Sąd Najwyższy wydał wczoraj wyrok kończący głośną kilka lat temu sprawę, którą wytoczył krakowskiej AGH prof. Jacek Rońda, wykładowca tej uczelni, oraz członek komisji do badania katastrofy pod Smoleńskiem. Przypomnijmy – prof. Rońda został zawieszony przez uczelnię na dwa lata w prawach nauczyciela akademickiego i wytoczono przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne. Powodem były jego wypowiedzi medialne wskazujące najpierw, że piloci TU-154 rzekomo nie zeszli poniżej pułapu 100 m (co miało być dowodem na zamach), a potem twierdzenia, że jednak takie zejście miało miejsce, a wcześniejsze tezy (oparte na rzekomych dokumentach rosyjskich) były tylko „grą” i „blefem”. Profesor pozwał AGH o naruszenie dóbr osobistych.

Profesor Rońda argumentował, że nie przedstawiono mu formalnie zarzutów, a tylko prowadzono postępowanie wyjaśniające. Jednocześnie jednak poinformowano opinię publiczną o sprawie i jej konsekwencjach. Ponadto uczelnia niezbyt elegancko załatwiła sprawę zawieszenia profesora w prawach wykładowcy – stosowne pismo nie zostało mu doręczone, pozostawiono je w dziekanacie.

Sądy orzekały różnie. W I instancji wykładowca uzyskał korzystny wyrok, nakazujący przeproszenie go przez uczelnię w ogólnopolskich gazetach. Sąd apelacyjny oddalił jednak powództwo w całości. Potwierdził to Sąd Najwyższy, oddalając skargę kasacyjną pełnomocników prof. Rońdy.

SN przyznał, że uczelnia naruszyła prawo. Brak przedstawienia zarzutów przed wszczęciem postępowania dyscyplinarnego jest uchybieniem proceduralnym, które może naruszać dobra osobiste.

– Powód mógł poczuć się urażony zachowaniem kierownictwa macierzystego wydziału AGH, które nie poinformowało go w należyty sposób o zawieszeniu w prawach wykładowcy. Było to zachowanie naruszające jego dobra osobiste, zwłaszcza godność – powiedziała sędzia Halina Kiryło.

Zdaniem SN uchybienia takie są jednak mniejsze niż waga tego, co wykładowca mówił w telewizji. Jego wystąpienie było na tyle poważnym naruszeniem zasad etyki, że powództwo było ewidentnie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, czyli naruszało art. 8 Kodeksu pracy.

– Powód miał prawo uczestniczyć w pracach komisji smoleńskich, przedstawiać swoje poglądy, nawet kontrowersyjne. Ale przedstawienie w programie telewizyjnym twierdzeń opartych na nieistniejących dokumentach, a później wskazywanie, że nie były one prawdziwe, ale był to tylko „blef”, nie mieści się w standardach zachowań. Rozmawianie o tragedii smoleńskiej w kategoriach gry, blefu po prostu nie przystoi – mówiła sędzia Kiryło.

Tłumaczyła, że zachowania powoda są niewspółmierne do naruszeń jego dóbr osobistych. – Dlatego prawidłowo orzekł sąd apelacyjny, iż skierowanie pozwu o naruszenie dóbr osobistych było nadużyciem prawa i było sprzeczne z zasadami współżycia społecznego – podkreśliła.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Najwyższego z 8 maja 2019 r., sygn. akt I PK 35/18.