statystyki

Anna Zalewska. Minister od chaosu

autor: Anna Wittenberg01.10.2016, 18:30
Anna Zalewska

Nominacja Anny Zalewskiej na ministra edukacji wzbudziła zaskoczenie w środowisku oświatowym.źródło: Agencja Gazeta
autor zdjęcia: Fot. Sławomir Kamiński Agencja Gazeta

Anna Zalewska w reformowanie edukacji weszła pewnym krokiem – gotowa na dyskusję z każdym, przeważnie uśmiechnięta, zdecydowana. Szybko rozmieniła swój kapitał na drobne.

Kiedy przyszło do zmierzenia się ze szczegółami oświatowej rewolucji, Anna Zalewska stała się bardziej nerwowa, nadstawiła ucha tylko dla przychylnych głosów, zraziła do siebie ekspertów, broniła niefortunnych rozwiązań, wykonując przy tym nerwowe i chaotyczne ruchy. Do tego popełniła poważne błędy. W jej rządowym otoczeniu pojawiają się głosy, że w chwili kiedy reforma oświaty zacznie wzbudzać poważne protesty, jej miejsce szybko zajmie kto inny. Nad resortem powoli zbierają się czarne chmury.

Nominacja Anny Zalewskiej na ministra edukacji wzbudziła zaskoczenie w środowisku oświatowym. Jej nazwisko ani razu nie pojawiło się na resortowej giełdzie. Na ministra był typowany Sławomir Kłosowski, były sekretarz stanu w poprzednim rządzie PiS, lub posłanka Elżbieta Witek. Zresztą Anna Zalewska sama była zaskoczona – szykowała się raczej na wyjazd do Brukseli, gdzie mogła zająć miejsce Adama Lipińskiego. W dniu, kiedy udzielała DGP pierwszego wywiadu, na jej biurku leżały dokumenty potwierdzające, że za europarlament jednak dziękuje. – Podpisać łatwo nie jest – przyznała z uśmiechem.

Zalewska mówiła nam wtedy, że ma misję naprawy polskiej szkoły i to ona pomaga jej podjąć decyzję. A potem przedstawiała plany: że będzie prowadzić wielkie konsultacje, że to środowisko oświatowe razem z nią wymyśli reformę, że od 27 lat nikt nie rozmawiał o systemie edukacji kompleksowo. Słowa klucze z tamtego wywiadu: „debata”, „szacunek”, „rozmowa”.

„Bizancjum” – mówiła o zabytkowym gmachu przy Szucha. Ze zdziwieniem oprowadzała po nim dziennikarzy przed konferencjami, pokazując prywatne pokoje ministra, łazienki, meble, sale konferencyjne. Odgrażała się, że sama będzie oszczędzać – kilka miesięcy później przedstawiła audyt wydatków poprzedniej ekipy. Symbolem niegospodarności stał się quad, który bezużytecznie przestał kilka lat w garażu ministerstwa.

Pierwsze konsultacje Anna Zalewska przeprowadziła z Karoliną i Tomaszem Elbanowskimi, autorami akcji „Ratuj maluchy”. Później do resortu ustawiły się kolejki – związkowcy, dyrektorzy szkół niepublicznych, różnej maści fundacje i stowarzyszenia. Wszystkich minister zapewniała, że zmiany w oświacie będą efektem konsensusu. Postawa Zalewskiej wzbudzała wśród zaangażowanych w oświatę entuzjazm i nadzieję – słuchanie obywateli nie było mocną stroną poprzedniej ekipy. Do resortu zgłosiło się 1840 osób, które zachęcone postawą minister chciały pomóc w pracach nad projektem ulepszenia polskiej szkoły. Minister przyniosła nadzieję.

Syndrom Giertycha


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (13)

  • Gog(2016-10-01 21:04) Zgłoś naruszenie 386

    Niestety, moim zdaniem pani Zalewska nie przygotowała dobrze planowanej rewolucji. Straszliwy pośpiech, praca na kolanie nad ważnymi elementami reformy itd. Brak autentycznych konsultacji i poszukiwania zwolenników zmiany. To wszystko m może spowodować poważne i problemy.

    Odpowiedz
  • kazcadu.a(2016-10-02 07:41) Zgłoś naruszenie 322

    Minister edukacji jest daleka od fachowości, a bliżej jej do politycznego wykonawcy działań na zamówienie prezesa i elektoratu tęskniącego za PRL-em. Nie prezentuje żadnej merytorycznej jakości, gra na emocjach i uprzedzeniach oraz powtarza półprawdy funkcjonujące tylko wśród swoich twardogłowych wyborców. Będzie grabarzem polskiej oświaty tak jak jej pryncypał odnośnie polskiej demokracji - wszystko w imię jeszcze dłuższej i większej władzy.

    Odpowiedz
  • Polonistka, staż 21(2016-10-01 23:17) Zgłoś naruszenie 303

    Najpierw podstawę programową przez rok wypracować z rzetelnymi fachowcami, konsultować z praktykami przez kolejny, potem wprowadzać od 1.klasy. Tylko tyle i aż tyle. Choć jako praktyk - polonistka i rodzic studenta ( i trzecioklasisty, niestety) twierdzę, że wystarczyłoby poprawić organizację roku szkolnego w liceach (matura w ostatnim tygodniu nauki), nabór tylko dla najlepszych ( egzamin gimnazjalny np. 70%, nie - jak teraz - wszystkich przyjmują, a potem lament, że wyrównywać trzeba albo matura na żenującym poziomie zdana lub wcale) i powrót do przedmiotów akademickich z profilami tradycyjnymi ( tu nowa podstawa programowa niezbędna, oczywiście). Trzeba tylko pomyśleć, działać bez pośpiechu i z rozwagą. Za dużo wymagam od pani minister?

    Odpowiedz
  • przede wszystkim mama(2016-10-02 09:26) Zgłoś naruszenie 290

    Jak tylko pojawiały się tematy dotyczące szkoły to część społeczeństwa huzia na nauczycieli. Jak pojawiły się wzmianki o likwidacji gimnazjów i nauczyciele byli przeciwni ich likwidacji to huzia na nauczycieli, bo pewnie bronią swoich stołków, wakacji, ferii itd.. Rodzice nie myśleli wtedy o tym że szkoła to całość : dzieci, nauczyciele, program nauczania. Co teraz powiecie rodzice widząc okrojoną liczbę godzin, z 9 godzin przyrody w klasach 4-6 zostaną 2 godz. przyrody w klasie 4, a od piątej do 8 po 1 godzinie geografii, biologii, chemii, fizyki. Na trzech godzinach można było świetnie przygotować dzieci do nauki tych przedmiotów w gimnazjów. W gimnazjum kontynuacja i dobre przygotowanie do szkoły średniej. Myśleliście rodzice, że będzie drugi język obcy. No i jest. Teraz na naukę drugiego języka są 3 lata gimnazjum, po reformie będą to 2 lata klasy 7 i 8. W mniejszych miejscowościach niekoniecznie młodzież będzie miała szansę na kontynuację tego języka. Być może więc będą to 2 lata stracone w podstawówce, bo języka w 2 lata nikt się nie nauczy. Tego chcieliście zwolennicy reformy? A co z muzyką, plastyką, zajęciami technicznymi? Też nie potrzebne? A może przeciwnie, bo w większości widać że młodzież nie ma podstawowych umiejętności potrzebnych w życiu codziennym. Choćby gotowania, szycia, majsterkowania. Życie codzienne łączy się obecnie z komputeryzacją, a gdzie te godziny informatyki w szkole? Młodzież powinna nauczyć się obsługi podstawowych programów, bo komputer to nie gry , a narzędzie pracy. A teraz 6 latki. Obecne 6 latki to nie są 6 latki sprzed 30,20 czy nawet 10 lat. Bo nastąpił postęp techniczny, a z z nim muszą iść ludzie. Dlaczego spowalniać rozwój już tych małych ludzi, kiedy to oni szybciej chłoną nowości niż dorośli. Moje dziecko ma 3 lata, widzę jak się rozwija i na pewno do szkoły pójdzie jako 6 latek a nie 7 latek. I nie dlatego, że jest bystrzejszy od rówieśników. Ale dlatego, że on jak i jego rówieśnicy są bystrzejsi od obecnych np 18 latków, którzy byli w ich wieku. Piszę tak bo widzę, obserwuję te małe dzieci i pamiętam jakie były dzieci w tym wieku naście lat temu. Ale eksperci ,państwo Elbanowscy i pani minister edukacji wie lepiej. Ba pani minister wszystko wie najlepiej. A skoro wie to nich nam rodzicom powie skąd mamy wziąć pieniądze na korepetycje dla swoich dzieci. Bo przecież jasne, że po tych zmianach, po tej ilości godzin lekcyjnych dzieci nie mają szansy na dobre wykształcenie. Czy mamy spokojnie patrzeć spokojnie jak nasze dzieci są okradane z przyszłości. Tak z przyszłości, bo teraz już za nich podejmuje się decyzję, że będą pracować w zawodach nie wymagających wyższego wykształcenia, ponieważ nie będą mieli na to możliwości, zwłaszcza dzieci, młodzież z terenów wiejskich i małych miasteczek. Każdy powinien dążyć do tego, żeby się rozwijać, żeby iść do przodu. Widzę, że w Polsce rząd chce żeby społeczeństwo się uwsteczniło. A wtedy? A wtedy powstanie ogromna przepaść nie do odbudowania między elitą mającą władzę i pieniądze. Wtedy już ludność np.z Ukrainy nie będzie miała pracy u nas, bo Polacy bez wykształcenia będą pracowali za chleb. Takie życie naszym dzieciom funduje obecny rząd. Jakie teraz macie zdanie zwolennicy reformy szkolnictwa? Macie dzieci, czy tego dla nich chcieliście?

