Pracy magisterskiej nie można kupić

autor: Jan Ludwikowski25.11.2015, 10:28; Aktualizacja: 25.11.2015, 10:28
Strony internetowe są pełne ogłoszeń, których autorzy oferują płatną pomoc w napisaniu prac magisterskich. Istnieją jednak poważne wątpliwości co do tego, czy takie wsparcie jest legalne.

Strony internetowe są pełne ogłoszeń, których autorzy oferują płatną pomoc w napisaniu prac magisterskich. Istnieją jednak poważne wątpliwości co do tego, czy takie wsparcie jest legalne.źródło: ShutterStock

Cierpię na chroniczny brak czasu – mówi pani Ewelina. – Praca, studia, dziecko, a do końca roku mam przedstawić plan pracy magisterskiej. Co gorsza później jeszcze trzeba ją napisać... Znalazłam w internecie ofertę pomocy dla studentów dotyczącą przygotowywania prac dyplomowych. Czy to legalne? Co mi grozi, gdybym zgodziła się na taką formę współpracy – pyta czytelniczka

Strony internetowe są pełne ogłoszeń, których autorzy oferują płatną pomoc w napisaniu prac magisterskich. Istnieją jednak poważne wątpliwości co do tego, czy takie wsparcie jest legalne. Niezwykle ważne jest, co rozumie autor ogłoszenia przez pomoc w napisaniu pracy. Jeśli ma na myśli znalezienie interesującego tematu, przygotowanie konspektu lub wskazanie bibliografii, to takie działanie nie musi być sprzeczne z regulaminem uczelni i przepisami prawa. Co innego, gdy student zamierza przedstawić promotorowi pracę napisaną choćby w części przez osobę trzecią. Ocena takiego zachowania musi być naganna. I to nie tylko z punktu widzenia norm etycznych. Student składający pracę, która nie wyszła spod jego pióra, jest narażony na bardzo surowe konsekwencje. Ryzykuje nie tylko przeprowadzeniem wewnątrzuczelnianego postępowania dyscyplinarnego, lecz także popełnia przestępstwo.

Składając pracę magisterską, student oświadcza, że napisał ją samodzielnie, i stwierdza, że informacji nie uzyskał w sposób sprzeczny z prawem. Cytując innych autorów, trzeba koniecznie powołać się na źródło, z którego korzysta osoba pisząca pracę. Ponadto student potwierdza, że nie naruszył praw autorskich podmiotów trzecich. Takie oświadczenie uczelnie mogą bardzo łatwo zweryfikować, ponieważ z reguły dysponują zaawansowanymi programami antyplagiatowymi. Wysoki procent niecytowanych zapożyczeń z literatury przedmiotu lub innych prac magisterskich będzie działał na niekorzyść aspirującego do stopnia magistra.

Osoba, która zleci napisanie pracy, musi mieć świadomość, że umowa zawarta w celu sporządzenia magisterki jest nieważna, bo prowadzi do naruszenia prawa. Nawet jeśli autor wspomagający studenta przekaże utwór wybrakowany lub dotknięty plagiatem, to jest w stanie łatwo wybronić się przed obowiązkiem zwrotu pieniędzy. Może przecież wskazać, iż jego praca miała na celu jedynie udzielenie odpowiednich wskazówek...

Ale uzyskanie bezwartościowego dzieła w zamian za wysoką gażę to nie jedyne niebezpieczeństwo, na jakie naraża się student. Surowe konsekwencje mogą wyciągnąć władze uniwersytetu. Za złożenie niesamodzielnie napisanej pracy magisterskiej grozi wykreślenie z listy studentów. Ponadto spać spokojnie nie mogą także osoby, które uzyskały już tytuł za pomocą niedozwolonych środków. Może się bowiem okazać, że prawda o wspomaganiu się cudzymi umiejętnościami w końcu wyjdzie na jaw. Wówczas nieuczciwemu magistrowi grozi utrata tytułu. Taka decyzja może być podjęta przez rektora nawet po upływie kilku lat od wydania dyplomu.

Uczelnia, która odkryje wyłudzenie poświadczenia nieprawdy, powinna zgłosić sprawę organom ścigania. Przepisy prawa obligują bowiem władze uniwersytetu do złożenia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W przypadku przedłożenia cudzej pracy mamy do czynienia z podstępnym wprowadzeniem w błąd osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu. Takie zachowanie grozi odpowiedzialnością karną w postaci grzywny, ograniczenia wolności, a nawet kary więzienia do lat trzech. Warto więc przemyśleć, co się stanie, gdy osoba zawodowo trudniąca się pisaniem prac magisterskich przedstawi na przesłuchaniu wszystkie napisane prace i wskaże swoich klientów. Wprawdzie takie sprawy z reguły nie kończą się karą bezwarunkowego pozbawienia wolności, ale życie z łatką przestępcy też nie jest łatwe (patrz ramka). Brak możliwości uzyskania zaświadczenia o niekaralności może oznaczać utratę licznych korzyści.


Pozostało jeszcze 42% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • JacekCz.(2015-11-26 12:57) Zgłoś naruszenie 00

    Studiowałem w Lublinie na dwóch prywatnych uczelniach WSPiA i WSEI. Na pierwszej licencjat, na drugiej magisterkę. Na Wyspie nie znałem nikogo, kto by kupował pracę, wszyscy pisaliśmy sami, nawet na seminariach musieliśmy mieć materiały ze sobą, jakieś książki z bibliografii i pisaliśmy przy promotorze, pytaliśmy, zdawaliśmy rozdział po rozdziale. Na WSEI niestety poziom kształcenia znacznie niższy... Sam miałem problem z napisaniem pracy, bo brak mi czasu na to, ale napisałem ją sam. Moi koledzy niestety woleli kupić, a i tak dostali dyplom. Ten proceder powinien zostać ukrócony i ścigany zarówno przez władze uczelni jak i wymiar prawa. Najgorsze jest jednak jak studenci prawa zlecają pisanie pracy komuś innemu. To dopiero są jaja. I jak tu potem pójść do adwokata czy mieć sędziego, który zaliczył studia wyższe na przekręcie?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane