statystyki

Mieli być nadzieją polskiej gospodarki, a biedują na uczelniach. Młodzi naukowcy nie mają łatwego życia

autor: Kacper Leśniewicz16.09.2018, 16:00; Aktualizacja: 17.09.2018, 08:59
Oprócz sytuacji materialnej, pochodzenia i pozycji w akademickiej hierarchii, kluczową rolę w miejscu pracy odgrywa płeć.

Oprócz sytuacji materialnej, pochodzenia i pozycji w akademickiej hierarchii, kluczową rolę w miejscu pracy odgrywa płeć.źródło: ShutterStock

To oni mają budować gospodarkę opartą na wiedzy i generować dla Polski pomysły na miarę amerykańskiego iPhone’a, tymczasem państwo zdaje się nie przejmować ich losem. Dziś tak jak w PRL-u młodzi naukowcy ledwie wiążą koniec z końcem, a wiedzę pozyskują, kopiując dane z pirackich serwerów.

O bciąża się ich dydaktyką i pracą administracyjną, bo są najtańsi. O tym, jakie zajęcia będą prowadzić w poniedziałek, dowiadują się z SMS-ów przesyłanych do nich w piątek wieczorem. Ich zarobki są tak niskie, że gdyby nie granty i dorywcze prace, już dawno musieliby opuścić akademię. Los młodych polskich naukowców idealnie pasuje do słów Agnieszki Osieckiej z „Piosenki o okularnikach” napisanej w latach 60.: „Wiążą koniec z końcem za te polskie dwa tysiące”.

Kariera naukowa Joanny zaczyna się obiecująco. Po tym, jak dostaje pozytywną odpowiedź na prośbę o stypendium naukowe w Wiedniu, wyjeżdża na pół roku do Austrii. Następnie, dzięki wsparciu promotora, znajduje opiekuna naukowego w Insbrucku, gdzie rozpoczyna studia doktoranckie. Jak wspomina, „to był wspaniały czas swobodnej i twórczej pracy naukowej”. W międzyczasie na uniwersytecie w Lublinie zwalnia się etat. Joanna wygrywa konkurs. Przez pierwsze miesiące po powrocie do Polski poznaje instytut od środka. Przyzwyczaja się do struktury organizacyjnej i trybu pracy. Nie przystępuje do zwaśnionych plemion, ale wie, że takie istnieją i walczą o wpływy. Na początek dostaje 1500 zł podstawowej pensji. Z finansowej opresji ratuje ją grant dla młodych naukowców. Robi badania. Publikuje w zagranicznych czasopismach, stać ją na opłacenie międzynarodowych konferencji. Pracuje nad książką. Jest najmłodszą osobą w instytucie, nie ma doktoratu i jest kobietą, dlatego oprócz pracy naukowej wykonuje proste, ale czasochłonne administracyjne zadania. Wypełnia tabelki, wprowadza dane, uzupełnia sylabusy. Na uczelni działają trzy systemy internetowe, co wiąże się z koniecznością żmudnego przepisywania tych samych danych kilka razy. Świeżo namaszczony dyrektor wprowadza w instytucie „jasny” system podziału środków. Co z tego, że aktywność naukowa Joanny plasuje ją na drugiej pozycji z największą liczbą punktów w instytucie przyznawanych wszystkim naukowcom za publikacje i referaty. Wysokość rozdysponowywanej między poszczególnych pracowników kwoty uzależniona jest od miejsca zajmowanego w hierarchii. Nie liczą się jej artykuły, książki, udział w konferencjach. Z puli dostaje 350 zł na delegacje. Zmiany zbiegają się w czasie z końcem grantu. – Wtedy tak naprawdę kończy się moja kariera – mówi ze smutkiem Joanna.

Czy obrona pracy doktorskiej jest chwilą triumfu dla kogoś, kto pracował nad nią przez kilka lat – dopytuję Piotra. – Ja odczułem tylko ulgę, ale nie na długo, bo przez półtora roku po obronie żyłem z napierającą depresją – odpowiada. Dzisiaj jest uznawany za jednego z najzdolniejszych polskich filozofów młodego pokolenia. Wszystko zaczyna się w Poznaniu, gdzie kończy dwa kierunki z bardzo dobrymi wynikami. Do Warszawy przyjeżdża na studia doktoranckie, które rozpoczyna w jednym z instytutów Polskiej Akademii Nauk (PAN). Przez pierwszy rok studiów mieszka w Łodzi, oddalonej o ponad 100 km od stolicy, gdzie za niewielkie pieniądze dzieli mieszkanie z innymi studentami i doktorantami. Otrzymuje stypendium doktoranckie i dodatkowo dorabia jako tłumacz i redaktor. Po przeprowadzce do Warszawy zaczynają się schody. Nieprzejrzysty system oceny pracy doktorantów powoduje, że traci stypendium. Początki w stolicy są dla niego trudne. Nie zna ludzi, nie ma sieci wsparcia. Nie wie, na jakie seminaria warto uczęszczać i do jakich miejsc spotkań towarzyskich chodzić. To jego zdaniem buduje kapitał społeczny, niezbędny do przetrwania w nauce. Znajduje pracę w dużym wydawnictwie. Żeby napisać doktorat, musi się jednak zwolnić. – Mogę powiedzieć szczerze, że dobre warunki do pracy zawdzięczam mojej partnerce, która miała własne mieszkanie. Ta kwestia bardzo różnicuje środowisko naukowe. Własny kąt do pracy i mniejsze wydatki stanowią jeden z fundamentów jakości naszej pracy. Ostatecznie obroniłem doktorat dzięki drobnym oszczędnościom i udziale w grancie – przyznaje.

