Mury szkół wyższych opuszcza właśnie pierwsza grupa 3175 studentów objętych rządowym programem tzw. kierunków zamawianych (uwaga! są to kierunki zamawiane przez rząd, nie przez pracodawców). Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznaje wyniki osiągnięte przez absolwentów objętych tym pilotażowym programem za absolutny sukces. Spośród 3989 osób, które podjęły pięć lat temu studia na tych kierunkach, naukę ukończyło w terminie aż 80 proc. z nich. To o 20 proc. więcej, niż wynosi średnia dla wszystkich kierunków uczelnianych w Polsce. Mało tego, jak twierdzi resort nauki, absolwenci tych kierunków bez trudu znaleźli już pierwsze zatrudnienie. Rozchwytywały ich głównie koncerny farmaceutyczne, laboratoria, firmy informatyczne oraz instytucje finansowe. Trudno się temu dziwić, studenci ci podczas nauki objęci byli nie tylko dodatkowymi zajęciami wyrównawczymi z matematyki czy fizyki oraz języków obcych, ale przechodzili także specjalistyczne kursy i staże zawodowe, dzięki którym większość z nich zdobyła niezbędne uprawnienia do wykonywania zawodu już w trakcie trwania nauki.

Praktyk nie ma

Na tym kończą się dobre wiadomości. Rynek pracy jest bowiem obecnie przesycony bezrobotnymi absolwentami szkół wyższych, którzy nie mają doświadczenia ani niezbędnych kwalifikacji i umiejętności zawodowych. Z najnowszych, nieopublikowanych jeszcze, badań prof. Mieczysława Kabaja z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych wynika, że polskie uczelnie powszechnie ignorują obowiązek organizowania studentom zajęć praktycznych przygotowujących ich do pracy zawodowej oraz staży. Jako sztandarowy przykład prof. Kabaj wymienia tu słynną warszawską Szkołę Wyższą Handlową (SGH). 

- Uczelnie mają obowiązek organizowania studentom w ciągu pięciu lat ich nauki co najmniej jednomiesięczne praktyki zawodowe, to jest bardzo niewiele, ale i tak zajęć tych praktycznie nigdzie w kraju nie ma - mówi dobitnie profesor. Jego opinia znajduje także potwierdzenie w danych statystycznych. Z raportów Eurostatu wynika, że w polskich firmach praktykanci stanowią zaledwie jeden proc. ogółu zatrudnionych, podczas gdy w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii jest ich sześciokrotnie więcej...

Nic tu po was

Dlaczego polscy pracodawcy nie chcą stażystów?
- To nie prawda, ze ich nie chcemy! Firmy bardzo chcą nawiązać współpracę z uczelniami, ale te na ogół są bardzo hermetyczne, zamknięte dla nich. Pracodawcy są z uczelni zwyczajnie przepędzani - mówi Monika Zakrzewska, ekspertka rynku pracy w Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych" Lewiatan" (PKPP Lewiatan). Również przedstawiciele pracodawców z Business Centre Club (BCC) czują się przez uczelnie jak i resort nauki lekceważeni. - W drugim kwartale tego roku, pod wpływem krytyki środowisk biznesowych, ministerstwo nauki zorganizowało "Okrągły Stół" przedsiębiorców oraz przedstawicieli nauki. Miał on jedynie propagandowy charakter i nie wniósł nic do dyskusji dotyczącej defaworyzacji absolwentów na rynku pracy - mówi Wojciech Szewko z BCC. Informuje on też, że wiosną tego roku został powołany zespół, mający przygotować założenia zmian do ustawy o szkolnictwie wyższym oraz ustawy o stopniach i tytułach naukowych.

