To wyniki badań edukacyjnych MillwardBrown. Najlepiej w badaniu wypadają kierunki ścisłe, najgorzej ekonomiczno-biznesowe. Na tych ostatnich tylko 44 proc. studentów uważa, że są dobrze przygotowani do zawodu przez uczelnię, fatalnie też oceniają rozwój intelektualny, który oferują studia. A co trzeci z nich chciałby się cofnąć w czasie i zmienić kierunek. Być może to efekt tego, że przy wyborze kierunku dla większości studentów ekonomicznych główne znaczenie ma wizja potencjalnie wysokich zarobków, a nie zainteresowanie przedmiotem. Humaniści, choć nie łudzą się dobrze płatną pracą, przynajmniej liczą na rozwój intelektualny. I tylko ci z kierunków ścisłych stawiają i na poszerzenie zainteresowań, i na dobre zarobki.

Co zdaniem studentów, miałyby zrobić uczelnie, żeby mogli oni przestać obawiać się o przyszłość? Ściślej współpracować z firmami, zwiększyć nacisk na obowiązkowe staże oraz organizować zajęcia z praktykami. Jednak, choć młodzi deklarują, że praktyczne doświadczenie jest kluczowe, to tylko 35 proc. dobrowolnie wybrało się na staż. Wymówką jest najczęściej brak czasu. Blisko 40 proc. kończy dodatkowe kursy, które mają zwiększyć ich szanse na rynku pracy, a co trzecia osoba ma certyfikat potwierdzający znajomość języka obcego.

Zdaniem prof. Marka Rockiego, senatora i byłego rektora SGH, sytuacja absolwentów na rynku pracy się poprawi, bo zgodnie z nową reformą każda uczelnia musi wykazać się współpracą z pracodawcami. – W dobrych uczelniach te kontakty, a co za tym idzie i odpowiednio dobrane praktyki, już są – podkreśla prof. Rocki.

Studenci nie mają złudzeń: co trzeci przyznaje, że trudno znaleźć pracę po kierunku, który studiowali. Ale wszyscy zgodnie przyznają, że najłatwiej po kierunkach ścisłych. – To studia, które dają konkretny fach – przyznaje prof. Rocki.