statystyki

Wyższa szkoła oszukiwania czyli jak system grantowy prowadzi do patologii na uczelniach

autor: Rafał Woś25.01.2015, 19:00; Aktualizacja: 26.01.2015, 08:29
Badania pokazują, że prowadzenie ćwiczeń czy seminarium w grupie, w której jest 30, 40 czy 50 osób, jest po prostu nieefektywne

Badania pokazują, że prowadzenie ćwiczeń czy seminarium w grupie, w której jest 30, 40 czy 50 osób, jest po prostu nieefektywneźródło: ShutterStock

Uniwersytety nabierają studentów, którym obiecują dobrą edukację. I podatników, bo w imię krótkoterminowych oszczędności dopuszczają się niegospodarności

Rafał Woś rozmawia o kryzysie na polskich uczelniach z Aleksandrem Temkinem i Mateuszem Piotrowskim.

O co tym razem chodzi?

O to, że źle się dzieje na uniwersytecie.

Oj, znowu będą lamenty?

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że opinia publiczna może być trochę znudzona ciągłymi żalami nad kondycją polskiego szkolnictwa wyższego. Dlatego chcemy wyjść poza pułap takiego rytualnego narzekania. I pokazać, co to właściwie znaczy, że się źle dzieje. I jak z tego wybrnąć. Bo potrzebna jest głęboka reforma, by nie powiedzieć radykalna zmiana sposobu myślenia o nauce.

To od czego zaczniemy?

Musimy zacząć mało romantycznie – od pieniędzy. I od tego, że polskie uczelnie są strasznie słabo finansowane. Jesteśmy pod tym względem w ogonie UE. Trudno myśleć o realnym rozwoju społecznym i gospodarczym bez inwestycji w naukę. A teraz wydatki na edukację, badania i rozwój, mimo całej retoryki kreatywności i innowacyjności, traktuje się jako zło konieczne. Z perspektywy rządzących najlepiej, żeby tych wydatków nie było.

A miało być bez rytualnego lamentowania, że pieniędzy jest za mało.

W porządku. Ale chodzi nie tylko o wysokość nakładów na naukę, lecz także o wadliwy system ich dystrybucji. Problem polega także na tym, że w Polsce w ostatnich latach zmienił się sposób finansowania uczelni. Pieniądze nie płyną już ze stałych funduszy strukturalnych. Nauka jest dziś finansowana za pośrednictwem Narodowego Centrum Nauki, które rozdaje środki w systemie grantowym. To jest zupełnie inny sposób myślenia o pracy naukowca i o uprawianiu nauki. I prowadzi do wielu patologii.

Jakich?

System grantowy prowadzi prostą drogą do prekaryzacji uniwersytetu jako miejsca pracy i do upadku poziomu nauczania. Finansowana grantowo uczelnia staje się kolejnym miejscem, które siłą dostosowuje się do rynkowej logiki. W ten sposób powstaje dziwaczny, zbiurokratyzowany pseudorynek.


Pozostało jeszcze 90% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (7)

  • ślusarz(2015-01-26 02:05) Zgłoś naruszenie 20

    szkolnictwo wyższe, wszelakiej maści "instytuty" dołożę do tego PKP i górnictwo tkwią głęboko w minionej epoce. . .tam komuna jeszcze się dobrze trzyma (nieróbstwo, nepotyzm i dojenie kasy). Gdyby nie wysiłek małego i drobnego biznesu, na którym państwo żeruje jak robactwo na padlinie, to pozdychaliby wszyscy z głodu. . ..Amen.

    Odpowiedz
  • student(2015-01-26 07:50) Zgłoś naruszenie 00

    Nie ma w Polsce resortu który nie miałby kłopotów finansowych.A jak ma ich nie być kiedy 80% BUDŻETU przeznacza się na urzędasów ,nierobów ,kombinatorów ,politycznych pociotków.W naszym kraju króluje złodziejstwo,zbrodnie afery,nepotyzm.Prawo karne nie istnieje.Karze się tylko biednych i małych za batona lub piwo.Jak w tym kraju może być sprawiedliwość kiedy licząsię tylko głębokie kabzy rządzących polityków i ich otoczenia.Na nic innego pieniędzy brak.Dotacje unijne dostają podobno ci którzy dzielą.I tu króluje złodziejstwo.

