklama
Internetowy bot, którego stworzenie kosztowało 39 tys. zł, ma wyszukiwać podejrzane oferty na podstawie analizy słów, np. wątpliwości wzbudzi wskazanie w ofercie „kocioł na zamówienie” lub wpisanie niepoprawnego rodzaju paliwa, co może zwiastować, że sprzedawany jest smogotwórczy produkt. Dostęp do oprogramowania będą mieli urzędnicy UOKiK oraz wojewódzkich inspekcji handlowych. To oni będą podejmowali decyzję, czy wystąpić do danej platformy sprzedażowej (najczęściej chodzić będzie zapewne o Allegro i OLX) z żądaniem usunięcia aukcji.
– Z obserwacji rynku kotłów na paliwo stałe wynika, że sprzedawcy nadal oferują urządzenia niespełniające wymagań rozporządzenia. To wpływa negatywnie nie tylko na jakość powietrza, a co za tym idzie – na nasze zdrowie, ale jest także elementem nieuczciwej konkurencji. Nie zgadzamy się na reklamowanie urządzeń wysokoemisyjnych jako niskoemisyjnych, posługiwanie się fałszywymi świadectwami jakości lub sprzedaż kotłów bezklasowych pod innymi nazwami – wskazała podczas wczorajszego spotkania z mediami Jadwiga Emilewicz, minister rozwoju.
A kłopot jest całkiem realny, gdyż – jak wynika z badań Krakowskiego Alarmu Smogowego – ok. 20 proc. rynku to kotły niespełniające wymogów. Szacuje się, że w ciągu ostatnich kilku lat do polskich mieszkań trafiło nawet 200 tys. kopciuchów.
– Będziemy bardzo stanowczo egzekwować wymagania stawiane kotłom na paliwo stałe, aby eliminować z rynku produkty niespełniające norm. Obecnie czyste powietrze przestało być przywilejem – to podstawowe prawo człowieka i obowiązek nas wszystkich, abyśmy zadbali o jego sprawne egzekwowanie – wskazywał wczoraj Tomasz Chróstny, wiceprezes UOKiK. I zapowiedział, że pierwsze kontrole przeprowadzane przez pracowników inspekcji handlowej zostaną przeprowadzone jeszcze w grudniu. Zostali już oni odpowiednio przeszkoleni, a niebawem zostanie rozpisany przetarg na wybór specjalistycznego laboratorium, w którym badane będą kotły.
UOKiK przypomina również, że na kotłach muszą się znajdować etykiety energetyczne. Każdy kocioł eksponowany w miejscu sprzedaży musi być w taki wyposażony. Ma to służyć konsumentom w porównywaniu ofert i wyborze odpowiedniego urządzenia. Najważniejszym parametrem pokazanym na etykiecie jest klasa efektywności energetycznej. Obecnie skala wynosi od A+++ (najlepsza) do D. Do 25 września 2019 r. obowiązywała szersza skala, która kończyła się na literze G. Oczywiście bardziej energooszczędny kocioł jest droższy w zakupie, ale wydatek ten się zwraca wraz z użytkowaniem. Bez wątpienia jest przyjaźniejszy dla środowiska.
UOKiK poinformował ostatnio, że do 22 listopada 2019 r. cztery wojewódzkie inspektoraty inspekcji handlowej skontrolowały 90 kotłów na paliwo stałe oferowanych w sklepach, sieciach handlowych i hurtowniach. 76 na 90 skontrolowanych kotłów (84 proc.) miało prawidłowe etykiety energetyczne uwidocznione w miejscu sprzedaży, a 60 na 90 kotłów miało prawidłowe karty informacyjne produktu (66 proc.). Za naruszenie przepisów o etykietowaniu grozi sankcja w wysokości od jednokrotnego do dziesięciokrotnego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej za poprzedni rok (w 2018 r. wynosiło ono 4585 zł).