Nic nie wskazuje na to, aby w kolejnych latach sytuacja demograficzna miała się polepszyć. Walka o maluchy z każdym rokiem będzie się więc zaostrzać. Z samorządowymi przedszkolami zaczynamy mieć ten sam problem co z pustymi porodówkami. Z sondy DGP wynika, że lokalni włodarze starają się zabiegać o to, aby trzylatki trafiały do ich placówek. Jeszcze przed dekadą to rodzice mieli problem z zapisaniem maluchów do przedszkoli, bo nie było wystarczającej liczby miejsc. Teraz sytuacja się zmieniła i w wielu samorządowych przedszkolach grupy są niepełne, czyli nie przekraczają 25 dzieci. Gdzieniegdzie dochodzi do redukcji liczby oddziałów przy niezmienionej liczbie nauczycieli, pracowników obsługi i administracji. Tylko nieliczne samorządy przymierzają się przy tym do wygaszania placówek. W konsekwencji koszty związane z utrzymaniem przedszkoli z roku na rok rosną, bo specjalna dotacja na ten cel jest naliczana w zależności od liczby dzieci. Samorządy się reklamują, tak jak od dawna robią to prywatne przedszkola, wprowadzają dodatkowe zajęcia, biorą udział w różnego rodzaju programach zachęcających rodziców, a nawet obniżają opłaty za dodatkowy pobyt dziecka w placówce po zrealizowanej pięciogodzinnej podstawie programowej. ©℗