    Odpowiedz
  • Barbara Nowakowa(2016-10-02 10:40) Zgłoś naruszenie 241

    brak elementarnej wiedzy, podstaw prawa, brak wiedzy o zarządzaniu zmianą, brak wiedzy o strategii, wizji misji, koszmarne błędy w obsadzie kuratorów - uprawianie celebry z rozkładaniem rąk, słowotok - zaczarowywanie rzeczywistości. Brak szacunku, manipulacja strachem rodziców. 3 lata. Oświacie jest potrzebny spokój. A nie, co by tu ********* jeszcze, co by tu ********* - do natychmiastowej i bezwarunkowej dymisji! Tego oczekujemy jako elektorat PiS

    Odpowiedz
  • z(2016-10-01 21:27) Zgłoś naruszenie 2211

    Moim zdaniem powinna zacząć od klasy IV, w przyszłym roku. Miało to by sens i spokojnie przez 5 lat doprowadzić do najmniej szkodliwego przekształcenia w 8 letnia szkole podstawowa i 4 letnie liceum. Robienie rewolucji w klasach 4, 7 i 1 jednocześnie to chaos nie do przekroczenia . Sama minister się w tym bałaganie zagubi.

    Odpowiedz
  • xyz(2016-10-03 06:32) Zgłoś naruszenie 110

    Jak można rozpoczynać reformę od klasy siódmej i czwartej.Jak dzieci w klasie siódmej mają nadrobić zaległości z poprzednich klas przy nowej podstawie programowej.W klasie piątej i szóstej jest już fizyka,biologia,chemia,geografia.Oni wejdą w reformę w środku cyklu. Taką reformę może wprowadzać tylko debil. W całej reformie chodzi tylko i wyłącznie o finanse.Likwidacja gimnazjów to miliardowe oszczędności kosztem dzieci,nauczycieli i rodziców.Pieniądze są potrzebne PIS,dlatego się nie cofnie.

    Odpowiedz
  • tylko pis(2016-10-02 01:29) Zgłoś naruszenie 323

    pelowski portal

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Anonim(2016-10-02 19:34) Zgłoś naruszenie 210

    Przestańcie ją obrażać ona jest fajna

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Magdalena Z_mama(2016-10-05 19:15) Zgłoś naruszenie 20

    Jestem bardzo zaniepokojona perspektywą jaką szykuje naszym dzieciom z obecnych klas VI i I klas gimnazjum planowana reforma oświaty. Nie widzę uzasadnienia dla sytuacji, gdzie dzieci będące obecnie w VI klasie szkoły podstawowej, po 8 latach edukacji w tejże szkole (która póki co nie wiadomo gdzie będzie realizowana, szczególnie w wypadku małych szkół wiejskich) spotkają się w roku szkolnym 2019/2020 z dziećmi po 9 latach edukacji i razem rozpoczną dalszą naukę. Jeden z moich synów urodzony w roczniku 2005, który poszedł do szkoły jako 6 latek, jest w takiej sytuacji. Wówczas, jako rodzice byliśmy namawiani do posyłania dzieci do szkoły wcześniej. Teraz, konsekwencją naszego zaufania do systemu oświaty może być postawienie takiego dziecka w sytuacji konkurowania z dziećmi o 2 lata starszymi, które na dodatek przygotowywały się do dalszego etapu edukacji o rok dłużej (6 lat podstawówki i 3 lata gimnazjum). Wydaje się to szczególnie trudne również w kontekście kumulacji roczników 2003, 2004 i 2005, co spowoduje, że liczba uczniów jest szacowana na 720 tysięcy, czyli dwukrotnie więcej niż w ostatnich latach. Uważam, że jest to jawna niesprawiedliwość w stosunku do wszystkich tych dzieci, nawet najstarszych i najlepiej przygotowanych (bo po 9 latach edukacji). A TO JEST CZUBEK GORY LODOWEJ PROPONOWANEJ REFORMY BRAK KOMPETENCJI I WYOBRAŻNI!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane