Likwidacja gimnazjów nie będzie dla PiS prosta. Nauczyciele i związki nie chcą ośmioklasowych podstawówek

autor: Artur Radwan30.10.2015, 07:19; Aktualizacja: 30.10.2015, 08:18
Dlaczego PiS jest gotowy wyhamować zapowiadane przez siebie reformy?

Dlaczego PiS jest gotowy wyhamować zapowiadane przez siebie reformy?źródło: ShutterStock

Oświatowe związki, a także nauczyciele i samorządy nie są zachwyceni pomysłem ośmioklasowych podstawówek. Zapowiadają obronę obecnego systemu.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (45)

  • werwer(2015-10-30 08:02) Zgłoś naruszenie 02

    Zlikwidowane gimnazjum to brak pensji dla ryrektora tego gimnazjum i jego swity. W jednym momencie duzo dyrektorow by stracilo prace i czesc nauczycieli. I tylko taki powod tego jest. Sam chodzilem do 8 letniej podstawowki jeszcze i jakis gorszy stamtad nei wyszlem. To raczej na gimnazja caly czas byly narzekania i popisywania sie mlodziezy przed soba w nowym srodowisku. Co innego bylo gdy sie znali od 8 lat. Przedkim tu sie popisywac...

    Odpowiedz
  • Fghjjjj(2015-10-30 08:13) Zgłoś naruszenie 00

    Zamiast 400 uczniów w budynku i praca na dwie zmiany, będzie 600 i trójzmianowość. Na pewno poprawi to bezpieczeństwo i poziom nauczania. Koszt odpraw, nowych podreczników i programów to kilka miliardów, ale co to dla nas.

    Odpowiedz
  • do werwer(2015-10-30 08:45) Zgłoś naruszenie 00

    Pracę stracą także pieszczoszki polityków - mięso wyborcze i połykacze obiecanek - "klasa robotnicza", czyli sekretarki, palacze, woźni, sprzątaczki, nie tylko znienawidzeni nauczyciele i dyrektorzy...

    Odpowiedz
  • Jasiek.(2015-10-30 08:46) Zgłoś naruszenie 00

    Bo to faktycznie jest bzdura.

    Czemu nie zaproponują rozwiązania, jakie było znane jeszcze przed wojną. Czteroklasowa szkoła poszechna, której zadaniem było nauczyć pisać i liczyć w podstawowym zakresie, sześcioletnie gimnazjum (dla uczniów mniej zdolnych na ostatnie dwie klasy mogą przenieść się do gimnazjum zawodowego, gdzie poznają prosty zawód), po gimnazjum tzw. "mała matura", a później profilowe (biologiczno-chemiczne, humanistyczne itd.) dwuletnie liceum, jako preludium do studiów, albo trzyletnie technikum, jako wstęp do wykonywania bardziej wymagających zawodów?

    Moim zdaniem takie rozwiązanie ma sens. Dziecko jest w podstawówce w wieku od 6 lat do momentu, aż płynnie będzie czytać, pozna tabliczkę mnożenia, nauczy się liczyć. Później porządnie dokształci się w szkole średniej, a na koniec wyspecjalizuje swoją wiedzę pod kątem przyszłych studiów, przygotowując się do matury w specjalizowanym liceum. Dla mniej zdolnych, po czterech latach nauli w gimnazjum, dziecko trafia do miejsca, gdzie nauczy się zawodu i zostanie kierowcą, tokarzem, fryzjerem. Ta część zawodowego gimnazjum, z uwagi na praktyki, mogłaby mieć np. trzy lata, jak kiedyś szkoły zawodowe.

    Trudne? Nie, dz się, o ile na pierwszym miejscu postawi się dziecko, a nie nauczycieli i dyrekcje szkół.

    Odpowiedz
  • nk(2015-10-30 09:37) Zgłoś naruszenie 00

    Koszt wycofania fatalnej reformy obciąża tych, którzy ją wprowadzili.

    Odpowiedz
  • Greg(2015-10-30 10:08) Zgłoś naruszenie 00

    Moim zdaniem "całościowa koncepcja" nie jest przygotowana - brak audytu, przyczyn, sposobu i oczekiwanych efektów. Nikt z polityków nie mówi o szczegółach i kosztach. Taka rewolucja powinna być przygotowywana kilka lat i wdrażana od 1 klasy. Nawet AWS wprowadzając zbyt pospiesznie gimnazja przygotowywał się 2,5 roku. Teraz jest to na łapu-capu. bęzie tak - znikną gimnazja, etaty, ale nie problemy. Pozostanie niesmak i rachunki do spłacenia.

