Rządowi nie udało się wypracować porozumienia z negocjatorami ze Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) i Forum Związków Zawodowych (FZZ). Tylko oświatowa Solidarność deklaruje chęć podpisania ugody w sprawie przedstawionych pięciu propozycji dla nauczycieli.

Według strony społecznej wczoraj ekipa rządowa poza nowymi wyliczeniami nie przedstawiła żadnych konkretów. Beata Szydło, wicepremier i koordynator rozmów z ramienia władz, powiedziała, że ZNP i FZZ zaproponowały zbyt małe ustępstwa. Oceniła, że koszty pierwotnych żądań związkowców były na poziomie 17 mld zł, a obecnie po ustępstwach wynoszą 12 mld zł. Z kolei Sławomir Broniarz, szef ZNP, zapewniał, że na spełnienie jego postulatów potrzeba 8 mld zł. Kolejna runda negocjacji ma odbyć się w piątek.

W cieniu rozmów do rodziców napływają informacje, że od poniedziałku większość szkół i przedszkoli będzie zamknięta aż do odwołania strajku. Resort twierdzi, że nie ma podstawy prawnej, aby zamykać placówki oświatowe. Zachęca też, aby takie informacje przekazywać samorządom i kuratorowi oświaty. Ten ostatni ma interweniować, jeśli rodzic z dzieckiem odbije się od zamkniętych drzwi placówki.

Prawnicy przyznają, że rzeczywiście nie ma podstawy prawnej, ale też wręcz nie wolno dyrektorowi otwierać szkoły, jeśli nie może on zrealizować swoich obowiązków wynikających z rozporządzenia dotyczącego bhp w szkołach i przedszkolach. Czyli, że nie może zapewnić bezpiecznych warunków pobytu w szkole. A jeśli do końca, czyli do poniedziałku do 8 rano, nie ma pewności, kto ostatecznie przystąpi do strajku, to dyrektor może zdecydować o zamknięciu placówki.

– Strajk w szkole, w której większość nauczycieli protestuje, można porównać z awarią instalacji gazowej. W obu przypadkach dyrektor może zamknąć placówkę, bo pobyt w niej zagraża bezpieczeństwu dzieci – mówi Robert Kamionowski, radca prawny, partner w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office

Cztery dni pozostały do rozpoczęcia strajku. Ze stroną rządową porozumieć chce się tylko oświatowa Solidarność. ZNP i FZZ nie zgadzają się na złożone propozycje. Z kolei samorządy, które sympatyzują z opozycją (chodzi tu głównie o duże miasta), wręcz zachęcają nauczycieli do protestów. Mówią im wprost, że nie będą stratni na strajku, bo za te dni – wbrew stanowisku regionalnych izb obrachunkowych – otrzymają wynagrodzenie. Samorządy i szkoły chcą jednak uniknąć chaosu organizacyjnego i dodatkowych kłopotów. W tym celu tworzone są sztaby kryzysowe. Wczoraj oficjalnie dyrektorzy dowiedzieli się od działaczy związkowych, czy w ich placówkach się strajkuje, czy nie. Formalnie jednak do ostatniego dnia szefowie tych placówek nie będą wiedzieć, ile tak naprawdę osób przystąpi do strajku.

W najtrudniejszej sytuacji są pracujący rodzice. Do większości z nich został wystosowany apel, aby skorzystali z prawa do opieki i nie przyprowadzali dzieci do przedszkoli i szkół. Niektóre jednostki, jak np. szkoła podstawowa nr 110 w Warszawie, poinformowały, że ich placówka w poniedziałek będzie zamknięta. Na nasze pytanie o podstawę prawną takiej decyzji szkoła nie chciała odpowiadać i poprosiła o e-mail.

W przedszkolach sytuacja jest podobna. Dyrekcja z placówki nr 269 w Warszawie w liście do rodziców napisała, że jest duże prawdopodobieństwo zamknięcia jej z powodu strajku. W kolejnym zdaniu zapewniono rodziców, że będą wydawane zaświadczenia o zamknięciu przedszkola, aby opiekun był uprawniony do otrzymania zasiłku z tytułu opieki nad dzieckiem.

Samorządy i szefowie placówek oświatowych liczą, że rodzice pozostawią w dniu planowanego strajku potomstwo w domu. – Dyrektorzy poinformują rodziców o planowanym strajku w szkole lub przedszkolu. Jeśli do strajku przystąpią wszyscy nauczyciele, to szkoła nie będzie w stanie zagwarantować uczniom żadnych zajęć, a więc można powiedzieć, że będzie dla nich zamknięta – deklaruje Witold Stefański, naczelnik wydziału Urzędu Miejskiego w Policach.

DGP zapytał resort edukacji narodowej, czy istnieje podstawa prawna do zamykania placówek oświatowych na czas trwania strajku. – Strajk nie jest powodem do odwołania zajęć w przedszkolu, w szkole ani zamknięcia tych placówek. Dyrektor przedszkola czy szkoły ma obowiązek zapewnić dzieciom, uczniom bezpieczne i higieniczne warunki pobytu na terenie placówki i nie zwalnia go z tego obowiązku przystąpienie nauczycieli do strajku – kategorycznie stwierdza Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.

– Zapewnienie opieki ma odbyć się zgodnie z planem pracy przedszkola oraz szkoły, tj. z tygodniowym rozkładem zajęć dydaktyczno-wychowawczych, w tym godzin pracy świetlicy, łącznie z zapewnieniem posiłku, jeżeli dziecko z niego korzysta – dodaje. Resort powołuje się przy tym na art. 68 ust. 1 pkt 6 i ust. 5 ustawy z 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe oraz par. 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach, a także art. 7 ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta nauczyciela.

Resort wskazuje też, że jeśli dyrektor nie jest w stanie zorganizować opieki nad wszystkimi dziećmi czy uczniami, powinien zgłosić ten fakt organowi prowadzącemu (najczęściej gminie).

– Rodzic ma prawo zapytać dyrektora, w jaki sposób zapewni dziecku opiekę w trakcie strajku i w jakich warunkach. Jeżeli pomimo wskazanych obowiązków dyrektora szkoły lub przedszkola nie otrzyma wystarczającej informacji, a przedszkole, szkoła nie zapewnia opieki dziecku na czas strajku, rodzic powinien zgłosić ten fakt do organu prowadzącego oraz kuratora oświaty – wyjaśnia Anna Ostrowska. Podpowiada, aby powołać się na art. 10 ust. 1 pkt 1 oraz art. 51 ust. 1 pkt 1 prawa oświatowego.

Prawnicy specjalizujący się w prawie oświatowym mówią wprost, że nie ma podstawy, aby zamykać przedszkola i szkoły, ale nie uważają, że zamykanie ich jest do końca nieuzasadnione. Bo jak wysłać kilkuset uczniów do szkoły, w której jest tylko dyrektor?

– Nie znam przepisów, które w czasie strajku z powodu braku obsady pracowników upoważniałby pracodawcę do zamknięcia szkoły lub przedszkola. Przepisy rozporządzenia o bhp w tych placówkach nie przewidują takiego rozwiązania. W przyszłości powinny znaleźć się rozwiązania prawne, które jasno precyzowałby, co mają robić organ prowadzący i dyrektor w czasie strajku. Obawiam się, że w poniedziałek z tego powodu czeka nas ogromny chaos – mówi Robert Kamionowski, radca prawny, partner w Kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office.