Właśnie objął pan funkcję prezesa Polskiej Akademii Nauk. Jaki wyznaczył pan sobie cel?

W głosie środowiska naukowego jest wielka luka. Moim celem jest jej zapełnienie.

Jak?

Podam przykład. W 2004 r. dostaliśmy się do Unii Europejskiej (UE) i mogliśmy skorzystać z pieniędzy unijnych. Tamtego roku 140 jednostek naukowych otrzymało status centrów doskonałości, które dostały znaczne środki na swój rozwój. Z kolei w 2007 r. rozpoczęła się nowa perspektywa finansowa UE. Zmieniła się koncepcja rozdzielania funduszy na naukę. Zaczęliśmy budować wielkie infrastruktury badawcze – cały szereg olbrzymich gmachów wypełnionych drogim sprzętem. Teraz zaczyna się kolejna perspektywa UE na lata 2014–2020. Tworzymy więc nową strategię – pieniądze na badania naukowe mają płynąć przez przedsiębiorstwa. Zamiast sprawdzić, jak dane przedsięwzięcia funkcjonują, rozpoczynamy zupełnie inne działanie. Koncepcje centrów doskonałości czy wielkich infrastruktur badawczych zapewne nie były optymalne, ale były. Nic nie wykańczamy. Nic nie oceniamy, tylko co chwila zaczynamy coś nowego.

Kto zawinił?

O tym, na jakie cele kierowane są środki unijne, decyduje głównie administracja, ta unijna, i ta krajowa (szczególnie Ministerstwa: Infrastruktury i Rozwoju, Gospodarki oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego). A środowisko naukowe jest mistrzem przystosowywania się do nowych, narzuconych przez administrację sytuacji. Jeśli są środki, naukowcy o nie występują, bez względu na cel takiego działania.

Ale jak to zmienić?

Głos środowiska naukowego był dotychczas słabo słyszalny, a przecież jest taka instytucja jak Polska Akademia Nauk. Jej członkami jest co najwyżej 350 osób wyłonionych z 11 tys. profesorów działających w kraju. To elita elit. W tym gronie są osoby pracujące w szkołach wyższych oraz związane z instytutami PAN. To grono ma ogromny kapitał wiedzy i doświadczenia.

Dlaczego głos PAN był do tej pory niesłyszalny?

Nie będę oceniał poprzedników. Będę się starał, aby to grono zostało wreszcie dostrzeżone. Musimy być słyszani, jako donośny i merytoryczny głos opiniodawczy. Bo jeżeli jedynie przystosowujemy się do tego, co na nas spada, to nauka nie rozwija się dobrze.

A nie rozwija się dobrze?

Niestety nie, choć zostały w nią zainwestowane ogromne środki. Dlaczego tak się dzieje? Bo mamy braki dobrego kapitału ludzkiego, który nie powstanie w ciągu kilku lat. Pracuje się na niego dekadami. Proces jego tworzenia można było zapoczątkować na etapie powstawania centrów doskonałości, ale tak się nie stało. Można też było to uczynić, budując infrastruktury badawcze, tego również nie zrobiono. Kapitał ludzki jest podstawą rozwoju nauki. Centra i infrastruktury trzeba teraz zapełnić zdolnymi naukowcami.

Jak zatem co teraz trzeba zrobić?

