Ostatnia nowelizacja ustawy o systemie oświaty doprowadziła nie tylko do tego, że sześciolatki nie muszą już obowiązkowo pójść do szkoły. Tego typu zmiany przyspieszyły u wielu samorządowców podejmowanie decyzji o zamykaniu szkół podstawowych, o których już wiadomo, że nie będzie tam pierwszych klas. Nie da się ich utworzyć tylko z 20 proc. odroczonych dzieci.
Reklama
W oczekiwaniu na lawinę / Dziennik Gazeta Prawna
Czynnikiem, który może skłaniać do likwidacji szkół, jest też przepis przejściowy, który pozwala tworzyć pierwsze klasy tylko w wybranych szkołach. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia, że nauczyciele nie muszą się martwić o pracę, bo zawsze można ich oddelegować do przedszkola. Jednak biorąc do tego pod uwagę Kartę nauczyciela, która od lat generuje niepotrzebne koszty, nie dziwią informacje, że do kuratorów wpływają wnioski samorządowców o likwidacje szkół, w tym podstawowych.

Reklama
Nie brakuje też przypadków zamykania przedszkoli, choć sześciolatki zamierzają tam pozostać na kolejny rok. W tym ostatnim przypadku czynnikiem decydującym jest pogłębiający się niż demograficzny i brak subwencji oświatowej dla przedszkoli, a jedynie wsparcie w postaci dotacji, która jest kilkukrotnie niższa. W ostatniej dekadzie uczniów ubyło niemal o milion.
W rozmowie z DGP Karol Rajewski, burmistrz Gminy i Miasta Błaszki, przyznaje, że musi zlikwidować kilka szkół, i dodaje, że ma mocne argumenty. Zlecił specjalny audyt, który pokazuje, że oświata ciągnie gminę na finansowe dno.
Obawiam się, że ofensywa likwidacji szkół bez uczniów skończy się w tym roku dla samorządów porażką. Zwłaszcza że już dzisiaj zgłoszeń placówek do likwidacji jest tyle, co przed rokiem na koniec lutego. To znaczy, że będzie ich więcej, bo zawsze najwięcej jest ich w ostatnich dniach miesiąca. Kuratoria, podległe ministerstwu, będą blokować inicjatywy o zamiarze likwidacji placówki. Gminy muszą pamiętać, że opinia kuratora jest święta, i jeśli będzie negatywna, to proces likwidacji zostanie trwale zablokowany. A o to zatroszczy się już szefowa MEN, która z pewnością nie chce, aby w przyszłości mówiono, że za kadencji obecnego rządu zlikwidowano tak wiele szkół.