Prawie 2,5 tys. zł dodatkowego stypendium miesięcznie ma dostawać naukowiec, który będzie pracował w firmie i jednocześnie robił doktorat. Ale nie ma na to zgody ministra finansów. Wniósł on uwagi do projektu nowelizacji ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym, który zaproponowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Resort chce, aby młodzi naukowcy nie musieli wybierać między pozostaniem na uczelni a pracą w firmie. Dlatego zaproponował, by osoby, które zdecydują się na doktorat mogły go realizować w przedsiębiorstwie współpracującym ze szkołą wyższą. Dla takich doktorantów ma zostać utworzony też specjalny program, dzięki któremu będą mogli ubiegać się o przyznanie stypendium za pracę nad takim doktoratem. Niestety jego wysokość neguje resort finansów.
– Nie wyjaśniono np., dlaczego proponuje się, aby doktorant uczestniczący w programie otrzymywał stypendium w kwocie minimalnego wynagrodzenia zasadniczego asystenta (2450 zł miesięcznie). Uzasadnienia wymaga, z jakiego powodu stypendium dla osób, które jednocześnie będą pobierać wynagrodzenia ze stosunku pracy w przedsiębiorstwie, ustalono na takim poziomie – stwierdza w uwagach do projektu Hanna Majszczyk, wiceminister finansów. Ponadto dodaje, że świadczenie to nie powinno przekraczać wysokości stypendium doktoranckiego, które wynosi 60 proc. minimalnego wynagrodzenia asystenta.
Reklama
Krytyczne komentarze do planowanej nowelizacji wnieśli też przedstawiciele środowiska akademickiego. Ci mają najwięcej obaw do wprowadzenia tzw. habilitacji wdrożeniowych. Resort nauki zaproponował bowiem, aby osoby mające dorobek wdrożeniowy mogły uzyskiwać uprawnienia równoważne habilitacji (o ich przyznaniu decydowałby np. rektor, dyrektor instytutu badawczego czy PAN).
– Proponowane zapisy mogą ułatwić dostęp do uzyskania uprawnień doktora habilitowanego osobom bez należytych kompetencji naukowych – ostrzega prof. Jan Szmidt, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. – Proponowane regulacje mogą prowadzić też do podziałów wewnątrz zespołów badawczych na tych, którzy będą musieli przechodzić tradycyjną drogę ubiegania się o habilitację, i tych, którzy powołując się na swoje, niekiedy trudno mierzalne, doświadczenia wdrożeniowe, będą oczekiwać uzyskania tych samych uprawnień – dodaje.
Podobne zdanie ma Komitet Polityki Naukowej. – Proponowany projekt nie kładzie nacisku na konieczność zademonstrowania wybitnych osiągnięć przez osoby ubiegające się o habilitację. Przez to otwiera się możliwość nadawania uprawnień samodzielnego pracownika naukowego osobom, które nie posiadają ani osiągnięć badawczych po doktoracie, ani znacznych sukcesów w praktyce gospodarczej – zauważa prof. Janusz Bujnicki, przewodniczący KPN. W jego ocenie propozycje resortu nauki mogą doprowadzić do znacznego obniżenia poziomu badań prowadzonych w polskich jednostkach naukowych.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach