Dyrektorzy szkół i samorządowcy mówią wprost – dostosowanie się do nowych zasad jest niemożliwe. Główne zarzuty sprowadzają się do tego, że MEN proponuje wytyczne, które nie przystają do sytuacji wielu placówek, szczególnie tych przepełnionych.

Nauka ma się odbywać w trzech wariantach (o wyborze zdecyduje dyrektor): A – wszyscy uczniowie idą do szkoły, B – część uczniów jest w szkole, pozostali uczą się z domów (wariant hybrydowy) i C – wszyscy uczniowie przechodzą na znaną już naukę zdalną. W rozmowach z nami dyrektorzy szkół podkreślają, że w wariancie A nie są w stanie (zwłaszcza w dużych miastach) dostosować nauki do wytycznych, które nakazują utrzymanie dystansu między uczniami zarówno w salach lekcyjnych, jak i na korytarzu, np. w czasie przerw. Wściekłości nie kryją też samorządy, które mają wydawać zgodę dyrektorom na kształcenie zdalne lub hybrydowe. Do podjęcia takiej decyzji potrzebna będzie wiążąca opinia sanepidu, z której uzyskaniem już teraz są problemy.

– Projekty miały rozwiać wątpliwości, ale tak się nie stało. Ograniczono się w nich głównie do dania dyrektorom podstawy prawnej do reagowania na sytuację epidemiczną na terenie ich szkół. W całą sprawę powinien się zaangażować minister zdrowia i np. umożliwić dyrektorom współpracę z lekarzami z przychodni i pielęgniarkami, bo na urzędników z sanepidu nie mamy co liczyć. Tam przecież już teraz nie można się dodzwonić, a inspekcja jest oddalona od nas o ponad 40 km – mówi Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol i przewodniczący Zarząd Związku Gmin Wiejskich RP. – Przed rozpoczęciem roku szkolnego do każdej szkoły powinien przyjechać inspektor sanitarny i doradzić dyrektorowi, na co ma zwrócić uwagę, wdrażając niejasne wytyczne. Musimy dmuchać na zimne, bo w małych miejscowościach uczniowie miezkają w trzypokoleniowych rodzinach – apeluje. Związek Gmin Wiejskich RP uważa, że skoro przez wiele miesięcy nie zrobiono nic, aby opracować i przećwiczyć określone warianty nauki w czasie epidemii, to należy rozważyć opóźnienie roku szkolnego o kilka tygodni.

Dodatkowo, jak podkreślają eksperci, projekty rozporządzeń nie stanowią wskazówki, jak organizować pracę nauczycieli na kwarantannie lub jakie przesłanki należy brać pod uwagę przy kierowaniu ich na pracę zdalną.

– Nie możemy w przepisach opisać każdego szczegółowego przykładu – powiedział wczoraj Dariusz Piontkowski, szef MEN. I zalecił dyrektorom szkół, nauczycielom i samorządom kierowanie się zdrowym rozsądkiem.

Sanepid wyda opinię zalecającą przejście na kształcenia zdalne, jeśli okaże się, że nauczyciel lub uczeń mają pozytywny wynik testu zakażenia koronawirusem. Ten tryb nauki zostanie też zorganizowany dla uczniów, którzy z różnych powodów znajdą się na kwarantannie.

Takie zalecenia dla dyrektorów szkół przekazali wczoraj Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) i minister edukacji narodowej. Wynika z nich, że ze zdalnego nauczania mają również korzystać uczniowie długotrwale chorzy i posiadający orzeczenie z poradni o indywidualnym nauczaniu. Jeśli w powiecie pojawi się strefa żółta, nie będzie to oznaczało automatycznego przejścia na zdalne kształcenie. Przerwa od nauki tradycyjnej ma trwać od tygodnia do dwóch. Na razie sytuacja epidemiczna pozwala na powrót do tradycyjnej nauki stacjonarnej – uważają GIS i szef MEN.

– Te wytyczne są w dużej mierze powtórzeniem tych z maja. Dodano jedynie zalecenie o rozrzedzaniu klas. Użycie określenia „hybrydowe nauczanie” jest tylko pustym sloganem. Niestety, nie ma też szczegółowych informacji, kiedy będzie można wdrażać poszczególne rozwiązania – komentuje Robert Kamionowski, radca prawny z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.

Trzy warianty

Na niewiele ponad dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało do konsultacji projekty rozporządzeń, które mają być podstawą do wdrożenia wytycznych MEN, resortu zdrowia i GIS. Projekty opisują zasady poszczególnych wariantów nauczania: A – stacjonarnego, B – hybrydowego (mieszanego) i C – wyłącznie zdalnego (patrz infografika).

Pierwszy wariant wytycznych (A) zakłada powrót wszystkich uczniów do szkoły z zachowaniem reżimu sanitarnego, czyli dezynfekcji rąk u uczniów i zachowywaniem określonego dystansu. Drugi model określany przez resort edukacji hybrydowym (B) miałby polegać na tym, że część uczniów przechodzi na kształcenie zdalne, a część pozostaje w szkole. Ostatnim modelem (C), który jest znany nauczycielom i uczniom, bo obowiązywał w poprzednim roku szkolnym, jest całkowite przejście na e-naukę.

Duże uprawnienia

Na podstawie art. 30b ustawy z 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 910) minister edukacji wciąż będzie miał możliwość podjęcia decyzji o przejściu na zdalne kształcenie na terenie całego kraju, województwa, powiatu lub gminy. Od września będzie też można wprowadzać zdalną naukę w poszczególnych placówkach oświatowych, ale o tym nie będzie już decydował minister, ale dyrektor placówki w porozumieniu z organem prowadzącym, czyli np. gminą. Bezwzględnie będzie on musiał uzyskać na to zgodę sanepidu.

W tym celu znowelizowane zostało rozporządzenie ministra edukacji narodowej i sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz.U. z 2020 r. poz. 1166). Zgodnie z par. 18 ust. 2a–2c dyrektor, za zgodą organu prowadzącego i po uzyskaniu pozytywnej opinii właściwego państwowego powiatowego inspektora sanitarnego, może zawiesić zajęcia na czas oznaczony, jeżeli ze względu na aktualną sytuację epidemiologiczną może być zagrożone zdrowie uczniów. Zgoda i opinia mogą być wydane ustnie, telefonicznie, za pomocą środków komunikacji elektronicznej lub innych środków łączności. Warto zaznaczyć, że musi to być wspólne porozumienie samorządu, dyrektora i sanepidu.

– To absurd, że wymagana jest zgoda organu prowadzącego. O podjęciu takiej inicjatywy dyrektor powinien powiadomić gminę, a nie czekać na jej zgodę – oburza się Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol i przewodniczący Zarządu Związku Gmin Wiejskich RP.

– Już wyobrażam sobie taką sytuacje, że lokalny włodarz sprzeciwia się zamknięciu szkoły, a opinia sanepidu jest pozytywna. To trzeba zmienić – apeluje.

Zdalna matematyka

W zależności od modelu przejścia na zdalną edukację (hybrydowy lub całkowity) placówka będzie wyłączana w całości lub w części. Zawieszenie zajęć może więc dotyczyć grupy wychowawczej, oddziału, klasy, etapu edukacyjnego lub całej szkoły, w zakresie wszystkich lub poszczególnych zajęć. Taki podział uwzględnia różne warianty, w tym ten, że nauczyciel określonego przedmiotu przebywa na kwarantannie.

– Może się więc okazać, że uczniowie wracają do domu po lekcjach w szkole i tam jeszcze mają zdalną lekcje matematyki z nauczycielem, który przebywa na kwarantannie – przyznaje Tomasz Malicki, wicedyrektor Technikum nr 2 w Krakowie.

Obawia się, że w takiej sytuacji będą problemy z zapewnieniem odpowiedniej liczby nauczycieli i ustaleniem planu lekcji.

Zagospodarowani nauczyciele

Projekty zawierają też propozycje, które zostały odebrane pozytywnie.

– Dyrektor w czasie nauki zdalnej będzie mógł nauczycielom zlecać zajęcia opiekuńczo-wychowawcze. Dzięki temu nauczyciele wf, pedagog, psycholog, logopeda nie będą już otrzymać niższego wynagrodzenia za czas postoju – mówi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Dodaje jednak, że wciąż nie ma w tych rozporządzeniach przepisów dotyczących zatrudnienia i wynagradzania nauczycieli podczas zdalnego kształcenia i kwarantanny. Dlatego ZNP podczas konsultacji projektu rozporządzenia dotyczącego minimalnych stawek wynagrodzeń dotyczących nauczycieli będzie domagało się uregulowania kwestii gwarancji wynagrodzenia dla osób uczących podczas kształcenia na odległość na takim samym poziomie jak podczas tradycyjnej nauki.