Jan z okresu doktoratu najmilej wspomina promotora. Podczas gdy jego koledzy przygotowywali skład i redakcję książek dla swoich opiekunów, on mógł na partnerskich warunkach realnie pracować naukowo. – Miałem szczęście, bo mój promotor był niezłym naukowcem i dobrym człowiekiem, co jest rzadkością nie tylko w naukach ścisłych – mówi. – Zwykle młodzi na starcie są gnojeni, a potem mamy gotową falę. Podobnie jak w wojsku, gdy zostajesz decydentem, to nie możesz się powstrzymać, żeby dać po głowie kotom – wyjaśnia. Dzisiaj kłopoty sprzed kilku lat związane z wyjazdem na międzynarodową konferencję wspomina z uśmiechem. Ale sytuacja wciąż wiele mówi o panujących w akademii warunkach pracy. Dyrektor odpowiedzialny za finanse był zdecydowanym przeciwnikiem latania samolotem przez doktorantów. Był nieugięty. Dopiero kiedy Jan łopatologicznie wyjaśnił, że podróż pociągiem jest dwa razy droższa, pieniądze na samolot się znalazły.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (19)

  • Ziemia jest płaska(2018-09-16 17:18) Zgłoś naruszenie 2318

    Po co wam wiedza i nauka, Wy macie tylko chodzić do kościoła i już tam wam na kazaniu powiedzą wszystko co macie wiedzieć. Zdaje się chyba pan minister Gowin zdegradował astronomię jako naukę i na jej miejsce wchodzi teologia.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • padajs(2018-09-16 21:22) Zgłoś naruszenie 132

    Smutna prawda znana tylko nielicznym jest taka, że na uczelnie wyższe na etaty są obecnie przyjmowani bądź krewni i bliscy przyjaciele naukowych oficjeli, albo zadaniowani funkcjonariusze i agenci rożnych służb, wyjątkowo ludzie "zasłużeni" dla lokalnych klik, którzy tak, czy inaczej nie muszą się martwić o środki na życie. A młody niech tyra z 2k na rękę.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Bert(2018-09-16 17:15) Zgłoś naruszenie 132

    A w jakim zawodzie "młody" ma łatwe życie...Jesteś młody, to masz siły, żeby tyrać, a w tedy, za ileś lat, jak będziesz miał fart, to może się wybijesz. I to jest zasada uniwersalna. Amen.

    Odpowiedz
  • abc(2018-09-16 16:48) Zgłoś naruszenie 117

    A takie dobre zmiany wprowadza dobra zmiana z agencją rzymską.

    Odpowiedz
  • Dyzio(2018-09-16 22:11) Zgłoś naruszenie 70

    Tradycyjnie polska bieda puka do drzwi. Nic nowego.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Mecenas(2018-09-16 18:34) Zgłoś naruszenie 66

    a dlaczego mam płacić podatki na czyjeś "kariery naukowe". Oxford, Cambridge itp są prywatne.....,

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • xxx(2018-09-16 18:02) Zgłoś naruszenie 62

    Rząd nie daje żadnych nakładów na badania naukowe, nie wiem jaki jest sens kończyć studia i po doktoracie zarabiać 2400 brutto. Na uczelniach dobrze mają wysoko postawienei naukowcy którzy dostają granty zagraniczne od dziekana wzwyż.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • ert@ert-blog.pl(2018-09-16 22:24) Zgłoś naruszenie 60

    jest jak ma być; tak ustalili starsi i mądrzejsi, którymś my się oddali bez reszty i na wieki wieków...

    Odpowiedz
  • M.(2018-09-19 11:02) Zgłoś naruszenie 61

    Wg justawy 2.0 miały być podwyżki dla naukowców. Jednak żadna uczelnia publiczna ich w tym roku nie wprowadzi. Bo nie ma pieniędzy... "Być może" będą od stycznia. Jednak pewnie nie. Asystenci i adiunkci nadal zarabiają mniej niż w biedronce. Smutek...

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • pracownik naukowo-dydaktyczny (2018-09-23 14:22) Zgłoś naruszenie 62

    Chcą innowacji, nowych wynalazków, wdrożeń...niestety na to trzeba funduszy i zapewnienia godnego wynagrodzenia pracownikom uczelni. Niestety w dzisiejszych czasach naukowiec to pracownik dydaktyczny, naukowy i administracyjny...szkoda tylko ze za te 3 etaty nie płaci się nawet tak jak za jeden. Na młodego pracownika naukowo-dydaktycznego spycha się tyle obowiązków że aby mieć wyniki naukowe musi pracować przez wakacje...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane