- Tyle zarabia project manager w firmie. A praca z klasą to jest zarządzanie projektem. Odpowiedzialność ogromna. Do zawodu nauczyciela powinno się rekrutować najlepsze 5‒10 proc. absolwentów polskich uniwersytetów - mówi w wywiadzie dla DGP prof. Jan Fazlagić z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Kierownik przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości projektu „Szkoła dla innowatora”, który opisywaliśmy na łamach DGP.



Raport zlecony przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i sporządzony pod pana kierownictwem „Szkoła dla innowatora” nie wystawia najlepszej oceny naszej edukacji…
Ocena jest taka, jak potoczna opinia. Nasze badania potwierdziły pewne stereotypy. Przeprowadziliśmy m.in. rozmowy z nauczycielami, sprawdzając, czy szkoła jest proinnowacyjna. Wyniki nie były optymistyczne. Ten element nie jest u nas rozwijany.
ikona lupy />
Prof. Jan Fazlagi z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu / DGP
Czyli?
Sami nauczyciele przyznali, że szkoła najlepiej uczy pokonywać trudności, ale już z krytycznym myśleniem jest gorzej. Żartowaliśmy, że może te wszystkie reformy powodują, iż uczniowie muszą sobie radzić i wyjdzie im to na dobre. Ale poważnie ‒ najgorszą cechą szkoły jest uczenie pod test. To nie pomaga w rozwijaniu kompetencji, np. nauki uczenia się czy rozwiązywania problemów.
Mówiło się, by odejść od testowości. Odeszliśmy?
Nie. Problem polega na tym, że od lat szkoła działa w ramach biurokratycznego systemu, który nauczycieli odzwyczaił od myślenia. Nie mówię o wszystkich, ale o średniej. Zostali przyzwyczajeni do pewnych sposobów działania – to dotyczy i tych starszych, którzy zaczynali w innym etosie, i młodych, którzy zostali ukształtowani przez ten system.
Co to znaczy?
Nauczyciele boją się wyjść poza schemat. Brakuje im odwagi, kreatywności. Przyzwyczaili się do konkretnego sposobu nauki. To przekazują uczniom i tego od nich oczekują.
Kiedyś było lepiej?
Szkoły były na wyższym poziomie. Licea były bardziej elitarne. Nauczyciele mogli więc więcej wymagać. Analizując poziom matur, łatwo sprawdzić, że wielu obecnych licealistów nie zdałoby egzaminu dojrzałości z 1989 r. Wciąż obniża się wymagania, po to aby system nie padł. Ale wprowadza się rywalizację polegającą na porównywaniu wyników egzaminów, które polegają na testach. Do tego dochodzi efekt demografii. W czasach wyżu demograficznego edukacja staje się czymś elitarnym. Walka o miejsca w najlepszych szkołach w naturalny sposób stymuluje większe zaangażowanie i motywację do nauki. Rozmawiałem z chińskimi studentami, opowiadali, że ich rodzice walczyli z 20 innymi kandydatami o jedno miejsce na najlepszej uczelni. Teraz ten czynnik zanika. W Polsce także. Zmniejszyła się liczba dzieci, ale liczba miejsc w szkołach nie spadła proporcjonalnie.
Mieliśmy kilka reform. Może można było coś zmienić?
Sama likwidacja gimnazjów ma swoje zalety. Można było wprowadzić przy okazji jakieś zmiany. Ale głównie należy zmienić sposób kształcenia nauczycieli. Tak, aby ich uczyć nowych cech. Żeby myśleli kreatywnie i mieli pomysły na przekazywanie wiedzy. I moim zdaniem należałoby powrócić do elitarności kształcenia. Tak, aby była pewna elita, która ma maturę czy doktorat. Teraz stopnie naukowe można zdobyć o wiele łatwiej.
Jaki jest efekt takiej edukacji?
Myśląc o oświacie, należy się zastanowić, jakie cechy chcemy wykształcić. Niestety, obecnie wypuszczamy na rynek kilka milionów osób, które cechuje brak samodzielności, brak refleksji, duża nonszalancja połączona z brakiem wyobraźni, nieumiejętność myślenia w dłuższej perspektywie. Owszem, zawsze znajdzie się jakiś Bill Gates, ale większość będzie szła w zadłużenie i chęć szybkiego posiadania bez wysiłku. Już teraz stajemy się społeczeństwem chwilówek ‒ chcemy mieć tu i teraz. To odprysk takiej a nie innej edukacji.
W raporcie stoi, że jednym z czynników, który wpływa na jakość edukacji, jest wynagrodzenie. Ile powinien zarabiać polski nauczyciel?
10 tys. zł brutto.
Aż tyle?
Tyle zarabia project manager w firmie. A praca z klasą to jest zarządzanie projektem. Odpowiedzialność wielka. Do zawodu nauczyciela powinno się rekrutować najlepsze 5‒10 proc. absolwentów uniwersytetów.
Jak to zrobić?
Najlepsi pracodawcy oferują tak dobre warunki, że nie szukają pracowników, bo to oni do nich przychodzą. I walczą o miejsca. Ze szkołą powinno być podobnie.
Popiera pan strajk?
Popieram żądania zwiększenia wynagrodzeń. Ale jako ekonomista rozumiem też ograniczenia budżetowe. Ale powiem coś na pocieszenie. W innych krajach, podobnie jak w Polsce, funkcjonuje archaiczny XIX-w. model szkoły. I mimo tego w tych krajach obserwujemy wysoki stopień innowacyjności gospodarki.