    Odpowiedz
  • m.a(2015-01-26 11:58) Zgłoś naruszenie 00

    W pelni popieram uwagi "prawda o (mało) zabawnych systemach kształcenia".
    Rzeczywistosc polskich uczelni jest jeszcze bardziej skomplikowana.

    To nie system grantowy jest podstawowym zrodlem patologii tylko PATOLOGICZNA na wskros struktura i organizacja polskich uczelni. Od wielu lat dydaktyka sluzyla nie nowoczesnemu ksztalceniu tylko zapewnieniu etatow, na ktorych oceniano glownie tzw. dzialalnosc naukowa. Tak zwana gdyz najczesciej bylo to zasciankowe, ukladowe krecenie sie dookola wlasnego ogona bez jakiejkolwiek znajomosci the state of the art w dziedzinach (dowod - pozycja polskich uczelni w rankingach). Nie oznacza to, ze nie mamy w kraju swietnych naukowcow i wysp excellence naukowej czy dydaktycznej. Sa one jednak w znakomitej mniejszosci co nalozone na "demokracje akademicka" daje nam rzady mediokracji, ktore tworza, podtrzymuja i chronia wszelkie obecne patologie systemu.
    W ramach wsparcia excellence naukowej sprobowano przesunac skromne srodki z dzialalnosci statutowej do systemu grantowego tyle, ze przykladowo rady naukowe NCN i NCBiR zostaly wybrane sposrod propozycji gremiow mediokratycznych i kolko sie w ten sposob zamknelo. Narzekania na poziom recenzji eksperckich w koncu maja swoje zrodlo wlasnie w kompetencjach Rad Naukowych i wyznaczanych przez nich ekspertow (zwlaszcza w NCN, gdzie o wszystkim ustawowo decyduje rada naukowa).

    TYmcazsem, jeszcze teraz probuje sie forsowac teze, ze tam gdzie jest kategoria A tam nalezy dofinansowac tez mocniej dydaktyke. Nic bardziej blednego!!! System jest patologiczny i dobra dydaktyka niekoniecznie ma wiele wspolnego z excellence naukowa akademika - czesto wrecz spychotechnika ze starociami z pozolklych kartek pozwalajaca na wygospodarowanie czasu na dzialalnosc naukowa. Fatalne ksztalcenie mlodziezy na wczesniejszych etapach edukacji (nie chodzi mi tutaj o same TRESCI programowe lecz kreatywnosc, logike, umiejetnosc kojarzenia faktow, pracy w grupie) powoduje, ze mlodziez ta wymaga poswiecenia jej zdecydowanie wiecej czasu niz drzewiej. Tylko czy ktokolwiek z politykow to rozumie?

    Nie buduje sie domu bez fundamentow.
    Nauki nie mozna zbudowac zanidbujac dydaktyke na polskich uczelniach. I to jest glowne zrodlo wszelkich patologii.

    Polskie uczelnie sa NIEDOINWESTOWANE przede wszystkim DYDAKTYCZNIE, a programy studiow dostosowane do walki o pensum/etaty grup o najwiekszej sile glosu i do wiedzy juz zatrudnionych osob, ktora niertaz traci myszka. Kategorie A moga miec wydzialy, na ktorych nie ma Nauki ale jest produkcja makulatury do czasopism z IF, ktore sa wydawane w Polsce.

    Odpowiedz
  • rachunek praw do podobieństwa(2015-01-26 13:08) Zgłoś naruszenie 00

    do Internauty "student":

    cyt.".Prawo karne nie istnieje."

    Ojej, proszę nie narzekać, że Polska nie jest państwem prawa. Ponieważ należy się cieszyć z tego, co się ma, zatem, proszę teraz włączyć funkcję "cieszę się" i uświadomić sobie, że Polska jest przynajmniej państwem TABUNÓW STUDENTÓW KIERUNKU "PRAWO" ITP. Na wydziałach prawa (i administracji) kształcą się ich zastępy, jakże spragnione wiedzy prawniczej i radość płynąca z jej zdobywania, rozświetla mroki obecnej niewesołej rzeczywistości. A kształcą ich na tym kieurnku, posiadacze stopni i tytułów "mgr", "dr", "dr hab." i "prof. dr hab." z zakresu tzw. nauk prawnych. To "męże i niewiasty radą i mądrością znakomite" w naukach prawnych i zaiste, gdyby tak zwolnić np. 10 % z nich, a aoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na etaty dla chemików, fizyków, czy matematyków, to wg tych "mężów i niewiast radą i mądrością znakomitych" w naukach prawnych, stałaby się POTWORNA krzyyyywda i zostaliy baaaarrrrdzo skrzywdzeni. Co prawda, na bezrobociu lub w innych branżach, marnują się zdolni chemicy, fizycy i matematycy, no, ale to "nic strzanego", prawda ?
    Natomiast "męże i niewiasty radą i mądrością znakomite" w naukach prawnych "odkrywają prawdę", no tak, przecież pracują na uczelni, a tam odkrywa się prawdę. Wzorem Piłata nalezałoby zapytać ich, czym jest ta prawda ? Zapytany o to samo, Jezus Chrystus nie odpowiedział, jednak jest On Bogiem i mógł sobie pozwolić na milczenie. Jednakże, "męże i niewiasty radą i mądrością znakomite" w naukach prawnych, BOGAMI NIE SĄ I NIGDY NIE BĘDĄ, a czy wiedzą i powiedzą, co to jest ta prawda ? Patrząc na te TABUNY studentów na kierunku "prawo", od razu mozna powiedzieć, że w końcu podatnicy suto (w sumie) płacą uczonym prawnikom, ze swoich podatków, za prowadzenie zajęć ze studentami kierunku "prawo" itp. NO I CO Z TEGO CI PODATNICY MAJĄ ? Wymiar sprawedliwości i kodeks karny - oba przypominają w działaniu, motorowery na trójkątnych kołach z tektury. A przecież przepisy prawne wspóltworzą m.in. absolwenci wydziałów prawa i administracji...

    Odpowiedz
  • prawda o (mało) zabawnych systemach kształcenia(2015-01-26 01:39) Zgłoś naruszenie 00

    Do Internauty "analityk"

    Napisał Pan m.in. cyt."Nasze uczelnie są szkołami wyższymi i wykonują funkcje stricte dydaktyczne a nie badawcze. Chodzi oto by te relacje odwrócić. W badaniach musi być konkurencja, która kreuje najlepsze opracowania a nie ściemnianie jak to jest dotychczas."

    Bardzo trafna uwaga, jednakże ja dodam moje uwagi.

    Pseudo-nauczanie przedmiotów przyrodniczych i ścisłych, jakie jest realizowane w polckich szkołach, powoduje, że ZNOWU jakieś 40-50 % maturzystów wybierze do studiowania etnologię, prawo itp. kierunki, gdyż na studiowanie chemii, czy fizyki, po prostu NIE STAĆ ich intelektualnie. W ten sposób zapewnią godziny zajęć dla przedstawicieli dziedzin humanistycznych i społecznych.

    Można zaryzykować twierdzenie, że W PEWNYM SENSIE, uprawianie nauki, zwłaszcza na polskich uczelniach, sprowadza się nierzadko do... prowadzenia zajęć ze studentami. Prowadzenie tych zajęć , to niemalże "uświęcony" sposób spędzania życia przez naukowca. Zaś ta "prawdziwa" praca naukowa, to z punktu widzenia tego systemu nauki i szkolnictwa wyższego, jest nierzadko, DODATKIEM, tzn. gdy ktoś miał pecha, tzn. ma takie zajęcia dydaktyczne, jakie mu LOS WYLOSOWAŁ, jest poza zespołem badawczym itp., to jego praca naukowa jest często WYŁĄCZNIE JEGO SPRAWĄ.

    W polskim systemie nauki i szkolnictwa wyższego obowiązuje bowiem ŻELAZNA ZASADA:

    NIE MA ODPOWIEDNIEJ ILOŚCI ZAJĘĆ w danej jednostce na danej uczelni, które mógłby poprowadzić naukowiec X. (awięc nie spełnia zasady pensum dydaktycznego) -> NIE MA SZANS DLA NIEGO NA ETAT w tej jednostce.