    Odpowiedz
  • kaka(2015-10-30 11:33) Zgłoś naruszenie 00

    Ludzie. To dowód na to, że ważniejsze są czyjeś interesy i wygoda ( posady dyrektorów i ich zastępców ) niż dobro naszych dzieci.

    Odpowiedz
  • Zdegustowana(2015-10-30 11:46) Zgłoś naruszenie 00

    Oczywiście... Kolejny temat zastepszy- gimnazja! Gdzie informacje co z wczesniejszą emeryturą, z polityką zdrowotną , z praca i mieszkaniami dla młodych ludzi. Oświata to jak zwykle "chłopiec do bicia".Nie dośc ,ze wszyscy się na niej znaja , to jeszcze samo środowisko łatwo zastraszyć.Miliony w błoto w dostosowanie placówek do obecnego systemu, ogromne pieniadze na doskonalenie kadry, aby umiała pracować z uczniami w okresie adolescencji, kolejna zmarnowana kasa na , chociazby, Okręgowe Komisje Egzaminacyjne, itp, itd. Naprawdę- zbyt mało mamy chyba w tym kraju prawdziwie bolesnych i istotnych problemów...

    Odpowiedz
  • helikopter(2015-10-30 13:17) Zgłoś naruszenie 23

    Jeszcze nie zaczęła rządzić nowa władza a już Palanty Obywatelskie zaczęły hejtować. A widzieliście chociażby ustawowy projekt zmian ? jak nie to gęba na kłódkę. Dyskusja może być przeprowadzona gdy są konkretne zapisy ustawowe a nie lanie wody jak za czasów PO. Wasze rządy się już skończyły. Dziesiątki lat był poprzedni system i uczniowie lepiej byli wykształceni. Dziś nawet maturę może zdać kompletny debil. Bo np. zastosować wzór matematyczny pod podane dane może nawet osoba z downem.

    Odpowiedz
  • elle(2015-10-31 08:56) Zgłoś naruszenie 39

    Jestem nauczycielką j. angielskiego z 24-letnim stażem. Mam porównanie poziomu edukacyjnego i funkcjonowania struktur tzw. starej i zreformowanej szkoły i powiem krótko - od rozpoczęcia reform w 1999 roku poziom polskiej edukacji pikuje, ale w dół. Dobiła system najbardziej nieudolna minister p. Kluzik - Rostkowska, która, dobrze jakby umarła w ogóle (nie tylko za gimnazja:)) Nie zgadzam się z krzykaczami w mediach, w tym z p. Broniarzem (który nie reprezentuje mnie, ani moich poglądów) i uważam, że propozycja 4+4+4 jest realna, dobra i korzystna pod każdym względem.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • grgagraegrae(2015-10-31 14:06) Zgłoś naruszenie 40

    Anglistko- o ile to nie jesteś osobą opłacaną na usługach nowej władzy. Pracujesz w jakim typie szkół? Na pewno nie w gimnazjum, byłabyś zbyt przerażona faktem, że za półtora roku nie będziesz miała za co kupić jedzenie. W podstawówce też ciebie nie było, gdyż złapałabyś się za głowę na pomysł, że jeden nauczyciel przez 4 lata będzie wykładał treści przedmiotów humanistycznych, przyrodniczych i ścisłych, a także w-f. Najprawdopodobniej jesteś panią psor z liceum, która już zaciera ręce na myśl o dodatkowym roczniku i nadgodzinach. Realna? Wstyd, że nauczyciel liczyć nie potrafi, nie analizuje nakładów gmin do dotychczasowej infrastruktury szkolnej, możliwości budżetowych, kosztów. Wstyd, że nauczyciel nie wie, jak wiele czasu potrzeba, na przygotowanie rzetelnych podstaw programowych, programów, podręczników. Dobra? No tak, pani anglistka dostanie nadgodziny, to dla niej jest dobra. Ciekawe co powiedzą dzieci, które do tej pory chodziły do podstawówek na 2 zmiany, a po dodaniu kolejnych dwóch roczników zaczną chodzić na trzy. Jak poprawi się zachowanie nastolatków, którzy zostaną stłoczeni w przeładowanych budynkach z małymi dziećmi, w zagęszczonych maksymalnie klasach. Korzystna? Ano tak, pani anglistka będzie mieć więcej pieniędzy na koncie. Ciekawe co powiedzą rodzice dzieci, które od 7 rano będą czekać na świetlicy na lekcje o 14. Ciekawe co powiedzą rodzice 3 latków, dla których braknie miejsca w przedszkolach, bo gminy obarczone w znacznej mierze ciężarem finansowym tego przewrotu, będą starały się zaoszczędzić na czym się da. Na razie twoja wypowiedź to garść frazesów jakże podobnych do tych, które wypowiadają nowi zwycięzcy, konkrety kobieto.

