Problemy demograficzne już wkrótce odbiją się na uczelniach wyższych. Obserwowany od kilku lat trend obniżania jakości kształcenia pogłębi się do tego stopnia, że to uczelnie niepubliczne będą oferowały wyższy poziom kształcenia niż państwowe.

Potwierdzają to wyniki badań Instytutu Badań Edukacyjnych. Wynika z nich, że na skutek obserwowanego od lat 90. spadku liczby urodzeń widoczny jest spadek liczby osób w wieku 19-23 lata z perspektywy wyborów przyszłych ścieżek edukacyjnych oraz jakości kształcenia. Przy zachowaniu dotychczasowych limitów przyjęć na studia okaże się, że na studia będą przyjmowane osoby o coraz niższym potencjale edukacyjnym. - Tym samym średni poziom studentów uczelni publicznych będzie cały czas się obniżał, a razem z nim poziom wynagrodzeń absolwentów – twierdzą badacze IBE.

Jak to jest możliwe? Zdaniem IBE wzrost dostępności kształcenia na uczelniach publicznych będzie prowadził do wzrostu odsetka osób wybierających tę ścieżkę edukacyjną na niekorzyść ścieżek kończących się na poziomie średnim i zawodowym. Obniżanie kryteriów przyjęcia na studia, spowodowane koniecznością pozyskania niezbędnej liczby studentów dla zapewnienia właściwego funkcjonowania uczelni, może doprowadzić do scenariusza, w którym rynek wymusi powstanie uczelni prywatnych o wyższej jakości kształcenia i wyższej barierze wejścia.

Reklama

Z analizy IBE wynika, że rok 2015 jest rokiem granicznym. Do tego czasu przeciętny poziom zdolnośc jednostek w przypadku wyboru wyższej szkoły publicznej rósł, a niepublicznej – malał. Od tego roku role się zamienią. Jeszcze przed 2030 rokiem jakość kształcenia w trybie niestacjonarnym na uczelniach publicznych stanie się gorszy niż tych w trybie stacjonarnym na uczelniach niepublicznych. Rewolucja naukowa dokona się przed rokiem 2045. Wówczas dotychczas uznawane za prestiżowe studia stacjonarne na uczelni publicznej stanął się gorsze niż te oferowane na uczelniach niepublicznych. Jeśli w systemie kształcenia nie dokona się żadna poważna zmiana to do 2060 roku kształcenie stacjonarne na uczelniach publicznych będzie najgorszym możliwym wyborem na poziomie studiów wyższych. Przepaść między przeciętnym poziomem zdolności studenta ze szkoły prywatnej i publicznej wyniesie 70 proc. na korzyść tego pierwszego.

- Przeciwdziałanie wskazanym wyżej procesom przez regulacje polegające na utrudnieniu dostępu do studiów stacjonarnych na uczelniach publicznych (ograniczenie liczby miejsc, wprowadzenie współwłasności) pozwala na częściowe ograniczenie spadku średniej jakości poziomu zdolności, a w konsekwencji wiedzy i umiejętności absolwentów tych uczelni oraz ich późniejszych potencjalnych średnich wynagrodzeń. Należy jednak brać pod uwagę, że każde ograniczenie dostępności studiów stacjonarnych na uczelniach publicznych prowadzi do obniżenia odsetka osób z wyższym wykształceniem w społeczeństwie, co jest niekorzystnym wynikiem procesu – czytamy w analizie IBE.

Reklama

Będzie to miało również swoje konsekwencje jeśli chodzi o kształtowanie się wynagrodzenia. Średnie wynagrodzenie osób, które ukończyły uczelnię publiczną w trybie stacjonarnym już wkrótce zaczną spadać. Ich zrównanie z pensją osoby, która ukończyła studia na uczelni prywatnej zrówna się w okolicy roku 2060.

Badacze IBE założyli, że obecnie magister po szkole państwowej zarabia nieco ponad 3000 złotych, a po prywatnej – 2800 zł. We wspomnianym 2060 roku średnie wynagrodzenie magistra wyniesie nieco mniej niż 3000 zł. Zrównanie wynagrodzenia kończących studia w trybie niestacjonarnym nastąpi w 2075 roku. Co ciekawe już w 2015 roku pracodawcy chcą płacić więcej absolwentom szkół niepublicznych w trybie stacjonarnym, niż tym którzy kończyli państwowe uczelnie wyższe w trybie niestacjonarnym.