- Pomimo deklarowanej w mediach "współpracy" z przedsiębiorcami, przedstawicieli przedsiębiorców (jako jedynej grupy interesariuszy) nie zaproszono do udziału w tym zespole. Organizacje pracodawców, które oficjalnie zwróciły się do ministerstwa z propozycją udziału w zespole, nie otrzymały żadnej odpowiedzi. Można więc zakładać, że zmiany w ustawach postulowane przez środowisko szkół niepublicznych oraz reprezentantów organizacji pracodawców (w tym BCC), celowo i z pełną świadomością nie zostaną w planowanej nowelizacji uwzględnione. Tym samym problemy strukturalne, dotyczące braku współpracy biznesu i szkolnictwa wyższego oraz rosnącego bezrobocia absolwentów zostaną utrwalone - kwituje Wojciech Szewko.

Obawy i oskarżenia

Skąd ostrożność uczelni wyższych przy nawiązywaniu współpracy z przedsiębiorcami? - Uniwersytety i całe szkolnictwo wyższe ma przygotować ludzi do podejmowania różnych ról życiowych, a zwłaszcza zawodowych przez całe ich życie. Rolą kształcenia akademickiego nie jest więc zaspokajanie potrzeb pierwszego pracodawcy, u którego zwykle absolwent jedynie zdobywa doświadczenia. Rolą kształcenia na poziomie wyższym jest przygotowanie młodych ludzi do długiej kariery zawodowej, gdzie pierwszy pracodawca jest choć ważnym, to tylko epizodem – przekonuje Dominik Antonowicz, adiunkt w Zakładzie Socjologii Nauki Uniwersytetu Kopernika w Toruniu, ekspert procesu bolońskiego i były doradca prof. Barbary Kudryckiej, minister nauki. Prof. Mieczysław Kabaj przyznaje, że chociaż trudno się z taką argumentacją nie zgodzić, to powody niewpuszczania firm do uczelni są na ogół zupełnie inne. - Część wykładowców nie organizuje praktyk zawodowych ze swojej wygody i lenistwa, a część z obawy przed tym, by ich " autorytet" i kompetencje nie były podważane przez praktyków z firm - komentuje prof. Kabaj. Jak się okazuje, uczelniani teoretycy wykładają często wiedzę z lat swojej młodości, która nijak ma się już do rzeczywistości i postępu technicznego, który następuje postępuje bardzo szybko. Podobnie jest z wyposażeniem aż połowy wszystkich szkolnych i uczelnianych warsztatów oraz laboratoriów, w których sprzęt ma po 40 lat i więcej. Zdaniem prof. Kabaja wyjściem z tej sytuacji jest głęboka reforma naszego systemu nauczania. Polska nie musi niczego już w tym względzie wymyślać, wystarczy wzorować się na Niemczech czy Austrii, gdzie obowiązuje tzw. dualny system nauczania.

- Część zajęć jest tam wyłącznie praktyczna (warsztaty, staże, praktyki zawodowe odbywają się przez 2-3 dni w każdym tygodniu), dzięki czemu młodzi ludzie już w trakcie nauki oswajają się z kulturą pracy w różnych firmach, nabywają również niezbędnych do przyszłej pracy kwalifikacji i kompetencji społecznych - mówi prof. Kabaj. I tu znowu do wyobraźni przemawiają unijne statystyki. Okazuje się, że w krajach o najniższych wskaźnikach bezrobocia wśród młodzieży, takich jak: Niemcy (7,6 proc.), Austria (8,3 proc.), czy Holandia (9,2 proc.) odsetek osób pracujących w czasie pobierania nauki wynosi od 40 do nawet 60 proc. Tymczasem w krajach dotkniętych w Europie najwyższym bezrobociem młodych (ponad 50 proc. jak: Łotwa, Bułgaria czy Rumunia) pracuje i uczy się równolegle zaledwie 2 - 3 proc. młodych ludzi. Monika Zakrzewska z PKPP Lewiatan ma jeszcze jeden pomysł: proponuje, by wzorem Zachodu profilować nasze wydziały na takie dla teoretyków, którzy chcą pozostać na uczelniach i prowadzić badania naukowe i dla pozostałych studentów, którzy podejmują studia po to, by po ich ukończeniu za godziwą pensję pracować w biznesie lub przemyśle.

Katarzyna Bartman, redaktor naczelna serwisu CentrumRekrutacji.pl