    ALE JEST TEŻ ŻELAZNA ZASADA NR 2:

    Jak na ironię, ten ETAT, gdy już dany naukowiec go uzyska, może on UTRZYMAĆ TYLKO WÓWCZAS, GDY MA DOROBEK NAUKOWY.

    KURIOZUM tkwi dodatkowo w fakcie, że z punktu widzenia systemu, NIE JEST WAŻNE, czy te zajęcia w ogóle wiążą się jakoś z dziedziną naukową danego naukowca, WAŻNE, ŻE SĄ, ważne, że są studenci, to jest najistotniejsze.

    ŚMIESZNE I ŻAŁOSNE ? Owszem, ale kogo to obchodzi ? Przecież to właśnie Polska. A wydawałoby się, zwłaszcza po przeczytaniu np. autobiografii Sacharowa lub "Dzieci Arbatu" Rybakowa, że takim krajem, nie do pobicia pod względem kuriozalnych warunków, panujących również w nauce, był ZSRR - chyba jednak znalazł on "godną" następczynię pod tym względem...


    No i kogo to obchodzi ? Maturzystów, co "stękają" przy logarytmach ?

    Odpowiedz
  • prawda o (mało) zabawnych systemach kształcenia(2015-01-26 22:53) Zgłoś naruszenie 00

    Kolega/Koleżanka "m.a" ma rzecz jasna, rację.

    Wniosek: ŻADNE SAMO zwiększanie nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe, BEZ REFORMY nauczania przedmiotów przyrodniczych i ścisłych w szkołach, NIC tutaj NIE DA. Jest to troszkę, jak próba leczenia chorego na zapalenie płuc, wyłącznie przy pomocy witaminy C i "naturalnych antybiotyków" (z całym szacunkiem dla tych ostatnich). MNiSW może sobie dołożyć nawet równowartość budżetu Pentagonu i tak to niewiele da, PRZY OBECNEJ hybrydzie ww. systemów edukacji i oświaty oraz nauki i szkolnictwa wyższego.


    Jako puentę, wypada dodać jeszcze "wspaniały" pomysł Pani Minister z wiosny tego roku (chyba Państwo o nim słyszeli). Mianowicie, Pani Minister wymyśliła, żeby na każdym kierunku studiów wprowadzić obowiązkowy pakiet przedmiotów humanistycznych, po to, żeby "kształcić światłych obywateli". Jako komentarz, można tylko westchnąć i powiedzieć, żeby to "humanistyczne światło" przypadkiem nie oślepiło już całkiem tych studentów...

    Pragnę podkreślić, że nie jestem przeciwko dziedzinom humanistycznym i społecznym, jako takim. Natomiast, przeciwko GŁUPOCIE, to jestem i to JAK NAJBARDZIEJ. A właśnie z MEGA-GŁUPOTĄ mamy obecnie do czynienia w hybrydzie systemów: edukacji i oświaty oraz nauki i szkolnictwa wyższego.

    Pierwszy działa, niczym trzustka chorego na cukrzycę: jak wiaodmo, nie dostarcza ona odpowiedniej ilości insuliny <-> system edukacji i oświaty nie dostarcza systemowi nauki i szkolnictwa wyższego, ODPOWIEDNIO DUŻEJ ilości chętnych do studiowania kieurnków przyrodniczych i ścisłych (informatykę tutaj pomijam - ona "obrodziła" w ostatnich czasach).

    No i ZNOWU można zapytać: KOGO TO OBCHODZI ? Panią Minister MEN, która o nauczaniu fizyki ma pojęcie praktycznie ŻADNE ? Panią Minister MNiSW, która ucieszona tym, że gdzieś tam w instytucie badawczym młodzi doktoranci czegoś dokonali (i chwała Im za to), myśli, że jest "nieźle" w nauce polskiej, i to jej WYSTARCZA ?

    Odpowiedz
  • analityk(2015-01-25 20:44) Zgłoś naruszenie 01

    Pan Profesor Woś zapomina, że system grantów działa na zachodzie i w USA i się sprawdza. Nasze uczelnie są szkołami wyższymi i wykonują funkcje stricte dydaktyczne a nie badawcze. Chodzi oto by te relacje odwrócić. W badaniach musi być konkurencja, która kreuje najlepsze opracowania a nie ściemnianie jak to jest dotychczas.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane