Szkoła nie tylko uczy, ale i wychowuje. To jak wychowuje, zależy od Ministra Edukacji Narodowej i tego, jakich ekspertów wybierze on do konstruowania podstawy programowej. Młodych obywateli władza kształtuje więc na swój obraz i podobieństwo. Jaki będzie człowiek wychowany przez Prawo i Sprawiedliwość?

Podstawa programowa to najważniejszy dokument w polskim prawie oświatowym, obowiązkowy na danym etapie kształcenia, w którym to przejawia się filozofia rządzących na temat procesu edukacyjnego, szkoły, ucznia i nauczyciela. Jest to zestaw treści nauczania oraz umiejętności, które nauczyciel musi uwzględnić w programie nauczania. Ten dokument stanowi podstawę do ustalenia kryteriów ocen szkolnych i egzaminów końcowych, czyli precyzuje to, co uczeń po zakończeniu danego etapu edukacji powinien wiedzieć i rozumieć.

- Analizując podstawy programowe wydane przez MEN można chociażby ustalić jaki paradygmat o edukacji jest najbliższy autorom tego dokumentu: czy bliżej jest im do wizji dziecka jako podmiotu, który może samodzielnie inicjować działania, czy też raczej powinno się ono podporządkowywać temu co dzieje się w szkole - mówi dr Marta Majorczyk, doradca rodzinny, pedagog z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Zdaniem ekspertki z podstawy programowej dowiemy się również, jakie strategie uczenia się nauczyciel ma wykorzystywać w swojej pracy, co za tym idzie metody pracy z uczniem: uczenie się przez przyswajanie wiedzy, przez odkrywanie, przez przeżywanie czy działanie oraz jakie wartości są cenione przez autorów: te bliskie doktrynie konserwatywnej, liberalnej czy może umiarkowanej.

Reklama

Podstawy programowe przygotowane pod kątem reformy edukacji od początku były krytykowane. Przede wszystkim, jak wiele dokumentów powstałych w tej kadencji, były tworzone w olbrzymim pośpiechu. Stąd, jak zaznaczają eksperci, pełno w nich technicznych niedoróbek, błędów merytorycznych, powtórzeń, braku logicznego układu, które wprowadzają do szkół chaos. Zdaniem wielu ekspertów PAN oceniających podstawy kolejnych przedmiotów, proponują one przestarzałe treści kształcenia. Prof. dr hab. Dorota Klus-Stańska, przewodnicząca Zespołu Dydaktyki przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN w uwagach do Podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej pisze wręcz: "Nie wydaje się, by Autorzy projektu znali zasady konstruowania programów, a tym bardziej, by mieli świadomość istniejących na świecie podejść do konceptualizacji formy, struktury i treści takich dokumentów. W efekcie otrzymaliśmy wytwór niskiej jakości”, a Rada Języka Polskiego przy PAN napisała: „Obecna wersja programu nie może być bowiem nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona".

W pospiesznym tworzeniu podstaw programowych nie umknęła jednak warstwa ideologiczna. Kogo wychowa szkoła Anny Zalewskiej?

Reklama

Bierność

Nowe podstawy programowe promują postawy bierne. Brak jest w nich miejsca na dyskusję i debatę. Zdaniem ekspertki PAN, cały dokument prezentuje wizję wychowania młodego człowieka, który nie dyskutuje, nie zajmuje własnego stanowiska, nie stawia oporu. – Dziecko postrzegane jest przedmiotowo, jako "człowiek do zrobienia", a nie jako partner, aktywny uczestnik interakcji, interpretujący sytuację społeczną, rekonstruujący swoją wiedzę, swój obraz świata i siebie w świecie – czytamy w opinii PAN dotyczącej Projektu podstawy programowej wychowania przedszkolnego dla przedszkoli i innych form wychowania przedszkolnego.

Podobny zarzut został sformułowany w odniesieniu do edukacji wczesnoszkolnej: "W sformułowaniu celów edukacji dziecko traktowane jest przedmiotowo, jako osoba z deficytami, niezdolna do wykonywania czynności złożonych".

- Na pewno podstawa programowa nie jest jedynym czynnikiem, który determinuje edukację i wychowanie dziecka w szkole. Na to składa się wiele różnych czynników, takich jak: nauczyciel, jego osobowość, poglądy na edukację i wychowanie, stosowane przez niego metody; temperament samego dziecka, grupa rówieśnicza, rodzina, najbliższe środowisko życia. Realizacja nowej podstawy programowej może sprawić, że uczeń zdobędzie dużą wiedzę, pytanie tylko czy będzie potrafiło ją wykorzystać w życiu codziennym i w późniejszym czasie. Być może będzie też bardziej uległy i podporządkowany. Problemem tak ukształtowanych młodych ludzi może będzie brak otwartości: chęci i umiejętności do wyrażania swojego zdania. Co nie oznacza, że już teraz tak nie jest. Młodzi ludzie, którzy rozpoczynają studia dopiero uczą się dyskutować, ponieważ do tej pory byli uczeni „myślenia pod klucz”, co przecież pozwala dobrze zdać testy na egzaminach końcowych – mówi dr Majerczyk i dodaje: „Szkoła nie tylko dostarcza wiedzy, ale także uczy pewnych zachować. Działania podejmowane przez niektórych nauczycieli podczas lekcji, jako efekt kierowania się wprowadzaną nową podstawą programową mogą sprawić, że wielu uczniów nie będzie chciało wyrażać swoich poglądów i przemyśleń, czasem sprzecznymi z dominującymi trendami, dla świętego spokoju. Ucząc dzieci „twardego” czy tradycyjnego zbioru wartości, pomijając lub nie zwracając bacznej uwagi na tak zwane „miękkie” wartości w życiu społecznym może, lecz nie musi, wywołać niepokojące zmiany w postawach społecznych”

Jak wylicza prof. Klus-Stańska: "W Podstawie słowo szacunek pojawia się 51 razy zazwyczaj w odniesieniu do okazywania szacunku innym, tradycji, symbolom, dobrom materialnym i przyrodzie itd., ale odwaga już tylko 2 razy, sprzeciw ani razu, określenie nie zgadza się z opiniami 4 razy, a opór dotyczy wyłącznie oporu wody i przewodnika. O doświadczaniu i odkrywaniu własnej wolności mowa jest wyłącznie w celach etyki (tu wątki wolnościowe są mocno podkreślone; dziękuję za to Autorom projektu tego przedmiotu). Dzieci uczą się pisania przeproszenia, ale już nie zażalenia. Jest zatem jasne, jak moralnie ma być ukształtowany absolwent szkoły podstawowej".

Jedna wizja świata

- W nowej podstawie programowej paradygmaty o edukacji są ze sobą wymieszane, raz kładzie się nacisk na centralną rolę nauczyciela i jednostronną komunikację, w innej części dokumentu wspomniane jest aktywnej postawie ucznia w trakcie nauki. Kładzie się też większy nacisk na przyswajanie przez ucznia wiedzy niż na jego aktywne działania, poszukiwania a co najważniejsze na przeżywanie wartości. W podstawie programowej widoczny jest też nacisk na etykę chrześcijańską, konserwatyzm i podejście do tradycji. Historia edukacji i wychowania pokazuje, że takie dokumenty jak podstawa programowa, i tym samym proces dydaktycznych i wychowawczy w szkole mogą być podatne na kwestie polityczne ocenia dr Majerczyk.

Zdaniem ekspertów, podstawy programowe zaprezentowane dotąd przez MEN wyraźnie narzucają jedyną słuszną interpretację świata. W odniesieniu do zasad kształcenia na wszystkich etapach pojawiają się te same zarzuty: brak zgody na różnorodność rozumienia, dyskusję o wartościach i możliwość dokonywania wyborów. W szkole po reformie edukacji uczeń ma być „ukierunkowany na wartości”, „skłaniany do podejmowania odpowiednich wyborów i decyzji”, ma „poznawać wartości”. – "Na przykład kształtowanie poczucia dumy z piękna ojczystej przyrody....itd. – stanowi wymóg bezwarunkowy. Wymaga się „kształtowania pozytywnych – emocjonalnych i duchowych – więzi z najbliższym otoczeniem itd.”. Czy postawy krytyczne, sprzeciw wobec tego, czego nie akceptujemy, jest dopuszczalny? Gdzie jest miejsce na wyrażanie własnych wartości, ocen i preferencji? Dlaczego narzucać idylliczne wizje zamiast dawać szansę rozwijania zdolności do refleksji, debaty, tolerancji wobec różnic? Dlaczego zamiast dawania narzędzi budowania osobiście ważnych postaw i indywidualnych systemów wartości, wymuszać gotowe rozwiązania? Jeśli Autorzy Podstawy coś cenią, musi to bez żadnych wątpliwości i kontrowersji cenić uczeń. To orientacja wychowawcza znana nam już bardzo dobrze z uprzedniej formacji ustrojowej. Nie czas do niej powracać" – czytamy w ocenie prof. Doroty Klus-Stańskiej.

Katolicką wizję świata, forsowaną w nowych podstawach programowych widać zwłaszcza na przykładzie zajęć z Wychowania do życia w rodzinie. Zdaniem edukatorów seksualnych z grupy Ponton podstawa do nich „wygląda jak szkolenie ideologiczne”. – Nie daje ona żadnej przestrzeni do różnorodności i przedstawia tylko jeden – katolicki – światopogląd. Świadczą o tym konkretne zapisy w podstawie. Na przykład po kursie uczeń powinien umieć „przedstawić argumenty za rozpoczęciem inicjacji seksualnej w małżeństwie”. Tak sformułowane wnioski wykluczają poważną grupę dzieci i młodzież, bo nie wszyscy heteroseksualni przecież zawrą związek małżeński, a osoby nieheteroseksualne w Polsce w ogóle nie mogą w ten sposób się wiązać. Seks dla tych osób jest prezentowany jako coś niewłaściwego – mówi Aleksandra Józefowska – koordynatorka Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton.

Z analizy Pontonu wynika, że w całej podstawie programowej słowo „rodzina” pojawia się 173 razy, a seks zaledwie dwa i to w negatywnym kontekście.

Tymczasem z obserwacji Pontonu wynika, że podczas zajęć z Wychowania do życia w rodzinie chcieliby oni móc swobodnie rozmawiać. Zdaniem edukatorów tak sztywna podstawa programowa nie daje na to szans i zniechęci to młodzież do uczestnictwa w tych zajęciach. – Przy tak skonstruowanej podstawie programowej nie będzie dużą stratą, ale pojawia się pytanie: co dalej? Bo problemy młodzieży nie znikną, a jeśli nie będą mieli dostępu do rzetelnej wiedzy w szkole, będą jej szukać w Internecie. Informacje, na które tam trafią, nie zawsze są kompletne – podsumowuje Aleksandra Józefowska.

Zdaniem dr Marty Majerczyk, każda grupa społeczna (również naród czy rodzina) ma swoje wartości, którymi się kieruje i które pielęgnuje. Jednak zamykanie się na inne wartości, podkreślanie, że nasze są te najlepsze powoduje powstawanie konfliktów i napięć, a proszę zauważyć, jak już teraz szybko tracimy tolerancję czy życzliwość wobec drugiej osoby.

- To, jak jest zbudowana podstawa programowa, jej treść może budzić niepokój wśród samych nauczycieli. Taki dokument powinien być spójny, zwarty, dobrze ułożony, a jego treści uporządkowane i doprecyzowane – tak, aby nauczyciel mógł się na niej oprzeć w codziennej pracy. Ten, zaproponowany przez MEN, według wielu ekspertów i środowisk, którym edukacja jest bliska, raczej wprowadza chaos i daje duże możliwości interpretacji. Nauczyciele niepewni swoich etatów mogą chcieć realizować zalecenia zawarte w podstawie w sposób bardziej „bezpieczny” - tłumaczy ekspertka.