    Odpowiedz
  • grdgvregfae(2015-10-31 14:07) Zgłoś naruszenie 00

    Jasiek- przed wojną większość społeczeństwa kończyła naukę na szkole powszechnej. Do gimnazjów chodzili ci, których na to było stać. Nic dziwnego, że wtedy poziom był inny.

    Odpowiedz
  • Stefan . F.(2015-11-01 07:42) Zgłoś naruszenie 00

    Pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł , zdrowy rozsądek się kłania .

    Odpowiedz
  • Papaja z Goleniowa(2015-11-01 17:37) Zgłoś naruszenie 00

    Znieść konstytucyjny obowiązek nauki do lat 18. Dopóki państwo nie zapewni bezpłatnej edukacji (patrz, ile rodzice muszą płacić chociażby za komplet podręczników - minimum to 600-800 zł), dopóty nie można kogokolwiek zmuszać do tego, co miało być bezpłatne, to po pierwsze.

    Zabrać uprawnienia do likwidacji lub uniemożliwić w skuteczny sposób manipulowanie szkołami przez burmistrzów, wójtów i prezydentów miast, to po drugie. To jest najgorsze posunięcie w dziejach kraju w wykonaniu naczelnej władzy, tj. oddanie w ręce lokalnych kacyków, o których mowa, strategicznego elementu państwa, jakim jest oświata. Ludzie ci likwidują bez opamiętania, bezkarnie i bezpowrotnie po 500 szkół rocznie!!! Kto to powstrzyma i na czym się skończy? Czy państwo oddaje we władanie burmistrzom armię, policję, transport i energetykę? Nie oddaje, bo szybko ludzie ci zlikwidowaliby w imię źle pojętej oszczędności oraz dbałości o własne tyłki. Czy mało nam przykładu zaborów? Czy nie potrafimy uczyć się na błędach?

    Zlikwidować "kartę nauczyciela", to po trzecie. Jest to kolejny pomysł, który uczynił edukacji wielką krzywdę, ponieważ nauczyciele dobrzy i niedobrzy, stali się świętymi krowami. Funkcjonuje w najlepsze powiedzonko z czasów komuny: "Czy się stoi, czy się leży, 5 tysięcy się należy". Ta uprzywilejowana kasta, w bardzo dużym stopniu uwsteczniająca naszą edukację poprzez różne pomysły typu "podstawa programowa", itp. ściąga w dół całą oświatę, gdyż nie jest zainteresowana doskonaleniem swojego warsztatu. Oni mają swój skończony stopień awansu zawodowego i potem niczym się nie interesują oprócz kasy i emerytury. I tacy ludzie edukują nasze dzieci w następujący sposób: "dwa japka plus dwa japka równa się cztery japka".

    TO SĄ PALĄCE PROBLEMY, KTÓRE PAŃSTWO I KOLEJNA WŁADZA POWINNA W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI ROZWIĄZAĆ, A NIE GMERAĆ PALCAMI W GNOJU, DO KTÓREGO DOPROWADZILI. ZACZĄĆ OD ROZWIĄZANIA TYCH CZTERECH PROBLEMÓW, A DOPIERO POTEM ZMIENIAĆ ZASADY, STRUKTURY, LIKWIDOWAĆ LUB TWORZYĆ GIMNAZJA, ITD. NIE BĘDZIE BOWIEM CZEGO ZMIENIAĆ WKRÓTCE, GDY POZAMYKACIE WSZYSTKIE MAŁE, NIBY TO NIERENTOWNE SZKOŁY!

    Nasza oświata bowiem jest zabetonowana XIX-wiecznym systemem pruskim, gdzie uważa się, że w 30-osobowej klasie uczeń jest w stanie osiągnąć cokolwiek więcej ponad przysłowiowe "dwa japka"... Minister edukacji, pani "Luzik-Rostowska" uważa, że nie jest rozwiązaniem problemu przekazywanie szkół fundacjom i stowarzyszeniom działających w ramach non profit. Według niej jest to "pełzająca prywatyzacja". Dlatego stara się za wszelką cenę nie dopuścić do niej, gdyż w rezultacie cała ta machina urzędnicza, począwszy od MEN, poprzez lokalne wydziały oświaty, a skończywszy na kuratoriach - okazałaby się całkowicie zbędna. Tak się stało np. w Finlandii. Wskutek narodowego referendum oświata stała się tam najbardziej priorytetową dziedziną życia. Nie ulega wątpliwości, że Finlandia przoduje na świecie pod względem osiąganych wyników nauczania, itp. Zawód nauczyciela jest najbardziej prestiżowym, nawet w porównaniu z wojskiem, czy lekarzami.

    Oto co oferuje uczniom szkoła fińska: "wybór, ruch, działanie, wolność, współpraca, rozmowa, różnorodność, energia i radość" (cytat pochodzi z książki Johna Holta "Zamiast edukacji publicznej").

    A co daje polska placówka oświatowa, nieważne czy od 6-7 lat, z gimnazjum czy bez: "Budzące zawiść porównania, testy, klasówki, sprawdziany, plusiki, słoneczka, złote gwiazdki, oceny, przymus, groźby, kary, strach, hierarchia i poniżanie".

    Ludzie, obudźcie się naprawdę, bo znów obudzicie się z rękami w nocnikach!

    Odpowiedz
  • geesrgtaergta(2015-11-01 19:58) Zgłoś naruszenie 00

    Papaja- podstawy programowe obowiązują w każdym cywilizowanym kraju- z twoją Finlandią włącznie- i są ustalane centralnie, a nie przez "kastę świętych krów". Gratuluję poziomu i zorientowanie w temacie. Pewne minimum musi istnieć, aby go nie przekroczyć w dół- już rozumiesz, czy wytłumaczyć jaśniej?

    Odpowiedz
  • malibu(2015-11-01 20:20) Zgłoś naruszenie 03

    ja uwazam ze pomysl likwidacji gimnazjow jest dobry.Powinna byc szkola powszechna 7-klasowa,technika 4-lotnie,szkoly zawodowe 3-letnie i 4-letnie liceum ogolnoksztalcace dla najbardziej zdolnych.Tak bylo kiedys i to siie sprawdzalo.

    Odpowiedz
  • donek z europy(2015-11-01 21:19) Zgłoś naruszenie 60

    Przede wszystkim zlikwidować część biurokracji w szkołach i prawny formalizm. Następnie odgórnie ustalić zmniejszenie liczby uczniów w klasach do np. 20 osób. Poziom nauczania poprawi się bardzo szybko, wzrośnie jego efektywność a w przyszłości zastanowić się nad gimnazjami - jeżeli nie zrobi się tych podstawowych działań, niezwykle prostych to żadna likwidacja czy wprowadzanie nowych "ulepszeń" nic nie da uczniom i nauczycielom - to powinien być priorytet. Jeżeli klasa liczy 30 i więcej uczniów to jest pomyłka i patologia.

    Odpowiedz
  • gosc(2015-11-02 19:27) Zgłoś naruszenie 00

    tylko zmniejszyć liczbę uczniów w klasach gimnazjalnych i niepotrzebna żadna więcej reforma. Jako doświadczony nauczyciel 20 lat pracy wiem co to uczyć w klasie 20 a 30 osobowej.

    Odpowiedz
  • Papaja(2015-11-02 20:06) Zgłoś naruszenie 00

    Donek z europy powiedział: "Przede wszystkim zlikwidować część biurokracji w szkołach i prawny formalizm. Następnie odgórnie ustalić zmniejszenie liczby uczniów w klasach do np. 20 osób. Poziom nauczania poprawi się bardzo szybko, wzrośnie jego efektywność a w przyszłości zastanowić się nad gimnazjami - jeżeli nie zrobi się tych podstawowych działań, niezwykle prostych to żadna likwidacja czy wprowadzanie nowych "ulepszeń" nic nie da uczniom i nauczycielom - to powinien być priorytet. Jeżeli klasa liczy 30 i więcej uczniów to jest pomyłka i patologia".

