W tym tygodniu w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie prezydenckiego projektu ustawy o Akademii Kopernikańskiej, który powstawał we współpracy z Ministerstwem Edukacji i Nauki. Wczoraj pozytywnie zaopiniowała go Rada Ministrów. Środowisko akademickie natomiast apeluje o wycofanie tego projektu. Dlaczego?

Projekt wywoła przeciwne skutki od tych, które są wskazane w jego uzasadnieniu.

Mianowicie?

Projekt zakłada powołanie Akademii Kopernikańskiej, w założeniu prestiżowej instytucji międzynarodowej. To myślenie życzeniowe niepoparte żadnymi merytorycznymi argumentami i choćby pobieżną analizą wykonalności. Nauki nie budują instytucje, tylko ludzie. Nie da się zadekretować, zwłaszcza w nauce, jakości, prestiżu, szacunku – wynikają one z jakości pracy zweryfikowanej przez innych naukowców. Kluczowa wada tej ustawy jest systemowa – nie można budować nowej akademii, która opiera się o rządową nominację. Projektowana ustawa zakłada m.in., że minister nauki będzie rekomendował pierwszych członków Akademii Kopernikańskiej. Nawet w czasach skrajnego komunizmu, kiedy w latach 50. powstawała Polska Akademia Nauk nikomu do głowy by nie przyszło, że Bierut czy jego akolici będą mianowali członków PAN. A teraz ma decydować minister. Ci, co zgodzą się wejść do tej nowej akademii, będą narażeni na skrajny ostracyzm, ponieważ środowisko akademickie nie toleruje wskazywania palcem (niezbyt kompetentnym), kto jest lepszy. To jest nieprzekraczalna granica. Taka akademia nie zostałaby uznana przez międzynarodowe instytucje i jej utworzenie bardzo by obniżyło prestiż nauki w Polsce, ale i urzędu Prezydenta, bo mówiąc bez ogródek, nie po to był wybierany.