Zdolni ludzie rodzą się na całym świecie. Ci, którzy ściągają najlepszych pracowników nie tylko ze swojego terytorium, ale też z innych państw, wygrywają – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, współcześnie Chiny. Tam liczba cudzoziemców kształcących się na czołowych uczelniach jest co najmniej równa liczbie studentów z macierzystego kraju. U nas wynosi zaledwie kilka procent. My mamy naukę, która jest zamknięta. Nasza kadra naukowa nie jest mobilna. Brakuje też badaczy i zespołów badawczych, które byłyby w stanie rywalizować o granty europejskie. Przykładem są chociażby wyniki ostatniego konkursu Europejskiej Rady Nauki (ERN), które zostały ogłoszone w marcu tego roku. Taki konkurs jest papierkiem lakmusowym stanu nauki w danym kraju. Laureatami zostali naukowcy z 38 państw. Do tego grona weszli nie tylko Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi, lecz także Czesi i Węgrzy. Nikt z Polski. Wyprzedają nas kraje, które powinny być, z racji tego, że są od nas kilka razy mniejsze, za nami. To bardzo niepokojące. Dlatego polskiej nauce potrzebna jest rewolucja na miarę kopernikańskiej.

Dlaczego polscy naukowcy nie są mobilni?

Na przeszkodzie stoją przede wszystkim względy praktyczne. Aby przenieść się do innego miasta, naukowiec musi wynająć mieszkanie, zapewnić byt rodzinie, znaleźć miejsce w przedszkolu i pracę dla ewentualnego partnera. Tymczasem placówka go przyjmująca oferuje mu pensję w wysokości 2–3 tys. zł miesięcznie. Brak mobilności hamuje naukę. Trzeba zatem ją wymusić. W praktyce polegałoby to na tym, że między placówkami naukowymi (uczelniami i instytutami PAN) dokonywałaby się wymiana naukowców. W środowisku naukowym potrzebny jest ferment. Za tym powinno iść dodatkowe wsparcie, m.in. finansowe.

Jak wymusić taki ferment?

Poza zbudowaniem systemu zachęt dla naukowców, przyznawania znaczącego wsparcia, chociażby na przeprowadzkę do innego miasta, można uwzględnić w ocenie placówek naukowych dodatkowy czynnik. Komitet Ewaluacji Jednostek Naukowych (KEJN) mógłby przyznawać punkty dla ośrodków, które uczestniczą w ruchu kadrowym. I nie chodzi mi tylko o zintensyfikowanie ruchu badaczy pomiędzy krajowymi instytucjami naukowymi. Jednostki powinny być motywowane do pozyskiwania badaczy z zagranicy. Badajże już w roku 2008 zaproponowałem, aby za pozyskanie do swojego grona laureata ERN placówka dostawała kilkaset punktów w kategoryzacji. Pomysł jednak nie spotkał się z aprobatą. Stwierdzono: jak to, za jednego człowieka aż tyle punków, kiedy za dobrą pracę naukową jest ich tylko kilkadziesiąt? Na to odpowiadam, że oczywiście tak. Teraz za tych laureatów jest przyznawana śmieszna liczba punktów. W efekcie w Polsce jest ich zaledwie kilkunastu. Gdyby jednostki naukowe wiedziały, że taki człowiek gwarantuje im skok do superligi w rankingu polskich jednostek naukowych, to bardziej zabiegałyby o nich. Co prawda Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stara się otoczyć tę sprawę szczególną troską, ale nadal coś nie działa. To się musi zmienić. Dlatego Polska Akademia Nauk musi być słyszalna, aby wskazywać kierunek pożądanych zmian.

A w samej PAN trzeba coś zmienić?

Wiele. Trzeba na przykład zwiększyć nadzór nad poszczególnymi instytutami. Ich oceny w PAN dokonujemy co kilka lat. Okazuje się jednak, że w przypadku niektórych ośrodków to okno jest zbyt szerokie. Dlatego będę się starał to zmienić. Chciałbym też, aby PAN służyła ekspertyzami i opiniami innym instytucjom naukowym, a także społeczeństwu.

Przykład?

W sprawach, które nurtują społeczeństwo – GMO, szczepienia dzieci, system edukacji, in vitro itd. W tych tematach powinniśmy zabierać głos. Głos potrzebny, donośny i merytoryczny. W naszym gronie, zarówno w korporacji, jak i komitetach PAN, zasiadają ludzie, którzy są najlepszymi ekspertami w tych kwestiach.