    Zgadzam się w całej rozciągłości z głoszącym powyższe słowa. Należy zająć się poważniejszymi problemami w oświacie, a nie pacykować i szminkować trupa. Dodam jeszcze więcej, a mianowicie:

    Znieść konstytucyjny obowiązek nauki (nakaz obowiązuje do lat 18). Dopóki państwo nie zapewni bezpłatnej edukacji (patrz, ile rodzice muszą płacić chociażby za komplet podręczników - minimum to 600-800 zł), dopóty nie można kogokolwiek zmuszać do tego, co miało być bezpłatne, to po pierwsze.

    Zabrać uprawnienia do likwidacji lub uniemożliwić w skuteczny sposób manipulowanie placówkami oświatowymi przez burmistrzów, wójtów i prezydentów miast, to po drugie. To jest najgorsze posunięcie w dziejach kraju w wykonaniu naczelnej władzy, tj. oddanie w ręce lokalnych kacyków, o których mowa, strategicznego elementu państwa, jakim jest oświata. Ludzie ci likwidują bez opamiętania, bezkarnie i bezpowrotnie po 500 szkół rocznie!!! Kto to powstrzyma i na czym się skończy? Czy państwo oddaje we władanie burmistrzom i wójtom armię, policję, transport i energetykę? Nie oddaje, bo szybko ludzie ci zlikwidowaliby lub zrównali z ziemią w imię źle pojętej oszczędności oraz dbałości o własne tyłki. Czy mało nam przykładu zaborów? Czy nie potrafimy uczyć się na błędach?

    Zlikwidować "kartę nauczyciela", to po trzecie. Jest to kolejny pomysł, który uczynił edukacji wielką krzywdę, ponieważ nauczyciele dobrzy i niedobrzy, stali się świętymi krowami. Funkcjonuje w najlepsze powiedzonko z czasów komuny: "Czy się stoi, czy się leży, 5 tysięcy się należy". Ta uprzywilejowana kasta, w bardzo dużym stopniu uwsteczniająca naszą oświatę poprzez różne pomysły typu "podstawa programowa", itp. ściąga w dół całe szkolnictwo publiczne, gdyż nie jest zainteresowana doskonaleniem swojego warsztatu. Oni mają swój skończony stopień awansu zawodowego i potem niczym się nie interesują oprócz kasy i emerytury. I tacy ludzie edukują nasze dzieci w następujący sposób: "dwa japka plus dwa japka równa się cztery japka".

    Nasza oświata jest zabetonowana XIX-wiecznym systemem pruskim, gdzie w 30-osobowej klasie uczeń nie jest w stanie osiągnąć cokolwiek więcej ponad przysłowiowe "dwa japka". A większość wiedzy dziecko uzyskuje tylko dzięki zaangażowaniu i pomocy rodziców. Lansowany jest wciąż model wielkiej, kilkusetosobowej szkoły, przypominającej do złudzenia koszary wojskowe lub więzienie. Zatrudniani są ochroniarze, monitoring, jeszcze tylko drutów kolczastych brakuje i obóz koncentracyjny gotowy. Cały personel nauczycielski i pomocniczy uważa, że to powinno załatwić wszelkie problemy dyscypliny i socjalizacji.

    Kaleki i daleki od standardów europejskich system restrykcyjny wielkiej szkoły, w której nauczyciel często nie pamięta imion uczniów, znajduje pełną aprobatę zwłaszcza lokalnych włodarzy, którzy dzięki komasacji i likwidacji małych szkół wiejskich, zyskują oszczędności tylko dla własnych, często prywatnych potrzeb. Jest wiele przykładów na terenie całego kraju „sobiepaństwa” miejscowego aparatu władzy tylko i wyłącznie dla własnego dobra, a nie dobra wspólnego. Nie trzeba być wielkim uczonym, żeby domyślić się, do czego to prowadzi. Odpowiednim terminem może być „wygłuszanie” lub „wygaszanie” kraju.

    Minister edukacji, pani "Luzik-Rostowska", uważa, że nie jest rozwiązaniem problemu przekazywanie szkół fundacjom i stowarzyszeniom działającym w ramach non profit. Według niej jest to "pełzająca prywatyzacja", czyli tak jakby to było groźne przestępstwo. Dlatego stara się za wszelką cenę nie dopuścić do niej. Gdyż w rezultacie cały aparat urzędniczy, ciążący jak kamień u szyi, począwszy od MEN, poprzez lokalne wydziały oświaty, a skończywszy na kuratoriach - okazałby się całkowicie zbędny.

    Tak się stało np. w Finlandii. Wskutek narodowego referendum oświata stała się tam najbardziej priorytetową dziedziną życia. Nie ulega wątpliwości, że Finlandia przoduje na świecie pod względem osiąganych wyników nauczania, itp. Zawód nauczyciela jest najbardziej prestiżowym, nawet w porównaniu z wojskiem, czy lekarzami. Ale zniknęły z ich urzędów wydziały oświaty, kuratoria i wszelkie, lokalne inspekcje. Nawet zlikwidowano dzienniki lekcyjne, w szczególności dotyczące ocen!!! Pozostało jedynie państwo jako odpowiedzialne za utrzymanie szkół, opłacanie nauczycieli, ale także ich obowiązkowe DOKSZTAŁACANIE.

    Oto co oferuje uczniom szkoła fińska: "wybór, ruch, działanie, wolność, współpraca, rozmowa, różnorodność, energia i radość" (cytat pochodzi z książki Johna Holta "Zamiast edukacji publicznej").

    A co daje polska publiczna oświata, nieważne czy od 6-7 lat, z gimnazjum czy bez: "Budzące zawiść porównania, testy, klasówki, sprawdziany, plusiki, słoneczka, złote gwiazdki, oceny, przymus, groźby, kary, strach, hierarchia i poniżanie".

    TO SĄ PALĄCE PROBLEMY, KTÓRE PAŃSTWO I KOLEJNA WŁADZA POWINNA W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI ROZWIĄZAĆ, A NIE GMERAĆ W GNOJU, DO KTÓREGO DOPROWADZILI. ZACZĄĆ OD ROZWIĄZANIA TYCH CZTERECH PROBLEMÓW, A DOPIERO POTEM ZMIENIAĆ ZASADY, STRUKTURY, LIKWIDOWAĆ LUB TWORZYĆ GIMNAZJA, ITD. NIE BĘDZIE BOWIEM CZEGO ZMIENIAĆ WKRÓTCE, GDY POZAMYKACIE WSZYSTKIE MAŁE, NIBY TO NIERENTOWNE SZKOŁY!

    Ludzie, obudźcie się naprawdę, bo znów obudzicie się z rękami w nocnikach!

    Odpowiedz
  • Papaja(2015-11-02 20:36) Zgłoś naruszenie 00

    geesrgtaergta powiedział/ła: "Papaja- podstawy programowe obowiązują w każdym cywilizowanym kraju- z twoją Finlandią włącznie- i są ustalane centralnie, a nie przez "kastę świętych krów". Gratuluję poziomu i zorientowanie w temacie. Pewne minimum musi istnieć, aby go nie przekroczyć w dół- już rozumiesz, czy wytłumaczyć jaśniej?"

    A czy szanowna Pani/Pan jakaś/iś tam wymaga jaśniejszego wytłumaczenia reszty moich i nie tylko postulatów? To właśnie z "kasty świętych krów" pochodzi pani minister edukacji, a także w większości urzędnicy wydziałów oświaty szczebla lokalnego, jak gminy, powiaty, województwa, itp. Także w składzie poszczególnych kuratoriów doszukamy się łatwo pogrobowców szkoły restrykcyjnej. W mojej gminie każdy członek aparatu władzy wywodzi się z tej kasty. Burmistrz nawet startował swego czasu na stanowisko w kuratorium. Dyrektorka wydziału oświaty była dyrektorką wielkiej szkoły publicznej, potem urzędniczką w kuratorium. Czy ci zabetonowani ludzie zrobią coś lepszego oprócz "podstawy programowej"? Właśnie Finlandia w pierwszym posunięciu pozbyła się "podstaw programowych", "planów ramowych", itp., ponieważ słusznie doszła do wniosku, że szkoła i nauczyciele sami wiedzą, czego i ile uczyć. Nie muszą trzymać się sztywno gorsetu "podstawy", która właśnie ogranicza pole manewru placówki.

    Następna kwestia z tym związana to wymuszanie konieczności istnienia i rozbudowy aparatu urzędniczego. Przecież ktoś musi kontrolować wykonanie tych "podstaw programowych", prawda? Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że z chwilą gdy przestaną istnieć owe słynne "papierki", to utrzymanie przez państwo całego, ogromnego balastu urzędniczego, stanie się zbędne. Nie przychodzi też nikomu do głowy, że jakoś lekarze nie mają żadnych "podstaw programowych", prowokujących rozmaite inspekcje do kontroli wykonawstwa swoich wymysłów. Czy przez to jednak lekarze leczą lepiej lub gorzej?

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane