Reforma oświaty wchodzi w decydującą fazę. W ciągu najbliższych tygodni i dni rozstrzygnie się, z jaką skalą zwolnień nauczycieli będziemy mieć do czynienia.
Opinie skrajne, czyli rządu: „Zwolnień nie będzie”, oraz Związku Nauczycielstwa Polskiego: „Co trzeci nauczyciel trafi na bruk”, zapewne okażą się nietrafione. Prawda jak zwykle leży pośrodku. Można się więc spodziewać, że nie wszyscy nauczyciele zachowają swoje posady. A niezależnie od samego zwolnienia mogą być niemile zaskoczeni tym, w jaki sposób będą zmuszeni pożegnać się z pracą.
Redukcje etatów nie będą bowiem przeprowadzane na podstawie Karty nauczyciela i kodeksu pracy, ale na mocy ustawy – Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo oświatowe. Ta zaś zawiera specyficzną procedurę, przewidzianą tylko dla wygaszania gimnazjów. Zgodnie z nią najpierw przewidziane jest przeniesienie nauczycieli w stan nieczynny, a następnie rozwiązanie stosunku pracy. Do tej pory natomiast najpierw dokonywano definitywnej likwidacji etatów z możliwością wyboru przejścia w stan nieczynny. Nowe przepisy wyłączają też częściowo stosowanie Karty nauczyciela m.in. w zakresie obowiązkowej konsultacji związkowej.