Matematyka i fizyka – te dwa kierunki prowadzone Uniwersytecie Warszawskim awansowały w tegorocznej edycji Shanghai’s Global Ranking of Academic Subjects (GRAS). Zajęły odpowiednio 51 i 75 miejsce, podczas gdy rok temu zostały sklasyfikowane na miejscach: 101-150 oraz 151-200.
Reklama



Na awans tych dwóch dziedzin złożyło się kilka czynników. - Po pierwsze, zmiana metodologii rankingu na bardziej obiektywny – uwzględniane jest bowiem szersze spektrum osiągnięć. Teraz uwzględniono prace nie tylko z poziomu nazwijmy go "noblowskiego", ale także takie, które się o niego ocierają. Po drugie, Uniwersytet Warszawski wykonał żmudną pracę organiczną polegającą na czyszczeniu baz, aby dorobek był odpowiednio indeksowany. Last but not least, jest to owoc wysiłku publikacyjnego podejmowanego przez badaczy z UW, ambicji naukowych jego pracowników, na przeciw którym wychodzą długofalowe działania uczelni, związane tak z inwestycjami infrastrukturalnymi, jak i wsparciem samych naukowców nagrodami czy grantami – mówi dr Aleksander Jakubowski, ekspert Instytutu Rozwoju Szkolnictwa Wyższego.

Mniejszymi sukcesami może pochwalić się również Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Awans dziedzinowy zaliczyła tu również matematyka, która awansowała z czwartej do trzeciej setki rankingu.

Sukces UW nie przełożył się jednak na lepsze sklasyfikowanie polskich uczelni w rankingu ogólnym. Najlepsze miejsce zajmuje warszawska uczelnia, która została sklasyfikowana w czwartej setce rankingu. Kolejny Uniwersytet Jagielloński – w piątej.

Skąd wynika słabość polskich uczelni w tym rankingu? Zdaniem dr Aleksandra Jakubowskiego jest to po części skutek rozproszenia zdolnych polskich badaczy na wiele uczelni, a po części wynik metodologii samego rankingu. – Premiuje on bowiem uczelnie topowe, np. posiadające noblistów. Odpowiedzią na to była m.in. idea stworzenia polskich uczelni flagowych. W naukach społecznych należy zaś odnotować, że publikacja w czasopismach z obszaru anglosaskiego przez badacza z Polski wymaga od niego większego wysiłku niż przez naukowca z Anglii czy USA. Niemniej praktyka wskazuje, że obawy przed taką próbą są częstokroć nieuzasadnione, a tylko jej podjęcie pozwala na wyjście ponad lokalność, co jest niezbędne by zaistnieć na liście szanghajskiej – mówi ekspert IRSW.

Co kluczowe dla "młodych uczelni”, lista szanghajska uwzględnia dane historyczne, dlatego od lat nie sposób zagrozić czołówce.

- Reforma szkolnictwa wyższego zakłada kilka zmian, dzięki którym lepiej wypozycjonujemy w zestawieniach światowych to, co mamy. Na punktację w przyszłości powinny wpłynąć pozytywnie m.in. ewaluacja jakości osiągnięć naukowców, połączenie dyscyplin zgodnie ze standardami OECD oraz pieniądze na wsparcie naszych czasopism naukowych w międzynarodowych bazach. Nie są to postulaty, które same w sobie poprawią jakość dydaktyki czy rangę naukowych osiągnięć, pozwalają jednak spodziewać się, że lepiej wypadniemy w punktacji w najbliższych latach - komentuje Jakub Pietraszek, prezes Elab Education Laboratory, instytucji partnerskiej ponad 60 zagranicznych uczelni.

Za sukcesem amerykańskich uczelni stoją ogromne środki przeznaczane na rozwój infrastruktury i prowadzenie działalności naukowej. Polskie i zagraniczne szkoły wyższe dzieli pod tym względem przepaść. Budżet naukowy najlepiej finansowanego Uniwersytetu Warszawskiego wynosił w ubiegłym roku 475 mln zł. podczas gdy topowe zagraniczne dysponują kwotami rzędu kilku mld USD. Aby móc realnie z nimi konkurować potrzebne są potężne środki dla kilku najlepszych rodzimych uczelni.

- Ulokowanie w ciągu 10 lat zapowiadanych przez Gowina 50 mld zł w liczne, także mniejsze szkoły może niewiele zmienić. Warto też zwrócić uwagę na źródła dotacji. W Polsce środki pochodzą głównie z grantów i programów rządowych. Za granicą gro kwot to pieniądze prywatnych inwestorów oraz korporacji, traktujących szkoły wyższe jak swój hub innowacji oraz przestrzeń rekrutacji talentów. Wielu absolwentów najlepszych uczelni świata już po opuszczeniu murów zasila je znacznymi kwotami w ramach działalności filantropijnej i z poczucia przynależności do tego elitarnego grona - dodaje prezes Elabu.