Uczelnie dostaną o 10 proc. mniejsze dotacje na stypendia dla osób wysyłanych za granicę. Nie wszystkim więc sfinansują wyjazd w całości
Erasmus coraz bardziej popularny / Dziennik Gazeta Prawna
– Studenci mogą się czuć oszukani – mówi wprost Mateusz Mrozek, przewodniczący Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej. Chodzi o osoby, które w przyszłym roku akademickim zamierzają wyjechać na naukę do zagranicznej szkoły wyższej w ramach programu Erasmus+.
Reklama

Reklama
– Już po zakończonej przez uniwersytet rekrutacji Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji – Narodowa Agencja Programu Erasmus+ poinformowała nas o zmniejszeniu dofinansowania o kolejne 10 proc. Mimo że w roku 2014/2015 dotacja stopniała aż o 20 proc. – informuje Sylwia Salamon, koordynator programu Erasmus na Uniwersytecie Warszawskim.
Wczesna rekrutacja
UW zdecydował, że zapłaci tylko za pierwszy semestr nauki (albo dwa trymestry). Studenci, którzy mają studiować pełen rok akademicki, będą musieli resztę wydatków pokryć z własnej kieszeni.
– Problemem jest to, że uczelnie w momencie, kiedy zaczynają rekrutację, nie wiedzą, jakimi środkami ostatecznie będą dysponować – ocenia Tomasz Brańka, koordynator uczelniany programu Erasmus na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Podobnie uważają przedstawiciele innych szkół wyższych.
– O wysokości dofinansowania z Narodowej Agencji Programu Erasmus+ dowiedzieliśmy się pod koniec kwietnia. Ale na ogólną pulę przeznaczoną na Erasmusa wypływają też inne fundusze, z programu POWER oraz środki norweskie. Wiadomości o tych pieniądzach otrzymaliśmy odpowiednio w maju i w czerwcu – wyjaśnia Sylwia Salamon.
Dopiero po uzyskaniu wszystkich danych uczelnia może ustalić, jakimi pieniędzmi dysponuje na realizację programu Erasmus+. Tymczasem z naborem startują już na początku roku albo nawet w grudniu poprzedniego roku.
– U nas rekrutację zaczynamy w lutym i kończymy w marcu, czyli zanim otrzymamy informację o środkach, którymi będziemy dysponować. W tym roku akurat suma przyznanych funduszy okazała się wystarczająca do opłacenia stypendiów dla wszystkich zakwalifikowanych. Jeżeli byłaby niższa niż planowane wydatki, to mielibyśmy taki sam problem jak UW – tłumaczy Monika Rząca, koordynator wyjazdów w ramach programu Erasmus+ na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Dodaje, że UJ stara się zapobiegać takim sytuacjom, organizując dwie rekrutacje – główną i dodatkową.
– Już wiemy, że na dodatkową nie będziemy mieli funduszy – przyznaje Monika Rząca.
– Wczesny nabór jest ryzykowny, bo nie ma pewności, że przydzielone pieniądze wystarczą, ale nie mamy wyboru. Niektóre zagraniczne uczelnie oczekują, że prześlemy im listę osób zakwalifikowanych np. jeszcze w marcu – wyjaśnia Sylwia Salamon.
Błędne koło
– To problem, z którym boryka się Erasmus od 27 lat, czyli od jego rozpoczęcia – komentuje Beata Skibińska, zastępca dyrektora programu Erasmus+ ds. szkolnictwa wyższego z Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Tłumaczy, że nie ma możliwości, aby narodowa agencja wcześniej przesyłała uczelni informację o dotacji.
– Określamy jej wysokość dla poszczególnych szkół wyższych, czyli dzielimy pieniądze dopiero po uzyskaniu od nich wniosku wskazującego, ile osób planują wysłać na zagraniczne studia i o jaką kwotę zabiegają – zaznacza Beata Skibińska. – W skali kraju pula dofinansowania na mobilność studentów i pracowników nie maleje – wynosi ok. 43 mln euro, ale liczba szkół wyższych, które przystępują do programu, rośnie tak jak liczba jego uczestników. Dlatego do uczelni, które już w Erasmusie+ brały udział, płynie mniej pieniędzy. To czysta matematyka – podlicza Beata Skibińska.
Uzupełnia, że agencja, rozdzielając fundusze, nie może przekroczyć kwoty przypadającej na dane państwo.
– Musimy się stosować do ustalonych z Komisją Europejską zasad. Jeżeli suma dotacji dla wszystkich uczelni przekracza pulę dostępną dla Polski, liczba wyjazdów musi zostać proporcjonalnie zmniejszona – opisuje.
Potrzeba zmian
Studenci chcą zmian w programie Erasmus+. –Niestety nierzadko jest on wykorzystywany do uprawiania turystyki zagranicznej z i do Polski. Studenci chętniej wybierają miejsca o istotnych walorach krajobrazowych, gdzie zdobywanie wiedzy schodzi na drugi plan. Inną kwestią są problemy z uznawaniem efektów kształcenia uzyskanych podczas wymiany – zaznacza Mateusz Mrozek.
PSRP pracuje nad raportem o mobilności studentów.