- Test dla mediów w Dniu Walki z Depresją. Gdzie przebiega granica prywatności?
- Ujawnienie choroby bez zgody – czy to naruszenie prawa i dóbr osobistych?
- „Przemocowe wyoutowanie” w praktyce. Co dzieje się z osobą w kryzysie psychicznym?
- Oswajanie depresji czy presja na ujawnienie? Nowy trend wśród osób publicznych
- Czy osoba publiczna traci prawo do prywatności? Zdrowie psychiczne a interes publiczny
W Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją wybuchł spór, który boleśnie pokazuje napięcie między „prawem opinii publicznej do wiedzy” a prawem człowieka do prywatności. W tekście opublikowanym przez Rzeczpospolitą pojawiła się informacja, że Szymon Hołownia zmaga się z depresją. Sam zainteresowany odpowiedział ostro, mówiąc o „przemocowym wyoutowaniu” i naruszeniu jego sfery prywatnej. Redakcja przeprosiła, a artykuł zniknął z serwisu.
Test dla mediów w Dniu Walki z Depresją. Gdzie przebiega granica prywatności?
To wydarzenie jest czymś więcej niż medialną wpadką. Jest testem dla standardów dziennikarskich – i dla naszej społecznej dojrzałości w rozmowie o zdrowiu psychicznym. Piszę o tym w podwójnej roli: dziennikarki oraz psychoterapeutki, która codziennie widzi, jak kruche bywa poczucie bezpieczeństwa osoby w kryzysie.
Chcę też jasno podkreślić: nie piszę tu o stanie zdrowia Szymona Hołowni – sam stanowczo zaprzeczył, by chorował na depresję. Ten tekst nie jest analizą jego sytuacji medycznej. To refleksja o granicach – o tym, czy i kiedy informacja o czyimś zdrowiu psychicznym może stać się publicznym newsem, nawet jeśli intencją jest „ważna społecznie rozmowa”.
Ujawnienie choroby bez zgody – czy to naruszenie prawa i dóbr osobistych?
Informacja o stanie zdrowia – fizycznego czy psychicznego – należy do najbardziej wrażliwych danych osobowych. W polskim porządku prawnym jest chroniona zarówno przez przepisy o ochronie dóbr osobistych, jak i regulacje o ochronie danych wrażliwych.
Nawet jeśli osoba pełni funkcję publiczną, nie oznacza to automatycznego zniesienia prawa do prywatności. Europejski standard – wypracowany w orzecznictwie ETPCz – mówi jasno: ingerencja w sferę prywatną musi być proporcjonalna i uzasadniona istotnym interesem publicznym.
Czy sam fakt chorowania na depresję – bez związku z konkretną decyzją, konfliktem interesów czy nadużyciem – spełnia to kryterium? To pytanie, które powinniśmy sobie uczciwie zadać. W tekście z Rzeczpospolitej zabrakło głosu samego zainteresowanego. A to jest pierwsza zasada rzetelności: wysłuchać, skonfrontować, dać możliwość odniesienia się.
„Przemocowe wyoutowanie” w praktyce. Co dzieje się z osobą w kryzysie psychicznym?
W psychoterapii mówimy o czymś takim jak kontrola nad narracją o sobie. Osoba w kryzysie psychicznym często i tak zmaga się z poczuciem utraty kontroli – nad emocjami, nad ciałem, nad codziennością. Publiczne ujawnienie informacji o jej stanie zdrowia bez zgody może pogłębić poczucie wstydu i bezradności, uruchomić lęk przed oceną, zwiększyć izolację społeczną i utrudnić proces leczenia.
Wbrew pozorom, nawet jeśli publikacja jest „podszyta troską” i opatrzona apelem o szukanie pomocy, intencja nie neutralizuje skutku. W terapii kluczowa jest dobrowolność i gotowość. Ujawnienie – by miało sens – musi być aktem sprawczości, a nie przymusu.
Oswajanie depresji czy presja na ujawnienie? Nowy trend wśród osób publicznych
Od kilku lat obserwujemy zjawisko, które można nazwać społecznym „coming outem zdrowia psychicznego”. Aktorzy, sportowcy, politycy mówią: „choruję”, „leczę się”, „biorę leki”. To ma ogromną wartość, bo redukuje stygmatyzację, która w przypadku chorób psychicznych jest nadal wyjątkowo mocno ugruntowana. Taki "coming out" pokazuje, że depresja nie wyklucza z życia zawodowego. Że można pełnić odpowiedzialne funkcje i jednocześnie się leczyć.
Ale pojawia się ryzyko drugiego ekstremum.
Jeśli zaczniemy traktować publiczne ujawnienie jako moralny obowiązek („skoro inni mówią, ty też powinieneś”), wpadniemy w pułapkę. Osoba chora nie jest rzecznikiem sprawy. Nie musi być twarzą kampanii społecznej. Nie ma obowiązku edukować innych kosztem własnej prywatności. Psychoterapia uczy szacunku dla tempa pacjenta. Społeczeństwo też powinno się tego nauczyć.
Czy osoba publiczna traci prawo do prywatności? Zdrowie psychiczne a interes publiczny
To argument, który niemal na pewno będzie powracał. Polityk – powie ktoś – współdecyduje o losie państwa. Jego kondycja psychiczna może mieć znaczenie. Owszem, może. Ale wtedy rozmowa musi dotyczyć zdolności do pełnienia funkcji, a nie samej diagnozy.
Depresja nie jest równoznaczna z niekompetencją. Wielu ludzi zmagających się z epizodem depresyjnym pracuje, podejmuje decyzje, kieruje zespołami. Choroba psychiczna nie odbiera automatycznie zdolności do działania. Stygmat polega właśnie na tym uproszczeniu: „ma depresję, więc nie daje rady”. To skrót myślowy, który krzywdzi miliony osób.
Wtórna trauma i efekt domina. Jak medialne ujawnienie wpływa na innych chorych?
Jest w tej historii jeszcze coś mniej widocznego niż nagłówki i oświadczenia. Coś, co w gabinecie terapeutycznym wybrzmiewa znacznie ciszej, ale znacznie dłużej. Publiczne „wyoutowanie” – nawet jeśli dotyczy osoby znanej – może uruchomić mechanizm wtórnej traumy. Każdy komentarz, każda analiza, każdy ironiczny wpis w mediach społecznościowych staje się kolejnym bodźcem, który zmusza do ponownego przeżywania tego, co i tak było trudne.
Jest też efekt domina. Osoby, które dopiero rozważają wizytę u psychiatry czy psychoterapeuty, patrzą na takie sytuacje i zadają sobie pytanie: „A co jeśli ktoś wykorzysta to przeciwko mnie?”. Lęk przed stygmatyzacją bywa silniejszy niż gotowość do leczenia. A przecież w kryzysie psychicznym najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa.
I wreszcie kwestia wsparcia. Prawdziwe wsparcie nie polega na eksponowaniu czyjejś historii lub czynieniu z niej symbolu czy przestrogi. Wsparcie to towarzyszenie – czasem dyskretne i ciche, ale zawsze oparte jest na zgodzie.
Między destygmatyzacją a naruszeniem prywatności. Gdzie jest granica?
Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją miał być dniem zwiększania świadomości. Paradoksalnie stał się lekcją o granicach. Odczarowywanie chorób psychicznych jest potrzebne, ale powinno odbywać na warunkach osób, które ich doświadczają. Autentyczne „tak, choruję” ma moc tylko wtedy, gdy jest wypowiedziane dobrowolnie. Inaczej staje się kolejną formą presji. A presja nie leczy.
Gdzie szukać pomocy
Jeśli ktoś z Państwa zmaga się z kryzysem psychicznym:
- 116 123 – całodobowy telefon zaufania dla dorosłych (Polskie Towarzystwo Psychologiczne)
- 800 70 22 22 – centrum wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym
- 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
Szukanie pomocy nie jest słabością. Jest aktem odwagi.